las indyjski

aranja = las

Leśne pustelnie były w starożytności miejscem pobierania nauk, zarówno świeckich jak i duchowych. Pustelnicy, nazywani leśnymi mędrcami, riszi, utrzymywali ścisły kontakt z okoliczną wspólnotą wiejską, a będąc od niej uzależnieni materialnie udzielali nauk; prowadzili też własną praktykę duchową i uprawiali filozofię. Tworzyli Aranjaki, teksty leśne, odnoszące się do Wed, lecz o charakterze bardziej metafizycznym, niekiedy trudno zrozumiałym dla słuchaczy. Żyjąc poza wspólnotą, mogli się niekiedy całkowicie uniezależnić od braminów i religii wedyjskiej, a nawet całkowicie odrzucić Wedy, jak to uczynił żyjący na przełomie VI i V wieku p.n.e. riszi Gosala i jego uczniowie, Mahawira i Budda.

Wędrowni mędrcy, śiwaici, uwolnieni od społeczeństwa i żyjący poza nim, ascetyczni i zarazem bezwstydni w swej wolności od tyrani układów społecznych wzbudzali kultową fascynację wśród młodzieży miejskiej, należącej do stanu kupieckiego (wajsia) i arystokracji (ksiatrija). Alain Danielou, Le destin du monde, str.56

Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).

Ale ponieważ w Indiach nic nie umiera całkowicie, a tylko ulega przekształceniu, więc las pozostawał przez setki lat schronieniem dla kolejnych ascetów, riszi i wolnomyślicieli. Był miejscem ucieczki zarówno przed społeczeństwem, jak i przed opresją islamu, gdy ten stawał się zbyt nachalny. Do XIX wieku, za sprawą obecności świętych mężów, las był wciąż dla wieśniaków miejscem świętym oraz teatrum wielu religijnych świąt. Ostatni leśny mędrzec to Ramana Maharishi (1879-1950), żyjący w grocie u stóp góry Arunaczala, w Indiach południowych. Dzisiejsi asceci przenieśli się w trudno dostępne regiony Himalajów, zamieszkali w grotach i wciąż prowadzą życie dalekie od trudów społecznych uzależnień.

Sanatana Dharma, Wieczna Zasada, naucza, że wszystkie żyjące istoty, ludzie, zwierzęta i rośliny, są ze sobą wzajem zespolone i należą do Boga, który jest źródłem wszelkiego życia. Hindusi żyli zawsze blisko przyrody i czuli się jej częścią. Czcili całą Ziemię jako ciało bogini Matki, rzeki jako źródło czystej wody, a lasy jako środowisko naturalne dla zwierząt i człowieka. Według ich religii, filozofii i etyki cały wszechświat żyje, jest rozumny i świadomy. W jednej z Upaniszad powiedziano, że Bóg jest we wszystkim, co istnieje. Dlatego całe stworzenie jest święte, boże. Właśnie to poczucie świętości wobec stworzonego leży u podstaw mistycznego związku hindusów z całą przyrodą. Zawsze istniał szczególnie czuły, miłosny stosunek człowieka do otaczającego go lasu, gdzie wszelka zwierzyna i roślinność żyły i rozwijały się zgodnie z prawami natury, a powinnością człowieka było je chronić. W lesie panowała aura pokoju i harmonii pozwalająca człowiekowi rozwijać pragnienia duchowe.

W starożytności piękno przyrody opiewano słowami vana vaibhav, co w sanskrycie znaczy wspaniałość lasu.

Były trzy rodzaje lasu: shrivan — dający bogactwo, tapovan — pozwalający prowadzić życie medytacyjne i mahavan — dający schronienie dzikim zwierzętom.

Shrivan należał do wioski. Społeczność opiekowała się swoim zagajnikiem zbierając to, co las po prostu dawał — korzonki, zioła, leśne owoce, chrust, paszę dla zwierząt domowych, mech do budowy chaty. Wieśniacy strzegli czystych źródeł jako miejsc szczególnie świętych. Las trzymał wilgoć, a ludzie szukali w lesie schronienia przed upałem, przychodzili odpocząć po pracy, świętować i odprawiać rytuały. Zasady eksploatacji były rygorystycznie określone i przestrzegane, gdy ktoś wyciął, na przykład, jedno drzewo na budowę domu, sadził pięć nowych. Shrivan był lasem przyjaznym, przestrzennym, w którym nie sposób było się zgubić. Dzieci bawiły się samotnie lub w grupkach, ale bez kurateli dorosłych, znały każde schronienie zaprzyjaźnionych zwierząt. Jedynym niebezpieczeństwem były węże.

Tapovan należał do mędrców, był oazą spokoju. Pójść do lasu oznaczało poświęcić czas na medytację i praktyki duchowe. Budda pobierał nauki u leśnych mędrców, riszi, a gdy sam został mędrcem przekazywał sutry siedząc pod drzewem, a nie w świątyni, ośrodkach miejskich czy pałacu władcy. Rama, syn króla Ajodhji, gdy musiał opuścić królestwo, poszedł do lasu i przez czternaście lat pobierał nauki u riszi — o tym opowiada epos Ramajana. Ludzie z pobliskich wiosek dobrze wiedzieli, gdzie mieszka asceta i odwiedzali go, by przeżyć darśanę. W tym lesie był zakaz polowania na zwierzynę i często sarny podchodziły do ludzi tak blisko, że można je było dotknąć. Budda przedstawił uczniom swoją pierwszą sutrę w parku jeleni, a więc tam gdzie nawet płochliwa zwierzyna nie obawiała się agresji człowieka. (mamy złe skojarzenie, bo nam park kojarzy się z miastem, a był to przecież zagajnik)

Mahavan należał do dzikiej zwierzyny, a jako że była to nieprzystępna dżungla, wieśniacy w ogóle się tam nie zapędzali. Od czasów Asioki niektórzy władcy starali się konsekwentnie realizować zasadę ahimsy i wprowadzali całkowity zakaz bicia pewnych gatunków — za zabicie tygrysa groziła kara śmierci jeszcze za czasów Akbara, który pielęgnował hinduskie zasady ochrony zwierząt. Na tygrysa mógł polować tylko władca, który ustalał szczegółowe zasady zabijania, a wyprawy łowieckie dla dostarczenia pożywienia dla armii i dworu królewskiego były skodyfikowane i podlegały ścisłemu prawodawstwu. Niemal wszędzie spotykało się stada dzikich słoni, troskliwie ochraniane przez władców, a ich odławianie było przedmiotem spotkań sąsiadujących ze sobą władców w celu ustalenia odpowiednich restrykcji. Osiedla wiejskie ulokowane blisko stawu czy sadzawki otaczano palisadą chroniącą przed dzikimi zwierzętami, ale ostatecznie zawsze pozostawiano zwierzynie przystępne drogi dojścia do wodopoju.

W VII wieku nad Gangą szumiała gęsta dżungla, po całym kraju grasował tygrys, a w zachodniej części Indii pospolity był lew.

Vrindavan to las, w którym rośnie obficie drzewo tulsi, ukochane drzewo Kriszny. Według opowieści mitologicznej, Kriszna urodził się w Mathurze, ale jako młodzieniec i młody bóg bawił się z pastereczkami gopi w lesie Vrindavan. Vrinda-Devi to synonim tulsi. Gopi pytały ukochanego Krisznę, co mają mu przynieść w darze, by spotkał się z nimi w przyszłym życiu, ale nie chciał wiązać się za żadne skarby, kosztowności i klejnoty. Ucieszył się jednak bardzo, gdy przyniosły mu listki tulsi i odrobinę wody. Drzewko tulsi rośnie przy każdej świątyni poświęconej Krisznie, a miłośnicy przynoszą w darze listki, które opadły danego dnia.

Nazwa miasta Mathura pochodzi od lasu pełnego miodu, madhu-vana.

W Indiach jest wiele drzew uważanych za święte.

Umiłowanie do drzewa pippal (ficus religiosa) znane było już w religii przed-aryjskiej, harappejskiej. Poświęcone jest Wisznu, a buddyści uważają, że właśnie pod tym drzewem Budda doznał Przebudzenia, a następnie nauczał.

Powszechnie występujący banyan (ficus indicus), ogromny, rozłożysty i dający mnóstwo cienia, jest święty.

Także drzewo asioka (saraca indica), nazwane tak zapewne na pamiątkę dekretu cesarza Asioki, w którym nakazał on sadzić drzewa wzdłuż traktów handlowych, uchodzi za symbol miłości, gdyż bóg Kama wciela się w jego czerwone kwiaty, a porzekadło ludowe mówi, że drzewo obsypuje się kwieciem wtedy, gdy zbliża się piękna dziewczyna.

Świętym drzewem jest tulsi, tulasi (ocimum sanctum), bazylia azjatycka, wyrastająca niekiedy do rozmiarów małego drzewka, zapewniająca zdrowie i płodność, a odstraszająca siły zła. Odmiana jasna poświęcona jest Ramie, a ciemna — Krisznie, zaś kwiat świętej bazylii utożsamiany jest z boginią Lakszmi, a sama roślina — z Wisznu. Według innej opowieści mitologicznej, Tulasi Devi była towarzyszką Wisznu, którą zazdrosna Lakszmi zamieniła w roślinę. Wielbiciele Kriszny śpiewają w świątyniach kirtany do tulasi z prośbą o błogosławieństwo, a intonacja mahamantry Hare Kriszna i obejście drzewka dają ogromną moc duchową. Bazylia rośnie w wielu domach w doniczce, a już samo podlewanie rośliny niszczy strach przed śmiercią. W każdej girlandzie kwiatów ofiarowanej bogu znajdują się listki bazylii, a uschnięte i opadłe składa się na ołtarzu podczas porannej i wieczornej pudży domowej. Młode kobiety poślubiają drzewko tulasi, czyli Krisznę, przed samym rytuałem zaślubin, a kiedy nie czują się szczęśliwe, uciekają w nocy do lasu Vrindavan, by pożalić się i uskarżyć. Kriszna pociesza je grą na flecie i zwabia do gry lila, proponując erotyczne igraszki. Na Goa, drzewko tulasi rosnące przed domem wskazuje, iż domownikami są hindusi, a ukwiecony krzyż wskazuje na chrześcijan.

Bardzo święty jest neem (azadirachta indica), miodla indyjska, którego nie sławią żadne pieśni religijne, ale za to Ajurweda. Indyjska medycyna nazwała go „darem natury” i od zawsze korzystała z jego niezwykłych właściwości, gdyż jest sarva nivarini, „lekarstwem na wszystkie choroby”. Wieśniacy mówią o nim „wiejska apteka”. Do dziś wieś indyjska myje zęby używając patyczków z gałęzi drzewa neem, który wydziela płyn o silnym działaniu antybakteryjnym i przeciwzapalnym. Wywar stosuje się od trzech tysięcy lat jako lekarstwo na rany i alergie skórne oraz przeciw wszelkim insektom, kleszczom i pchłom. Purany cytują neem jako lekarstwo na trąd. Wytłoki z owoców stosowano zawsze w rolnictwie — pobudzają wzrost korzeni, zwiększają odporność i wpływają na kondycję roślin, gdyż zawierają naturalne pestycydy. Nasiona odstręczają mole, szarańczę i inne robactwo.

Zachód odkrył całkiem niedawno jego aseptyczne właściwości i począwszy od pasty do zębów, a skończywszy na nawozach dla roślin, sprowadza dziś całe tony produktów opartych o ajurwedyjskie receptury, a indyjscy wieśniacy zostali pozbawieni nasion, drogich i zupełnie niedostępnych, które kiedyś otrzymywali w darze od matki natury.

Naturalne związki łączące wioskę z pobliskim lasem zostały całkowicie zerwane w XIX wieku, kiedy Anglicy nie tylko przejęli nadzór nad wszystkimi lasami, ale zawłaszczyli je, pozbawiając lokalną ludność prawa korzystania z dobrodziejstw shrivanu i tapovanu. Rozpoczęli gwałtowną, niczym nie ograniczoną eksploatację i grabież lasów na skalę przemysłową. Na konstrukcje statków angielskiej floty handlowej i marynarki wojennej szły, aż do 1947 roku, wszystkie zapasy drzewa tekowego. Również budowa kolei indyjskiej doprowadziła do gwałtownego przetrzebienia lasów. Przez cały XIX wiek Anglicy wznosili z drewna miasta kolonialne, które były raz po raz trawione przez pożary (Madras, Kalkuta), a następnie znów z drewna odbudowywane. Bezczeszczono źródła czystej wody, pozbawiając lokalną ludność tradycyjnych miejsc świętych.

Lasy stały się sceną teatralną znamienitej „rozrywki” angielskich arystokratów — polowań na grubego zwierza. Prawo angielskie nie broniło zwierzyny. Tygrys stał się ulubionym celem do odstrzału i byle jaki pierwszy lepszy chłystek żołdak, urzędnik i książę oddawał tyle strzałów ile chciał, mając za nic ustalone od wieków i zawsze przestrzegane tradycyjne prawo indyjskie. Według tego prawa na tygrysa mógł polować tylko władca lub osoba mająca od władcy wyjątkowe pozwolenie (szczególną nagrodę), a wszystkim innym osobom za zabicie tygrysa groziła kara śmierci.

W XIX wieku naganiacze podprowadzali na tereny łowieckie każdą ilość zwierzyny, a kolonizatorzy bawili się w polowania, które nie były niczym innym jak czystą jatką — nie liczyła się umiejętność szlachetnego dobycia celu, a większość zwierząt była barbarzyńsko dobijana przez siepaczy. Podczas jednego tylko safari w roku 1911, król Jerzy V i jego syn Książę Walii, późniejszy Edward VIII, zabili w dżungli na granicy z Nepalem 39 tygrysów i 18 nosorożców. Kiedy w 1973 roku tworzono Royal Chitwan National Park mający ochronić resztkę tej dżungli, uchowało się tam 20 tygrysów i 100 nosorożców! Polowania były zwykłą zbrodnią, której skutki — wybicie tygrysa bengalskiego, nosorożca i wielu innych gatunków — nie pociągnęły za sobą żadnych konsekwencji. Nie ukarano ani nie napiętnowano kolonizatorów, nie zorganizowano „procesu Norymberskiego” przeciw zbrodni zwierzęciobójstwa — ta historia rozpłynęła się we mgle dziejów.

Dzięki akcji „Project Tiger”, wprowadzonej przez Indirę Gandhi, zwiększono liczbę tygrysów z 262 w 1972 roku do 1327 w roku 1989. Dziś z populacji 40 tysięcy pozostało w Indiach tylko 1411 tygrysów bengalskich, czyli o połowę mniej niż w roku 2002, rozmieszczonych w 18 specjalnie wyznaczonych rezerwatach, z których najbardziej znaczące to: Sundarbans w Bengalu Zachodnim w delcie Gangi, Manas w Assamie, Periyar w Kerali i Park Corbetta w Uttar Pradesh u podnóży Himalajów. W całym świecie azjatyckim z populacji liczącej w XIX wieku 100 000 sztuk pozostało jedynie około 2 500 tygrysów, choć niektórzy wciąż chcą wierzyć w zawrotną liczbę 5, a nawet 7 tysięcy. „Królewski” tygrys bengalski jest gatunkiem zagrożonym, którego wyginięcie może nastąpić przez 2010 rokiem, Rokiem Tygrysa według horoskopu chińskiego.

W Ghatach Zachodnich wyginęły bezpowrotnie drzewa będące kiedyś chlubą tego regionu — palisander indyjski, sandalin i drzewo tekowe. Naturalne lasy tropikalne przestały istnieć, a choć w ostatnich latach zwiększyła się z 20% do 23,7% powierzchnia lasów odtworzonych przez człowieka, to ginie rokrocznie ogromna liczba unikalnych gatunków zwierząt. Wraz ze zwiększaniem powierzchni lasów sadzonych (do 33% w roku 2012), zabezpieczono ostatnie już dzikie enklawy i utworzono kolejne Parki Narodowe zwiększając ich liczbę z 12 do 18, a rezerwatów — do 56. Największym Parkiem Narodowym jest Kaziranga w Assamie, najstarszym — Park Corbetta, a najciekawszym — Gir na półwyspie Kathiawar w Gudżaracie, gdzie ostały się jedyne w Indiach lwy i lamparty. Tereny chronione to 4,4% powierzchni kraju.

W Indiach ekologia nie jest nauką o naturalnym środowisku człowieka, lecz ŚWIADOMOŚCIĄ przynależności człowieka do świata przyrody. Wszystkie starożytne cywilizacje i religie głośno mówiły, że człowiek jest uzależniony od przyrody. Dzisiejsze ruchy ekologiczne znajdują swe podwaliny w myśli Wschodu i choć większość postulatów wysuwanych przez organizacje Zielonych traktowana jest niepoważnie, ironicznie, a nawet z pogardą, to w jakiś sposób zaczyna w świadomości ludzi Zachodu kiełkować myśl, iż należy jednak zaprzestać barbarzyńskiej eksterminacji Zwierząt i Przyrody. Panteizm głoszący, że wszechświat jest ubóstwioną organiczną całością, że jest wykonany z boskiej materii, że jest samą Boskością, nigdy nie był na Zachodzie żywą religią, ani etyką, ani tym bardziej filozofią życia, wręcz odwrotnie był przez Kościół często zwalczany. Ale niewykluczone, że Planetę zdolny będzie uratować bardziej panteizm niż ekologia.

Według starożytnych tekstów hinduskich jesteśmy siódmą ludzkością żyjącą na Ziemi. Obecnie żyjemy w epoce Kali Yuga, czarnym wieku, którego świt nastał w 3606 p.n.e., a zmierzch przypada na rok 2442 roku n.e. W IV tysiącleciu p.n.e. w religii harappejskiej chroniono drzewa, uważając je za święte i trzymano pieczę nad źródłami wody, uważając je za święte. Drawidowie znad Indusu, a później plemiona indoeuropejskie, które weszły na subkontynent indyjski, wszyscy mieszkańcy i wszystkie religie otaczały opieką drzewa i źródła czystej wody. Bóg Brahma stworzył ze swej stopy rakszasy, obleśne i złośliwe potworki, czyniąc z nich strażników cennych pierwotnych wód Ziemi.

Każda ludzkość ma zawarty w sobie jakiś czynnik destrukcji i ten czynnik ujawnia się teraz, pod postacią braku poszanowania dla Przyrody. Jest niemal pewne, że na naszej planecie ostatnie czyste źródło zostanie zbrukane, a ostatnie drzewo powalone do roku 2442.