kobieca ścieżka duchowa

Opowiem o kobiecie, bazując na energetyce siedmiu czakr i spróbuję pośrednio odpowiedzieć na pytanie, dlaczego żadna religia hindu nie wypracowała „kobiecej ścieżki duchowości”. Nawet Budda, który był najmądrzejszym Indem, uważał, że powinnością (dharmą) kobiety jest pozostanie w domu i opieka nad dziećmi. Gdy ciotka Buddy, jego opiekunka i wychowawczyni (matka obumarła go wcześnie) zapytała, czy może pójść z nim i stać się członkiem sanghi, Budda odmówił. Ciotka założyła sanghę dla kobiet i podążyła za Buddą dopiero wtedy, gdy dom opustoszał.

Wydaje się, iż jedyną rolą kobiety jest rodzenie i wychowywanie dzieci. Ale w religiach hindu sprawa nie jest tak prosta, bowiem w całym panteonie hindu ani jedna bogini nie jest utożsamiana li tylko z postacią matki. Czy to oznacza, że przypisana kobiecie przez naturę biologiczna funkcja rodzenia nie ma aż tak wielkiego znaczenia w porównaniu z duchowością, do której kobieta też musi zmierzać, całkowicie własnymi ścieżkami?

System jogi, techniki medytacji i różnorakie ścieżki odosobnienia nie sprzyjają do końca rozwijaniu kobiecej duchowości. Duchowość kobiety zdaje się rozwijać w pełnym ruchu, w dawaniu i opiekowaniu się, obejmowaniu, poszerzaniu i przyjmowaniu, ogarnianiu i adaptacji. Czyli inaczej niż duchowość męska, rozwijająca się w skupieniu i odosobnieniu.

Na Zachodzie zwykło utożsamiać się macierzyństwo z czymś pięknym, wielkim i niezwykłym, podczas gdy na Wschodzie jest ono zwykłe, gdyż biologiczne. Nie chodzi więc o etos samego rodzenia, lecz o to, co kobieta wydobędzie dla siebie z niezwykłego doświadczenia, jakim jest urodzenie dziecka i pierwsze lata sprawowania nad nim pieczy. Co przez to odkryje i jak zmieni swoje życie, by wykorzystując zdarzenia ze zwykłego życia wejść na ścieżkę rozwoju duchowego. Uważam, że sama natura dała kobiecie znakomitą ścieżkę duchową, szczególną dharmę, po której wystarczy tylko uważnie iść.

Wraz z ewakuacją krwi menstruacyjnej, kobieta wyrzuca świadomie ze swego organizmu tak zwane uciążliwe emocje, przede wszystkim złość i zazdrość. Menstruacja to wielkie oczyszczanie organizmu. We wszystkich niemal kulturach uważa się, że krwawiąca kobieta jest nieczysta i z tego powodu ma zakaz wchodzenia do świątyni, nie wolno jej także przygotowywać posiłków ani podawać ich swoim bliskim; na ten czas powinna wycofać się z życia publicznego. Słowo nieczysta w żadnym wypadku nie określa bytu egzystencjalnego ani statusu społecznego, lecz opisuje chwilowy stan biologiczny — energie kobiety są po prostu niezharmonizowane, zaburzone, rozwichrzone. Tak więc czas menstruacji to czas wolny od codziennych zajęć, czas odzyskany, przeznaczony na refleksję i bycie ze sobą.

Również po porodzie kobieta jest nieczysta, co nie oznacza, iż jest brudna, lecz wyjaśnia nam obrazowo, iż cała jej energia jest skupiona wokół noworodka, które żyje w jej aurze uzupełniając swoją energię. Kobieta nie dopuszcza mężczyzny do siebie, ponieważ ta biologiczna spójnia z dzieckiem nie może zostać rozerwana.

Kobieta żyje w ciele bardziej niż mężczyzna. Każdy mędrzec dąży do bycia jak najbliżej swego ciała, ponieważ życie mocno zakorzenione w ciele jest życiem zdrowym, a ucieczka w myśli może zakończyć się zbudowaniem krainy iluzji i życiem oderwanym od rzeczywistości.

W religiach hindu celem każdej drogi (sadhany) jest wyzwolenie, które dokonuje się poprzez oczyszczenie umysłu (z iluzji, fobii, mniemań, uciążliwych emocji, kompleksów). Tę drogę rozpoczyna się utrzymując w czystości ciało — wszelkie rytualne ablucje nad rzeką, spłukiwanie się wodą i polewanie ciała mają przywieść umysł do ćwiczenia samoodnowy, naprowadzić go na samodzielne wyrzucanie zbędnych myśli, wdrożyć w pracę samowyciszania. Taka praca daje rezultaty tylko wtedy, gdy staje się dyscypliną, dobrowolnie sobie narzuconym jarzmem.

Każda joga polega na codziennym, mozolnym ćwiczeniu, na powtarzaniu w nieskończoność szeregu czynności mających przynieść zmianę, wprowadzić nowe. To jest właśnie jarzmo, joga, dyscyplina. Oczywiście, bez udziału świadomości takie powtarzające się ćwiczenia są tylko zwykłą rutyną, wypalającą ducha i prowadzącą do zamętu.

Kobiety zajmujące się dziećmi często skarżą się na nudę i uciążliwość powtarzania tych samych czynności.

Towarzyszy temu poczucie bycia wykorzystaną, ujawniające się zawsze wtedy, gdy kobieta oddaje za dużo energii, a nie przyjmuje jej w zamian. Dziecko w żadnym wypadku nie zabiera matce energii, wręcz odwrotnie — posiada niezniszczalny generator libido, erosa, śiakti i gotowe jest w każdej chwili do dawania. Jednak nad kołyską trzeba się pochylić, by z oczu dziecka trysnęło w stronę matki źródło nieskazitelnej energii, trzeba dziecko wziąć w ramiona, by z jego brzucha spłynęła na matkę nie zmącona żadną myślą, najczystsza energia. Na Zachodzie dziecko jest przedmiotem, wokół którego wykonuje się wiele nieprzydatnych czynności i właśnie ta praca, często pod nieobecność dziecka, tak wyczerpuje kobiety. Jarzmo kobiety polega przede wszystkim na ćwiczeniu cierpliwości, a także na codziennym porzucaniu ego, w akcie oddania się dziecku. Lecz dziecko, rezerwuar energii, musi trzymać się spódnicy i siedzieć na kolanach, by wymiana czułości płynęła stałym nurtem w obie strony. Matki często zapominają, że mogą od dziecka brać.

Czakra to miejsce, w którym odbywa się przetworzenie energii niższej, o strukturze grubej materii, w energię wyższą o strukturze subtelnej. Człowiek ma siedem takich punktów transformatorów, a planeta Ziemia — niezliczoną ilość, spośród których najsilniej działającą jest czakra Himalajów, w Polsce zaś — czakra na Wawelu i na górze Ślęży. Nie są to miejsca, w których wydarzają się „cuda” lub „rzeczy osobliwe”, to są miejsca mocy.

Czakry człowieka przedstawia się jako kwiaty lotosu o różnej liczbie płatków, w różnym kolorze i kształcie.

Energia kundalini, zwinięta u podstawy kręgosłupa w kłębek jak wąż w okolicy kości ogonowej, u większości osób pozostaje nieaktywna, uśpiona i nie ma do niej dostępu. U niektórych, poprzez odpowiednią praktykę, wznosi się centralnym kanałem energetycznym, przechodzi przez kolejne czakry od podstawy kręgosłupa aż do szczytu głowy, gdzie przebywa Śiwa; obudzenie czystej, boskiej świadomości i połączenie dwóch pierwiastków, seksualnego i duchowego, jest celem jogi tantrycznej (jogi kundalini). Kundalini, nazywana też energią wężową, ciąży zawsze w dół ku muladharze i ponownemu zwinięciu się w kłębek, jogin ćwiczy zatem nieustanne wznoszenie i opadanie, a falowanie na oddechu pozwala mu utrzymać rytm; osiąga wyzwolenie, gdy energia przebija lotos o tysiącu płatków na szczycie głowy i łączy ostatecznie z brahmanem.

1. muladhara
— żółta, kwadratowa, o czterech płatkach, znajduje się u podstawy kręgosłupa, między odbytem a genitaliami. Jest odpowiedzialna za proces wydalania, a więc oczyszczania organizmu z najgrubszej materii.
2. swadhiszthana
— biała, płynna, okrągła, o sześciu płatkach, na poziomie organów rozrodczych. Uczestniczy w procesie wydalania i zapładniania (wydalanie moczu i spermy). U kobiety — przyjmuje męskie nasienie i uczestniczy wraz z mięśniami splotu słonecznego w porodzie.
3. manipura
— czerwona rozżarzona, trójkątna, o ośmiu płatkach, na poziomie pępka i trochę wyżej, w okolicy splotu słonecznego. Jest odpowiedzialna za siłę i moc pierwotną, zabezpieczającą przetrwanie gatunku.

Wszystkie trzy powyższe czakry odnoszą się zarówno do świata zwierzęcego jak ludzkiego.

Ewakuacja nieczystości z organizmu jest sprawą równie ważną dla zwierzęcia jak człowieka.

Zapłodnienie i wydanie na świat potomstwa oraz opieka nad nim jest dharmą tak zwierząt jak ludzi.

Zapewnienie pożywienia potomstwu, dbanie o bezpieczeństwo, w samotności czy w stadzie, budowanie więzi stadnych i społecznych, walka o przetrwanie i przewodzenie w grupie, walka o miejsce w grupie — wszystkie te starania są wzmacniane energią wypływającą z manipury, splotu słonecznego.

Kobieta przyjmująca mężczyznę musi mieć oczyszczoną muladharę, nie tylko dlatego, by podczas zespolenia doznać głębokiej przyjemności, lecz dlatego, by w pełni przyjąć i zasymilować męską energię nasienia, a także dlatego, by wzmocniona energia nie zmiażdżyła, nie uszkodziła, nie upośledziła ewentualnie zapłodnionej komórki, która jest nowym życiem. Także pełne psycho-fizyczne otwarcie się na obcego, na mężczyznę, intruza w jej ciele, nie następuje automatycznie, lecz domaga się udziału pełnej świadomości, pracy nad otwarciem swadhiszthany.

Jeśli dochodzi do zapłodnienia, kobieta przez dziewięć miesięcy nosi w swym łonie istotę, która masuje nieustannie czakrę manipurę i w ten sposób przygotowuje ją na przyjęcie dziecka; czakra otwiera się nie tylko w sensie symbolicznym, ale niemal fizycznym. Dziewięć miesięcy to okres na tyle długi, by świadomość mogła dokonać trwałych zmian i obudzić instynkt opiekuńczy oraz stworzyć więź, łańcuch, który będąc uciążliwym i niezbywalnym, okaże się dla kobiety wyzwalający z jej własnego ego.

Poród tak dalece miażdży czakrę swadhiszthanę, że można mówić o przepaleniu, czyli przeniesieniu całej energii z czakry porodowej do czakry splotu słonecznego, do manipury. Przypływ niskiej, pierwotnej, zwierzęcej siły i mocy sprawia, że w tym momencie kobieta obroni swoje nowo narodzone dziecko przed każdym niebezpieczeństwem. Ta sama moc nakazuje trzymać dziecko przy sobie, ułożone na brzuchu, a brak fizycznego kontaktu tuż po porodzie jest przyczyną pojawienia się u kobiety zwierzęcego, pierwotnego strachu, lęku o jego życie (zachodnioeuropejscy lekarze nazywają ten stan histerią). Po porodzie czakra swadhiszthana jest martwa, zupełnie pozbawiona energii, dlatego kobieta nie chce i nie może przyjmować przez jakiś czas mężczyzny.

Gdy dziecko zostaje położone na brzuchu matki, następuje gwałtowne otwarcie czakry serca, anahaty — dzieje się to podczas pierwszego darśianu, pierwszego spojrzenia na dziecko. Pomimo ogromnego zmęczenia kobieta czeka na ten darśian, przecież paradoksalnie własnego porodu nie widzi. W owym pierwszym spojrzeniu na dziecko zawiera się cały akt macierzyństwa — zgoda na przyjęcie, na wzięcie, na zatrzymanie przy sobie. Czakra serca jest przygotowana dzięki wielomiesięcznemu masowaniu, dziecko oscyluje w łonie matki między manipurą a anahatą.

Tu rozchodzą się drogi świata zwierząt i ludzi — wprawdzie przygotowana do porodu kotka, której kocięta wymasowały czakrę manipurę, będzie o nie dbała, zajadle walczyła o ich bezpieczeństwo i czule chowała, wykona tę pracę wiedziona tylko instynktem, kobieta uruchomi zaś swoją świadomość. Jeśli zechce wykona wspaniałą pracę jogi.

Czakra serca przynależy już tylko do świata ludzi i bogów, ale na zawsze łączy nas ze światem przyrody, do którego nie przestajemy należeć. Trzy kolejne — pozwalają człowiekowi oderwać się od jego biologicznej natury i sięgnąć stanu bliższego bogom, nielicznym zaś wybrańcom — stan ten na trwałe osiągnąć.

4. anahata
— zielona, w stanie lotnym, o dwunastu płatkach lotosu, ulokowana w sercu. Łączy czakry dolne i czakry wyższe. Co najmniej od 3000 lat, od czasów leśnych mędrców, a później Buddy, ludzkość znajduje się na etapie rozwijania czakry serca; wszyscy mistycy, mędrcy i guru podkreślają konieczność świadomego otwierania się na miłość (nurt bhakti w Indiach, rozwijanie współczucia w buddyzmie, nauki Jezusa o miłości bliźniego). Na poziomie indywidualnym, słuchanie i patrzenie sercem to rozwijanie intuicji i przekraczanie ego, wyjście ku drugiemu. Na tym co najmniej poziomie sytuują się wszystkie świadome matki, niektórzy terapeuci i lekarze, a także wielu społeczników oraz wszyscy bez wyjątku prawdziwi guru (gdy wiedzie ich pycha i żądza władzy dusz, to znaczy, że ich świadomość pozostaje na poziomie trzeciej czakry). Trzeba podkreślić, że na Zachodzie człowiek w swej masie wciąż wycofuje się do poziomu czakry splotu słonecznego, czyli do poziomu dziecięcego infantylizmu i niebezpiecznego narcyzmu. Praca nad podniesieniem poziomu świadomości całego społeczeństwa wymaga czasu i ogromnego wysiłku ludzi przebudzonych.
5. wiśuddha
— szara, eteryczna, przypominająca pąk kwiatowy, o szesnastu płatkach, ulokowana w gardle. Gdy jest rozwijana przez mówców i nauczycieli sprawia, że słowo staje się ciałem i zostaje wprowadzone w czyn. Wtedy wypowiedziane Słowo ma taką moc, że może całkowicie zmienić oblicze świata (Jezus) lub całego kraju (Mahatma Gandhi). Gdyby wszyscy politycy oczyszczali tę czakrę i mówili tylko to, co może przejść im przez gardło nie wzbudzając potępienia, świat niewątpliwie byłby rajem…
6. adźnia
— biała, przeźroczysta, o dwóch płatkach lotosu oznaczających połączenie pierwiastka męskiego i żeńskiego; ośrodek tej czakry umieszczony jest między brwiami — tak zwane trzecie oko. Rozwijana przez mędrców, mistyków i wielkich nauczycieli.
7. sahasrara
— jasna, świetlista, pełny kwiat lotosu o tysiącu płatków, znajduje się na szczycie głowy i spaja wszystkie pozostałe czakry. Wyzwolony za życia, dżiwanmukta, ma u szczytu głowy świetlistą aureolę, która u chrześcijan jest znakiem świętości, u hindusów — znakiem boskości.

Kobieta rozwija czakrę serca nie tylko mentalnie poprzez wzbudzanie ciepłych uczuć do swego dziecka, ale wręcz fizycznie. Karmiąca pierś wzbiera ogromną energią, zwaną erosem, libido, śiakti, wypełniając czakrę serca i dając kobiecie poczucie mocy kochania całego świata, nie tylko swojego dziecka. Nawet jeśli kobieta nie karmi, ale trzyma dziecko na kolanach, to już następuje ładowanie baterii. W Indiach do trzeciego roku życia dziecko przebywa niemal cały czas w ramionach matki, najczęściej w rozkroczu jej nóg. Dzięki karmieniu piersią dzień po dniu dziecko dotyka, masuje, czasem uciska, czakrę anahata, która w ten sposób przeobraża się. Świadoma praca, jaką może na tym etapie wykonać kobieta, to przejście od miłości do własnego dziecka do miłowania całej ludzkości. Nad tym pracują wielcy nauczyciele, guru, którzy czerpią swą moc właśnie z tego aspektu archetypu matki (guru jest dla ucznia jak matka, ponieważ przeprowadza do nowych narodzin).

Matka nie zawsze mówi prawdę, ale używa w każdej sytuacji takich słów, by wzmocnić — nie zranić, utwierdzić — nie podcinać, przytaknąć — nie zaprzeczyć. Stosuje słuszną mowę, wypływającą z rozumu serca (le coeur a ses raisons que la raison ne connait pas, serce ma swój rozum, którego rozum nie zna). Używa takich słów, które spontanicznie przechodzą jej przez gardło i służą wyłącznie wzrostowi i szczęśliwości dziecka. „Coś” w nas wie, jakich słów mamy używać i kiedy, to coś to czakra gardła. Im bardziej jest oczyszczona, tym subtelniejsze słowa emituje (słowa brutalne, grubiańskie po prostu nie przechodzą przez gardło). Jednym z pierwszych terapeutów, który leczył słowami był Milton H. Erickson; z wypowiedzi jego uczniów wynika, że świadomie pracował nad czakrą gardła, by jego słowa leczyły, wspierały i pocieszały. Najgorszą emocją zatruwającą słowa jest złość, a wiele matek wyrzuca z siebie zaległe pokłady złości krzycząc na dziecko. Krzyk doprowadza do rozpaczy, powoduje natychmiastowe zaciśnięcie wszystkich czakr ze strachu, by nie zostały one uszkodzone złą energią, by nie zostały zbrukane i stłamszone. Zamknięte czakry to brak wymiany energetycznej ze światem, a więc poczucie zmęczenia i frustracji. Matka, lekarz i terapeuta nie są zobowiązani do mówienia prawdy, ale pod żadnym pozorem nie wolno im wyrzucać własnej złości w słowach skierowanych do innych. Tak bowiem jak słowa mogą leczyć, tak mogą też zatruwać i obezwładniać. Mogą też zabijać.

Między brwiami znajduje się trzecie oko. Podczas pudży w hinduskiej świątyni punkt ten naznaczany jest przez pudżarina — święty znak tilak przypomina każdemu hindusowi o świadomym rozwijaniu intuicji. Hinduski od chwili wejścia w związek małżeński malują cynobrowym proszkiem każdego dnia kropkę na czole. Powszechnie uważa się, że kobiety mają lepiej rozwiniętą intuicję, ale bez udziału świadomości stanie się ona martwa; często spotyka się matki o wypalonej intuicji — gdzieś wcześniej w okresie macierzyństwa rozwinęła się ona spontanicznie, ale później została zapoznana.

Intuicję rozwija się poprzez ćwiczenia jogi, jak czynią to jogini. Poznanie intuicyjne czerpie energię z czakry serca, gardła i tej umieszczonej na szczycie głowy, a rodzi się na skrzyżowaniu drogi miłości i rozumu. Intuicję można rozwijać gdy jest wrodzona, pielęgnować gdy jest dana i zdobywać, gdy się jej świadomie pragnie.

Kobieta rozwija adźnię poprzez ciągły kontakt wzrokowy z dzieckiem — wzrokiem przekazuje mu większość swoich uczuć, utwierdza je w swej sile, by tworzyło własną twarz, potwierdza i wzmacnia jego osobowość, uśmiechem zapewnia o wyjątkowości. Uśmiech potwierdza sens całej ludzkiej egzystencji — akceptujący uśmiech guru otwiera niebo. Twarz dziecka odbija się w oczach matki, jak świat w spokojnym jeziorze. Ale gdy tafla jeziora jest wzburzona, wtedy nie przekazuje prawdziwego obrazu świata, lecz obraz zamazany, nieprawdziwy. Pochylona nad kołyską twarz matki jest lustrem, w którym przegląda się dziecko. Gdy twarz matki będzie zła, napięta, niecierpliwa, dziecko zamknie machinalnie (skurcz mięśni) dostęp do swoich czakr i nie wypłynie z nich do matki w podzięce nawet najmniejsza cząsteczka czystej energii. Noworodek, który jeszcze ledwo widzi, wyciąga rączkę do tego właśnie punktu — między brwiami. Stamtąd chce czerpać energię rozpoznania, wiedzy szybkiej jak błyskawica i jak błyskawica jasnej, rozpruwającej mroki niewiedzy.

Dziecko pozostawione samo, wyrzucone do ciemnego pokoju, śpiące samotnie w osobnym łóżeczku, pozbawione ciepła rozwartych kolan i otwartych ramion zamyka ze strachu wszystkie czakry. Tak jak zamyka je krzyk, tak też zamyka je strach przed porzuceniem, samotnością. Gdy czakry są zamknięte, przestaje przez nie spontanicznie przepływać życiodajna energia. Dziecko usztywnia się, staje się nieczułą kłodą drewna, którą można porzucić byle gdzie.

Pewnego razu w Indiach, gdy stałam w kolejce po owoce przyglądałam się młodej kobiecie trzymającej na rękach paromiesięczne dziecko. Kobieta odwróciła się i z uśmiechem podała mi dziecko, by móc rozsupłać końcówkę sari, gdzie trzymała kilka rupii i zapłacić. Gdy dziecko kołysało się na moich rękach, poczułam coś zdumiewającego — było z gumy! Albo jak woreczek z ryżem — poddawało się niemal podmuchowi wiatru, było zwinne, giętkie, miękkie i cieplutkie. Po powrocie do Polski wzięłam na ręce dziecko sąsiadki — było sztywne, napięte i prężyło ciałko…

Nie należy mylić czakr z węzłami — granthi. Przebijanie tych węzłów jest podobne do przekłuwania rozgrzanym prętem metalowym (procesowi temu towarzyszy nagła fala gorąca). Najtrudniejszym do przejścia jest węzeł brzuszny, gdzie ulokowany jest nasz egzystencjalny strach. Gdy mamy stracha to gniecie nas w dołku, boli nas brzuch, a czakra muladhara gwałtownie dąży do oczyszczenia jelit; stamtąd pochodzi brak pewności siebie. Matka często masuje brzuch dziecka, by rozpuścić strach. Przepracowanie strachu i lęku to pierwszy krok do ostatecznego wyzwolenia.

Inny węzeł znajduje się w okolicach gardła — mamy kulkę w gardle wtedy, kiedy czujemy strach przed powiedzeniem czegoś ważnego, istotnego, mamy gardło związane przysięgą lub dozgonną tajemnicą. Wszyscy znamy słowa, które nie przejdą nam przez gardło, choć są prawdą oraz takie, które łatwo ulatują choć są fałszem — anegdotą, dowcipem, lekkim słowem…

Kolejny węzeł znajduje się w dolnej części głowy i daje o sobie znać w ciężkich sytuacjach życiowych — bóle głowy są często odpowiedzią na stres, zmęczenie, przeciążenie organizmu; gwałtowną utratę energii odczuwamy jako ucisk w tym miejscu.

Najgroźniejszym z węzłów jest maja śiakti, moc iluzji, która pęta nasz umysł. Ponieważ wszystko pochodzi z umysłu i wszystko do umysłu wraca, rozwiązanie tego węzła jest najważniejszym zadaniem rozumnej istoty — mistrz duchowy może pomóc, ale pracę wykonujemy sami.

Reasumując — kobieta czerpie energię z siebie samej, ze swych czakr, które dzięki temu, że urodziła dziecko rozwijają się same z siebie, spontanicznie, nawet bez udziału świadomości. Nieblokowane przez matkę czakry dziecka równie spontanicznie przesyłają energię libido, eros, śiakti, tak, że kobieta czuje się w pełni doenergetyzowana. W Indiach taka symbioza — wymiana energii — matki z dzieckiem trwa do trzeciego roku życia. Dla dziecka zewnętrzne doznania są nieprzyjemne (zanim nie nauczy się, iż należą do świata i są normalne) — ostry krzyk, cień ptaka nad głową, ciemność, jasność, trzaśnięcie drzwiami, bzyknięcie osy pod nosem, gwałtowny ruch powodują napięcie mięśni, a owo napięcie blokuje czakry. Gdy dziecko przebywa na kolanach matki lub ma możliwość błyskawicznego przylgnięcia do niej wtedy, gdy zdarzą się te „straszne rzeczy”, to podłącza się na chwilę do spokojnej aury matki i rozluźnia natychmiast napięte mięśnie. Kiedy matki (lub innej osoby) nie ma w pobliżu, to napięte mięśnie rozluźniają się bardzo powoli i czakry blokują przepływ energii, a powrót do równowagi zabiera dużo czasu. Po trzecim roku życia dziecka, jego aura już jest dostatecznie zbudowana i stanowi dobrą ochronę przed agresywnymi energiami ze środowiska. Mały człowiek może iść w świat — w świat wprowadza go ojciec. Naszym pierwszym guru jest matka, następnie pojawiają się w miarę naszego wzrostu — ojciec, dziadek, nauczyciel, babcia, ciocia. W Indiach matka dziękuje dziecku za przybycie do niej i pomoc w otwarciu czakr.

Nie trzeba dodawać, że kobieta świadomie pracująca nad swoimi czakrami jest cichą joginką. Kiedyś, gdy rodziła czwórkę — szóstkę dzieci, jej organizm powtarzał wielokrotnie te same czynności związane z porodem, przyjęciem noworodka i opieką nad nim. W wieku czterdziestu lat, kobieta miała fantastycznie uaktywniony i uregulowany system czakr, który dawał jej aż nadmiar energii. Dzisiaj, wspierać ją może ogólnie dostępna wiedza medyczno-psychologiczna i wielowiekowa, odziedziczona po kobietach intuicja, lecz gdyby chciała dorównać starym kobietom, musi pracować bardziej świadomie. Uczyć się odczuwać swoje ciało, w ćwiczeniach jogi biec myślą po kanałach energetycznych, nauczyć się kiedy jaka czakra jest zablokowana i jak skierować energię splotu słonecznego do czakry gardła, by rozluźnić ucisk, potrafić ściągnąć energię myśli (czakry między brwiami) do anahaty i rozluźnić mięśnie serca. Na razie tylko ubiera czerwoną sukienkę, gdy jest zmęczona, a szarą — gdy idzie na zebranie z zarządem, rzadziej niż mężczyźni ma zawał serca i żyje ogólnie dłużej.

Ale coraz więcej kobiet ma intuicję, że nie musi wchodzić na żadną (męską) ścieżkę rozwoju duchowego.

Rozumiejąca siebie kobieta regeneruje się sama, nie pobiera energii z zewnątrz. Raz uruchomione czakry (po jednym, często jedynym porodzie) pracują samodzielnie, wspierane umysłem i aktywną wolą. Jeśli jednak ta praca ma stać się jogą do końca życia, to musi być wykonywana codziennie i coraz bardziej świadomie. Blokada energii czakr prowadzi do coraz mniejszego przepływu libido, erosu, śiakti i jest głównym czynnikiem biologicznego procesu starzenia się. Nie bez przyczyny jogini mają wygląd młodzieńców — brak napięcia mięśni i otwarte czakry pozwalają energii życiowej płynąć swobodnie i odżywiać prawidłowo wszystkie komórki, a czakry oczyszczone — ożywiają i wzmacniają kanały energii duchowej.

[Używane zamiennie terminy siakti, eros, libido nie są całkowicie tożsame, ale sądzę, że dla potrzeb niniejszej opowieści mogą pozostać nie sprecyzowane.]

Freud, któremu wszystko kojarzyło się z libido, miał do pewnego stopnia rację — energia erosu jest potężną siłą zdolną zniszczyć, ale też unieść ku górze (sublimacja to jeszcze mało), wznieść człowieka do poziomu bliskiego bogom. Jako że jest biologiczna, więc zbudowana z grubej materii, nie da się jej oczyścić i przekształcić w mgnieniu oka — wymaga długiej, żmudnej, alchemicznej obróbki. Dzięki jodze lub innym praktykom duchowym może zostać ujarzmiona i służyć człowiekowi. Inaczej z energią umysłu, która jest materią znacznie bardziej subtelną, przebudzenie może być kwestią chwili, krótkiego olśnienia, przebłysku, iluminacji, a także przekazem z zewnątrz, darem od mistrza lub łaską od Boga.

zobacz także: