WstępKontaktindeksybibliografiamapyprzekazsłowato nie takmieszkańcypostaciepodróżeIndiastart
indiaguide menu
 

Tadż Mahal

Nie jest symbolem Indii, tak jak Pałac Kultury i Nauki nie jest symbolem Warszawy, a Wieża Eiffla — symbolem całej Francji. Dla Mahatmy Gandhiego był symbolem ucisku Indii.

Patrzę na reklamę Parfums Chopard nakłaniającą do nabycia flakonu perfum o nazwie Casmir. Tadż Mahal w kolorze intensywnej czerwieni wyłania się z ciemnego, prawie czarnego tła. Napis mówi, że jest to Pierwszy z nowej serii zapachów owocowo-orientalnych. Esencja mango, brzoskwini, kokosu i wanilii połączona z egzotyczną nutą drzewa sandałowego i paczuli daje niezapomniane uczucie świeżości…

Tylko, że Tadż Mahal nie znajduje się w Kaszmirze, a prowincja Kaszmir nie kojarzy się z opisaną egzotyką, leży bowiem u stóp Himalajów, w terenie górzystym, mroźnym i chłodnym, gdzie nie rośnie ani mango, ani kokosy, ani paczuli, ani drzewo sandałowe, które rosną właśnie na południu Indii. Otwieram książkę Żonglerka tygrysami Neila Kelly. Autor opowiada o pracy w indyjskiej agencji reklamowej w Delhi. I choć ani jedno słowo nie jest poświęcone cesarzowej Mumtaz, to rycina jej grobowca kłuje w oczy na pierwszej stronie książki. Oglądam prospekty biur podróży — gdy tylko mowa o wycieczce do Indii, wszędzie pojawia się Tadż Mahal.

Większość osób nie zdaje sobie sprawy, że wklejanie obrazu najpiękniejszego grobowca świata wszędzie, gdzie mowa o Indiach jest nie tylko nadużyciem, ale brakiem taktu i dobrego smaku. Muzułmańska budowla — ikoną hinduskich Indii? Grobowiec — ikoną Indii? Po 11 września 2001, muzułmańska budowla — ikoną Indii?

Wszyscy wiedzą, że pewien cesarz tak bardzo kochał swoją żonę, że po jej śmierci zbudował najpiękniejszy grobowiec świata. Niektórzy wiedzą trochę więcej, a mianowicie to, że cesarz ten miał na imię Szahdżahan, jego żona — Mumtaz, i że nieoczekiwanie zmarła ona w połogu.

Bardzo niewiele osób wie, że ten cesarz pochodził z dynastii Wielkich Mogołów, że Mogołowie zbrojnie wtargnęli do Indii, że okupowali kraj przez 180 lat i ciemiężyli Hindusów próbując ludności narzucić islam.

Ckliwi Europejczycy mówią tak: jeśli zbudował jej taki piękny grobowiec, wydał tak dużo pieniędzy, to musiał ją bardzo kochać, kochał ją nad życie. Tadż Mahal jest więc materialnym dowodem na to, że „prawdziwa miłość” istnieje i że przekłada się ona na… grobowiec (piękny i drogi), jaki mąż wystawi żonie po jej śmierci!

Ckliwi Europejczycy porównują „miłość” Szahdżahana i Mumtaz do miłości Romea i Julii. Tymczasem cesarska para znacznie przekroczyła wiek młodziutkich kochanków i przeżyła ze sobą dwadzieścia trudnych i skomplikowanych lat. Kochankowie z Werony zrodzili się w głowie starzejącego się Szekspira, podczas gdy cesarz i cesarzowa żyli naprawdę.

Opowieść o Tadż Mahalu

dramatis personae:

  Etimaduddaula
  z pochodzenia Pers, premier cesarza Dżahangira
Asaf ChanNurdżahan 
jego syn, wysoki urzędnik na dworze, ojciec Mumtazjego córka, żona Dżahangira 
Ardżumand-banu  
jego córka, cesarzowa 1627-1631 pod imieniem Mumtaz  
Dżahangir, cesarz 1605 -1627  
jego trzeci syn książę Churram, Radosny, cesarz Szahdżahan 1627-1658  
dzieci Szahdżahana: Dżahanara, Dara Szikoh, Szudża, Rauszanara, Aurangzeb, Murad i Gauharara  

Żona cesarza Szahdżahana miała wiele imion, ale do historii przeszła pod imieniem Mumtaz, Perła. Pochodziła z najbardziej na dworze wpływowej rodziny, zwanej perskim triumwiratem. Musimy odłożyć do lamusa europejskie romantyczne opowieści o tym, że młody książę spotkał ją na bazarze jako biedną, acz piękną handlarkę (nasz mit o Kopciuszku!) i wyniósł do rangi księżniczki.

W latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie Wielkich Mogołów — Etimaduddaula, jego syn Asaf Chan oraz córka, którą Dżahangir poślubił z wielkiej miłości, gdy miała 34 lata. Podobno dla jej długich, czarnych warkoczy, wybitnej inteligencji, świetnie opanowanej sztuce jeździeckiej i umiejętności polowania na tygrysy. Wyjątkowo piękna i zmysłowa kipiała pomysłami, radośnie wcielając je w życie — na przykład wprowadziła nową modę na ciągnące się po ziemi muślinowe treny, peszwy, i zmusiła dwór do ich noszenia. Jej knowania, by utrzymać niekiedy wymykającą się z rąk władzę obmierzły wreszcie wszystkim i wszyscy na końcu ją opuścili, ale mimo to dla historii pozostała kobietą fascynującą.

To z jej rozkazu wystawiono, pamięci ojca, pierwszy grobowiec z białego marmuru, w którym zastosowano inkrustację z kamieni półszlachetnych, prawzór Tadż Mahalu.

Jest rzeczą pewną, że młodzi spotykali się na dworze od zawsze, przy okazji licznych uroczystości dworskich. Nie wiadomo kto pierwszy i kiedy wpadł na pomysł połączenia ich losów, ale wiadomo, że nigdy nie mieli nic przeciwko temu. Różnica wieku wynosiła zaledwie rok, zaręczyny odbyły się, gdy on miał 15, a ona 14 lat. Oboje pobierali podobne nauki u tych samych nauczycieli, gdyż oboje należeli do arystokratycznych rodzin wysoko ceniących wiedzę i umiejętności. Mumtaz otrzymała, oprócz ogłady na dworze u boku cesarzowej Nurdżahan, która była dla niej wzorem do naśladowania, fantastyczne wprost wykształcenie — czytała perskich poetów w oryginale, znała język arabski, a starożytne filozofie uprawiała tak sprawnie jak jazdę konną, tańczyła, grała na wielu instrumentach, malowała i doskonale znała Kamasutrę, o czym nie możemy wątpić.

Szahdżahan rósł w uwielbieniu do Akbara, swego wielkiego dziada. Chętnie przebywał na jego dworze, gdzie spotykał świetnych filozofów, artystów i uczonych — dobrze wykształcił się w rzemiośle sprawowania władzy. Książę miał czternaście lat, gdy Akbar umarł, pozostając dlań do końca życia wielkim Nauczycielem i niedoścignionym Władcą.

Mumtaz także doznała ogromnej czułości ze strony swego dziadka, który nosił ją na rękach, wytworny i zacny Etimaduddaula. Ojciec zaś, który świata poza nią nie widział, zrobił doprawdy wszystko, by uczynić ją szczęśliwą.

Ślub księcia Churram i Ardżumand odbył się w 1612 roku, gdy on miał 20, a ona 19 lat.

Najszczęśliwsze lata życia, swój raj na ziemi, spędzili w pałacykach Adżmeru, w samym sercu Radżputany, wśród zalesionych pagórków okalających prastary, dobrze utrzymany zbiornik wodny Ana Sagar. Było to ukochane miejsce Akbara, gdzie wszyscy dobrze go jeszcze pamiętali. Z dala od dworu i pijackich ekscesów tatusia pławili się w rozkoszy bogactwa i książęcego splendoru bez obawy o władzę, gdyż nie byli przeznaczeni na tron cesarski. Mieli dużo czasu i poświęcali go również dzieciom. Polowania, turnieje, zabawy, tańce i swawola — oto beztroskie życie książęcej pary. Tam urodziły się prawie wszystkie dzieci, a książę był im — rzecz niespotykana! — prawdziwym ojcem. Słuchał ich perlistego śmiechu, bawił się, żartował, trzymał w ramionach i cieszył się z ich małych radości. To młoda żona sprawiła, że uznał harem za miejsce ciekawsze od wojskowych spelun, a towarzystwo dzieci — za godną uwagi przyjemność. Odłóżmy jednak do lamusa nasze ckliwe przekonania, że książę nie korzystał z haremowych nałożnic i pozostawał doskonale wierny swej małżonce. Miał przecież rozliczne obowiązki służbowe, misje wojskowe czy oficjalne wizyty na dworze cesarskim, na które pospiesznie wyruszał sam. Wprawdzie harem pod okiem żony towarzyszył zawsze dłuższym wyprawom, lecz synchronizacja w czasie była trudna do wykonania i nierzadko obozy zakładano oddzielnie. Nie wątpimy, iż młodzi pałali ku sobie ognistym uczuciem, lecz może jeszcze bardziej dbali o zapewnienie sobie politycznego bezpieczeństwa i równowagi sił na szachownicy władzy, zręcznie żonglując między intrygami dworskich ugrupowań i klik. To Asaf Chan, zdradziwszy własną siostrę, ułożył sprawy polityczne tak, by po śmierci Dżahangira na tron wstąpił jego zięć, a ukochana córka została cesarzową.

Koronacja miała miejsce w Agrze 4 lutego 1628 roku. Szahdżahan miał 36, a Mumtaz — 35 lat.

Zostawszy cesarzową, Mumtaz przejmuje pieczę nad haremem, który zgodnie ze zwyczajem mogolskim powinien być kierowany przez cesarzową-matkę, wdowę po zmarłym cesarzu lub przez księżniczkę krwi (siostrę). Ze względu na wcześniejsze sprzeniewierzenie się Szahdżahanowi, Nurdżahan zostaje całkowicie odsunięta od władzy, nie była zresztą jego matką. Cały ciężar władzy kobiecej cesarstwa spoczywa na Mumtaz.

Szahdżahan lubi najdrobniejsze szczegóły. Przyswaja je sobie dzięki wrodzonym zdolnościom i pilnej pracy. Znając jego słabości i rzeczywiste potrzeby — są razem już 16 lat — Mumtaz organizuje mu wspaniale pracujący sekretariat: bezpieczny, dokładny i przyjemny. Przekształca harem w prawdziwą instytucję, niebawem niezbędną i niezastąpioną w prowadzeniu spraw państwowych. Harem zawsze był najlepiej strzeżonym miejscem na dworze, tam umieszczano skarbiec cesarski, tam kobiety z bogatych rodów trzymały rodzinne kosztowności. Nie do pomyślenia, by w haremie mogli kręcić się obcy mężczyźni, co zmniejszało liczbę potencjalnych zabójców i szpiegów z zewnątrz. Dzięki kobietom, które widzą i wiedzą wszystko, gdyż sprawują pieczę nad sprawami i sprawkami swych mężów, kochanków, synów i pasierbów, cesarzowa szybko podchwytuje sznurki kluczowych politycznych spraw i ekonomicznych interesów. Informacje zbiera błyskawicznie — w cesarskim haremie zawsze przebywa choć jedna przedstawicielka liczącego się w państwie arystokratycznego rodu, często sama będąc zakładniczką tej czy innej racji stanu. Mumtaz jest na dworze w pełni obecna. Jest nie tylko żoną i matką, dała już cesarzowi aż czterech dorodnych synów, zostaje jego doradcą i powiernicą tajnych spraw, jest współ-władczynią. Prowadzi własną politykę, którą jest wyciszanie wszelkich konfliktów, zwłaszcza religijnych między hindusami a muzułmanami. Podczas ważnych politycznych obrad wypowiada dyskretnym szeptem, spod zasłony pardy, słowa skierowane prosto do cesarskiego ucha, słowa otuchy, nagany czy porady. Ostrzega, mobilizuje i podrzuca niebanalne pomysły. Pod jej czujnym okiem pracują same wykształcone kobiety, głównie Persjanki, a we wszystkim pomaga jej Satiunnisa, Grot Dzidy Między Niewiastami, obdarzona godnością strażniczki pieczęci cesarzowej. Jaka szkoda, że ten Grot pochodzący z perskiej rodziny uczonych i lekarzy — sama będąca znakomitą lekarką — bardziej zasłynęła na dworze jako deklamatorka Koranu i perskiej poezji, niż strażniczka zdrowia cesarzowej.

Pojawia się pytanie, na które nigdy nie otrzymamy odpowiedzi: jak to się stało, że ta mądra życiowo kobieta, znakomita lekarka i uczona nie powstrzymała cesarzowej od nieustannych stanów brzemiennych? Dlaczego jej nie ostrzegła? Porody były wszak niebezpieczne. Kobiety w tamtych czasach i w tamtych stronach potrafiły zadbać o siebie, posiadały znakomitą wiedzę medyczną w ogóle, a położniczą w szczególności. Wiedziały, że częste ciąże w upalnym klimacie osłabiają ciało, i że po każdym porodzie należy starannie odzyskać siły. Zarządzająca haremem pilnowała, by nałożnica nie rodziła częściej niż raz na trzy lata. A cesarzowa? W ciągu niespełna dziewiętnastu lat rodziła aż trzynaście razy. Tylko nieliczni kronikarze odważyli się napomknąć, że postarzała się przedwcześnie. Że miała bardzo zniszczoną cerę, leciały jej włosy i zęby. Że ciało odmawiało sprężystości. Ale ukrywała się za pardą, gdyż harem jako instytucja musiał mimo jej słabości działać bez zarzutu.

Ostatnie dziecko, nieszczęsną Gauhararę, wydała na świat w 39 roku życia, w obozie wojskowym, po uciążliwej podróży w lektyce na wyboistych drogach, w indyjskim upale. Kiedy przybyła do obozu, cesarz załatwiał sprawy wojskowe i pił z dowódcami, a może nawet cieszył się jakąś młodą kobietą. Zaczęła rodzić wcześnie rano we wtorek. W środę po północy ciało nie wytrzymało naporu nowego życia. Zmarła 7 czerwca 1631 roku w wyniku krwotoku popołogowego. Dziewczynka, której ojciec nigdy nie chciał poznać, przeżyła.

Niemożliwe — znów odłóżmy do lamusa ludowe bajeczki — by cesarz był obecny przy porodzie, gdyż w tamtych czasach i w tamtych stronach poród przebiegał wyłącznie w świecie kobiecym i żaden mężczyzna nie ośmieliłby się przekroczyć progu zenany. A już zupełnie nieprawdopodobne, by obiecywał wyczerpanej krwotokiem i gasnącej kobiecie budowę najpiękniejszego w świecie grobowca.

Śmierć tej królowej była jednym z największych nieszczęść, jakie dotknęły Szahdżahana w ciągu całego życia, jak nieraz oświadczał w rozmowach z dworzanami pisze Waldemar Hansen w Pawim tronie (str.337). Wraz z jej śmiercią stracił jedyne wsparcie, polityczne i prywatne poczucie całkowitego bezpieczeństwa. Przez tydzień nie załatwiał żadnych spraw państwowych i nigdy już potem nie pracował z dawnym zapałem. Cesarstwo stworzone ex nihilo przez dziada Akbara, tak cudnie sterowane razem, teraz przestało go w ogóle cieszyć i interesować. Nakazał dwa lata nadzwyczajnej żałoby, sam unikał zabaw i zabronił bawić się innym. Możliwe, że miał kazirodczy związek z najstarszą córką Dżahanarą, tak bardzo przypominającą Mumtaz. Zanosił się konwulsyjnym płaczem, bił głową w mur, długo ubierał się tylko w żałobną biel, wyrzekł się muzyki i zaprzestał używania pachnideł. Ponura wieść o tym, że Mumtaz nie żyje, docierała do Szahdżahana długo, całymi miesiącami ciszy haremu, instytucji, gdzie teraz rwały się wszystkie misternie splecione przez nią nitki. Po pierwszym straszliwym ogłuszeniu, do cesarza dotarło tylko jedno — Mumtaz nie pójdzie do raju.

Taka jest wiara islamu — kobieta nie idzie do raju. Szahdżahan nakazuje ulemom (uczonym w piśmie) studiować wszystkie możliwe księgi i sprawdzić, czy nie ma jakiejś wyjątkowej klauzuli. Twarda odpowiedź islamu jest jedna: nie, kobieta po śmierci nie idzie do raju. W cesarzu rodzi się strach, poczucie winy, głucha rozpacz i przerażenie. Ogarnia go niemoc. Dźwięczy wciąż to samo pytanie — dlaczego nie spotka jej w raju, dlaczego? Była wzorem cnót niewieścich, wielkoduszna, nieskalana, pogodna i cierpliwa. Władczyni, cesarzowa, mąż stanu, polityk. A mimo to, raj jest dlań zamknięty. Tak mówią ulemowie. Budowy (Mum)Taz Mahalu, pałacu dla Mumtaz, cesarz nie rozpoczyna od razu. Rok trwało nim zebrał myśli, dobył pomysłu, rozwinął nadzieję: uderzy do samego Allaha, nie do ulemów. Zbuduje coś tak pięknego, że zauroczy Go, oszołomi i przekona. Wzruszy i, czemuż by nie, przekupi. Przeprosi za wszystko dziełem tak pięknym, że Allah aż oniemieje z zachwytu i zabierze Mumtaz do raju.

Ulemowie zacierają ręce. Przez całe lata nie mieli w cesarstwie żadnych wpływów, nic nie znaczyli na racjonalnie prowadzonym dworze niczego nie lękających się ludzi szczęśliwych, którym Allah sprzyjał bez zbędnych próśb i modlitw. Po tragedii Szahdżahan wraca do Allaha, zaczyna brać udział w muzułmańskich świętach, okazywać publicznie cześć świętym mężom islamu i otaczać opieką miejsca kultu. Wznosi nowe meczety. Ulemowie stają się ważni, a cesarz oczekuje ich wsparcia. W zamian za raj dla Mumtaz oni żądają teraz zniszczenia wszystkich hinduskich świątyń. I tak w roku 1633 cesarz wydaje zakaz wznoszenia nowych i naprawiania starych hinduskich świątyń oraz rozkaz wyburzenia świątyń hinduskich wzniesionych za panowania Szahdżahana, a także nakaz wyburzenia wielkich świątyń w Waranasi, gdzie rozpoczyna się systematyczne (a nie jak dotąd sporadyczne) niszczenie, dokończone później przez Aurangzeba. Ulemowie podjudzają, uważają, że czas już rozprawić się z chrześcijanami na Goa i z hindusami, oczywiście. Cztery tysiące jeńców jest torturowanych publicznie na placach Agry, są siłą obrzezani i w ten sposób przechodzą na islam. W hinduskiej wiosce jest święto, ludzie tańczą w rytm muzyki, nagle wpadają oddziały wojska i cała wieś ginie zmieciona ogniem islamu, choć mieszkańcy zwyczajnie nic nie wiedzieli o nakazie nadzwyczajnej żałoby. I jeszcze jeden zaskakujący firman: w rok po śmierci żony, w 1633 roku, cesarz wydaje oficjalny zakaz małżeństw muzułmańsko-hinduskich, rzecz nie do pomyślenia za czasów Mumtaz. Ulemowie są zachwyceni i przychylają się do pomysłu budowli dla Allaha.

Tadż Mahal został zbudowany dla Allaha. By Allah zabrał Mumtaz do raju.

I w tej perspektywie należy ujrzeć nowy zapał Szahdżahana. Staranność, z jaką zabrał się do dzieła i nieustępliwość, z jaką to dzieło doprowadził do końca należą do wyjątkowych. Projekt, oparty o całą sieć wzajemnie powiązanych układów geometrycznych, emanuje harmonią, osiągniętą dzięki proporcjom linii poziomych i pionowych. Aerodynamiczna koncepcja budowli pozwala uwierzyć, że pałac uniesie się w przestworza u kresu czasów, dosięgnie raju i tam spocznie na wieczność. Wokół budowli, liniami alej i płaszczyznami wody w sadzawkach utworzono cały mikrokosmos, czakrę, miejsce napromieniowane wyjątkowo silną energią, która zdoła unieść Tadż Mahal ku górze. Takiego dzieła nie buduje się tylko dla kobiety, nie wprzęga się całej machiny państwowej, dosłownie całej, w budowę grobowca dla jej doczesnych szczątków. Dzieło idealne w swych założeniach zostało ukończone, rzecz niezwykła, za życia cesarza. A jedną z podstawowych zasad feng shui jest właśnie to, by dzieło zostało skończone, bo tylko wtedy uruchomiona zostaje jego moc (czyż nie mówimy Koniec wieńczy dzieło i To skończona piękność).

Tadż Mahal jest ekspiacją, przebłaganiem i pokutą. Cesarz wziął na siebie największy trud — inicjowania i inspirowania, nie pracował jednak zupełnie sam. Miał do dyspozycji najlepszych w państwie architektów i budowniczych, rzemieślników i ogrodników, a wszyscy oni czerpali pełnymi garściami z wzorów perskich i indyjskich. Królowała matematyka, geometria i astrologia oraz cała ówczesna wiedza techne. Twierdzi się, że ostateczny kształt budowli został nadany przez samego cesarza. Nie jest to niemożliwe, zważywszy, że miał w tym kierunku niezłe wykształcenie. Nie wierzę, by po ukończeniu dzieła kazał zamordować, jak piszą niektórzy, głównych architektów. Projekty, plany i obliczenia zostały zniszczone w późniejszym czasie, prawdopodobnie przez Aurangzeba.

Oprócz wybitnych fachowców brali udział w tej budowie napływający zewsząd wieśniacy, jakieś dwadzieścia tysięcy, mieszkający w namiotach po drugiej stronie rzeki Jamuny, w wiosce Mumtazbadem. Nie byli oni niewolnikami, do pracy ich nie zmuszano, nie bito ani nie traktowano gorzej czy lepiej niż gdzie indziej. Ot, robota. Pracowali za dzienną strawę i parę miedziaków, a na czas zasiewów i monsunu wracali do siebie, potem znów przychodzili, gdy można było trochę zarobić. Podobno pracowali nawet w nocy przy pochodniach. Nie wiemy czy mieli poczucie, że stwarzają coś wyjątkowego, choć cesarz zadbał, by budowla otrzymała najwyższy priorytet religijnej ważności, może nawet niektórzy budowali w religijnym uniesieniu, muzułmanie i hindusi, sikhowie i dżiniście, dla Allaha. O narastającej u Szahdżahana obsesji raju świadczy słynna inskrypcja perska umieszczona w białym pałacyku Czerwonego Fortu w Delhi, budowanego równocześnie z Tadż Mahalem: Jeżeli istnieje raj na ziemi, to jest tutaj, to jest tutaj, to jest tutaj. Więc ostateczny kształt zamysłu wyłonił się może z braku wiary właśnie? Bo przecież z rozkazu cesarza zbudowano raj tu na ziemi. A na bramie wejściowej wiodącej do ogrodu umieszczono chronogram z datą śmierci cesarzowej: Niech raj będzie domem Mumtaz. Czy więc ten grobowiec ma być dla niej rajem tu na ziemi, skoro do (męskiego) raju nie została zabrana?

Nie wiemy czy Szahdżahan umarł patrząc na grobowiec, nie wiemy czy miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku, czy przepełniała go radość czy smutek. Po ukończeniu prac definitywnie przeniósł się do Delhi i oddał rozpuście.

Dziś po rajskim ogrodzie nie zostało ani śladu, najpierw wszystko tak zarosło, że ledwo można było dojrzeć białą kopułę, a gdy przyszli Anglicy, całkowicie zmienili projekt i stworzyli park w stylu angielskim. Nie ma on nic wspólnego z dawnym ogrodem perskim, gdzie był sad drzew owocowych, rodzących owoce mango i granaty, a także ogród róż i krzaków migdałowca zawsze obsypanych kwieciem.

Należy odłożyć do lamusa kolejne pogłoski, takie jak ta, że nieutulony w żalu Szahdżahan chciał wznieść dla siebie grobowiec z czarnego marmuru po drugiej strony rzeki Jamuny. Nie sądzę, by myślał o swoim grobowcu, zostawiał to synom, a potem był już tylko więźniem bez dochodów i bez możliwości decyzji na cokolwiek.

Jak i tę pogłoskę, że to jubiler z Francji, niejaki Austin de Bordeaux, wykonał projekt budowli. Zmarł on w 1632 roku, tuż po śmierci cesarzowej, kiedy projekt istniał tylko w sercu i głowie cesarza. Poza tym jest całkowicie niemożliwe, by tak ogromny projekt został wykonany przez jednego człowieka. Albo, że to grawer z Wenecji, Geronimo Veroneo wykonał plany dzieła. W ogóle wątpię, że jacyś Europejczycy zostali dopuszczeni do projektu i na teren budowy.

Wieńcząca korpus dzieła charakterystyczna kopuła nie jest ani cebulą, ani gruszką, ani piersią kobiecą (jak czytam w różnych publikacjach), jest wzorowana na hełmie tureckiego wojownika z armii Babura, który podbił Indie i stała się z daleka widocznym znakiem islamu. Wszystkie meczety mają podobny kształt kopuły, którą po mistrzowsku odwzorowano. Taki hełm można oglądnąć w muzeum City Palace w Dżajpurze, w zbrojowni.

Dżatowie po 1707 roku zabrali i przetopili legendarne drzwi z czystego srebra, a Persowie zrabowali w 1739 roku bezcenny baldachim z pereł zdobiący sarkofag Mumtaz; historia milczy na temat innych ukradzionych wspaniałości, nawet trudno domyślić się ich losów. Że grobowiec nie został całkowicie zniszczony, wysadzony w powietrze, zbezczeszczony, jest albo cudem, albo działaniem energii feng shui. Rząd indyjski nie zezwolił na otwarcie sarkofagu cesarzowej i przeprowadzenie stosownych badań naukowych, motywując tym, że w Indiach pozostało niewiele nietkniętych budowli i tę jedyną należy zostawić w spokoju.

Dla kobiet islamu Tadż Mahal jest symbolem męczeństwa, bowiem kobieta, która umiera w połogu dając życie dziecku, staje się błogosławioną, niemal świętą męczennicą. Grobowiec jest więc dla muzułmanów miejscem sacrum, a nie pięknym pomnikiem miłości mężczyzny do kobiety.

Dla hindusów jest świadectwem chwały dynastii, która zawładnęła Indiami i gnębiła jej mieszkańców. Jest też według nich budowlą bezużyteczną, nie spełniającą pierwotnego założenia, gdyż życie Mumtaz — jak każde życie — podlega prawu karmy i reinkarnacji, więc cesarzowej i tak, nawet gdyby poszła do raju, nie uda się pozostać tam na wieczność.

Dla skrajnych feministek jest pomnikiem głupoty kobiety, która w żaden sposób nie zadbawszy o siebie, straciła życie z powodu wyczerpania nadmierną ilością ciąż i porodów.

Największy na świecie pomnik ku czci śmierci jest bajkowy, fascynujący, każdego dnia zupełnie inny, wciąż pełen nierozwiązanych tajemnic. Jest eposem i tragedią.

Tylko nie róbcie ikony Indii z grobowca!

*