Ajodhja 6 grudnia 1992

Wydarzenia, które kryją się pod tą datą, pozostają dla ludzi Zachodu w ogóle niezrozumiałe. Nic im nie mówi miejsce akcji.

Ajodhja, urocze miasteczko nad rzeką Ghaghararą, lewym dopływem rzeki Gangi, tak starożytne jak oddalone o siedemdziesiąt kilometrów Waranasi, jest zamieszkałe przez ludy indyjskie od trzech, może trzech i pół tysiąca lat. Kiedy pojawili się tu Arjowie, ludność żyła na wysokim poziomie kultur rolniczych, ale bez nadmiernie rozbudowanej organizacji państwowej. Idea starożytnych monarchii indyjskich opierała się na przekonaniu, że gwarantem utrzymania dharmy, porządku kosmicznego, jest król. Wspólnota plemienna nauczyła się go wybierać z warstwy kapłanów-wojowników, ksiatrijów.

Niewątpliwie takim właśnie legendarnym królem-ksiatriją był Rama, bohater eposu Ramajana. Urodził się on w Ajodhji jako syn władcy, lecz przez macochę został pozbawiony królestwa i wygnany. Udał się wtedy do lasu, do riszi, leśnych mędrców przekazujących naukę duchową i przygotowujących do wewnętrznej inicjacji. Według Ramajany, tylko władca duchowo przebudzony może być królem sprawiedliwym — europejskie komentarze pomijają ten wątek, a właśnie wykładnia duchowych nauk tego eposu jest dla hindusów najważniejsza. Ramajana jest do dziś czytana jako wielka lekcja etyki i moralności, a najważniejsza mitologiczna opowieść dotyczy bitwy, jaką stoczył Rama z władcą Lanki, demonem Rawaną. Bitwa ta odzwierciedla odwieczną walkę dobra ze złem.

Świątynia w Ajodhji była typowym przykładem architektury aryjskiej, popularnej w północnych Indiach w VI i VII wieku. Niewielka, kamienna, zwieńczona sikharą i bogato rzeźbiona w sceny z eposu Ramajana, była poświęcona awatarze boga Wisznu, który podarował ludziom dharmę, prawo kosmiczne i postawił Ramę na jej straży. Gdy z rozkazu cesarza Babura, pierwszego Wielkiego Mogoła, burzono ją w 1528 roku na oczach oniemiałego z rozpaczy tłumu, mogła mieć siedemset, osiemset lat i była jedną z najlepiej zachowanych. Według hindusów dawała świadectwo wydarzeń mitologicznych, jakie rozegrały się w Ajodhji u zarania dziejów. Wzniesiona w miejscu urodzenia bohatera eposu, była archetypem świątyń stawianych ku czci boga Ramy z programem ikonograficznym powtarzanym następnie w innych świątyniach, lecz ta była jedyna i najważniejsza, tak ważna jak dla pierwszych chrześcijan świątynia w Jerozolimie, dla muzułmanów — Kaaba, a dla sikhów — złota gurdwara w Amritsar. Babur kazał ją zburzyć ze względów politycznych, a na ruinach wznieść meczet. Inni cesarze poszli w jego ślady i zrównali z ziemią praktycznie wszystkie starożytne świątynie hinduskie w północnych Indiach. Na ruinach tych najważniejszych wznieśli meczety — w Waranasi, jednym z ważnych miejsc kultu boga Śiwy, w Mathurze, miejscu urodzenia boga Kriszny, w Ajodhji, miejscu urodzenia boga Ramy. W 1633 roku cesarz Szahdżahan wydał dekret zakazujący wznoszenia nowych świątyń hinduskich i naprawiania starych oraz nakaz wyburzenia wielkich świątyń w Waranasi. Aurangzeb potwierdził ten zakaz w 1659 roku, a następnie w 1664 wydał dekret zabraniający odbudowy starych świątyń hinduskich, a w 1665 nakazał wyburzenie wszystkich starych świątyń w Gudżaracie. Wreszcie w 1669 roku wydał dekret nakazujący zniszczenie świątyń hindu w całym państwie. Te nieliczne, które ocalały, są dzisiaj wyjątkowo cenne, jak świątynie w Kadżuraho.

Indie nigdy nie poddały się całkowitej islamizacji. Z drugiej strony, nigdy nie przestał w świadomości Indusów obowiązywać wydany przez Akbara w 1594 roku dekret religijny traktujący o równości wszystkich religii: Gdyby jakiś niewierny chciał zbudować kościół albo synagogę, albo świątynię dla jakiegoś bóstwa, albo parsyjską wieżę milczenia, nikt nie może mu w tym przeszkodzić.Meczety wznoszone przez władców muzułmańskich na wolnej ziemi nigdy nie budziły wrogich nastrojów, nigdy też hindusi nie zamierzali wyburzać cesarskich fundacji, takich jak Dżama Masdżid w Agrze, Delhi czy Fatehpur Sikri. Budziły natomiast zawsze ogromny sprzeciw meczety zbudowane na ruinach świątyń hinduskich zniszczonych przez muzułmanów. Kiedy tylko pojawiła się pierwsza możliwość odbudowy tych świątyń — hindusi natychmiast skorzystali ze sposobności. W Waranasi świątynia Śiwy została odbudowana przez ówczesne władze miejskie już w XVIII wieku, a w Mathurze świątynia Kriszny — dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku dzięki fundacji rodziny Birla, bogatych przemysłowców. Po upadku cesarstwa Wielkich Mogołów, wielokrotnie w XIX wieku zabiegano u władz brytyjskich o rozebranie meczetu w Ajodhji, symbolu dawnego najeźdźcy i o odbudowanie świątyni. Brytyjska polityka wygrywania dla siebie antagonizmów religijnych pozostawiała tę sprawę na wszelki wypadek otwartą. Tak więc meczet na ruinach świątyni Ramy w Ajodhji wciąż stał.

Aż pojawił się Adwani, przywódca nacjonalistów, i słowami podobnymi (ale tylko podobnymi, niestety) do słów Gandhiego, grzmiał o godności hindusów i kulturowej tożsamości, nawołując do zjednoczenia sił. Zdołał zmobilizować stutysięczną armię ludzi, która przeszła jak oszalała przez środkowe Indie i stanęła pod miasteczkiem Ajodhja, przeobrażając się niepostrzeżenie w krucjatę przeciwko muzułmanom.

Jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku wzmogły działalność, czy nawet odrodziły się, ruchy nacjonalistyczne pod mianem „hindutvy” (samo słowo pochodzi z 1923 r.). Adwani i pozostali liderzy ruchu uważali, że dotychczasowe rządy zbyt dużo uwagi poświęcały mniejszościom, zaniedbując potrzeby hinduskiej większości. Często do wzbudzania nastrojów nacjonalistycznych wykorzystywano (i wykorzystuje się nadal) symbolikę religijną, powołując się na nie rozwiązane problemy z przeszłości. Hindutva podniosła sprawę Ajodhji, podkreślając, że meczet został zbudowany przez najeźdźcę i okupanta zaledwie 350 lat temu, podczas gdy świątynia Ramy miałaby dzisiaj przeszło tysiąc trzysta lat i przede wszystkim, że została wzniesiona przez hindusów na ich własnej ziemi. W październiku 1992 roku zebrało się tam, by „rozpocząć dzieło zniszczenia”, 200 tysięcy ludzi, którzy skandowali dzień i noc: w miejscu, gdzie urodził się Rama, zbudujemy świątynię!

6 grudnia tłum wtargnął siłą do miasteczka i gołymi rękoma, kamień po kamieniu, cegła po cegle, rozebrał meczet, którego nie bronił już żaden muzułmanin. Osoby, które zginęły (zadeptane przez napór tłumu, a nie wskutek starć) zostały okrzyknięte męczennikami sprawy hinduskiej. Rozegrała się tam, jak w Ramajanie, mitologiczna walka dobra ze złem. Zło utożsamiono z muzułmanami. Wydarzenia w Ajodhji miały dla świata wydźwięk jedynie polityczny, podczas gdy dla hindusów — mitologiczny, jak zawsze.

Wypadki te doprowadziły do kryzysu rządowego, w wyniku którego upadł rząd, a Kongres Indii stracił na popularności. Adwani został aresztowany i szybko zniknął ze sceny politycznej. Jednak przez wszystkie ostatnie lata każdy polityk, chcący pozyskać dla siebie głosy wyborcze hindusów, przyrzekał i przyrzeka odbudowę świątyni w Ajodhji. Miejsce, w którym stał meczet zostało wykupione przez rząd stanu Uttar Pradesh z Luknau (by Delhi nie miało wpływu na tę sprawę) i otoczone palisadą z żelaznych prętów, najwyższą jaką kiedykolwiek widziałam. Gdy w 1999 roku szliśmy ścieżką między drutami kolczastymi, wielokrotnie zwiniętymi w ślimak, gdy mijaliśmy radosnych pielgrzymów recytujących mantrę Sita Ram Sita Ram Sita Sita Sita Ram, gdy przeszliśmy już przez wszystkie stanowiska kontroli bezpieczeństwa, gdy zabrano nam już wszystkie pomadki do ust, dezodoranty i zapalniczki, gdy dotarliśmy wreszcie do końca drogi, to oczom naszym ukazał się niewielki różowy namiot, w którym bramin odprawiał pudżę ku czci boga Ramy. I to już jest świątynia.