warna

kolor, barwa; litera

Zauważyłam, że słowo kasta wzbudza w rozmowach o rzeczywistości społecznej dzisiejszych Indii niewspółmiernie silne emocje. Takie emocje nigdy nie pojawiają się w moich rozmowach z Indusami na subkontynencie indyjskim.

Nadmierne emocje bywają symptomatyczne — czyżby przebijała się w nich podświadoma myśl o silnej, a ukrytej kastowości naszych społeczeństw?

Ponieważ o kastach istniejących w państwach zachodnich nie mówi się otwarcie, podejrzewam, że następuje typowy, obronny mechanizm przeniesienia…

Większość dziennikarzy i redaktorów polskich artykułów popularnonaukowych porusza ten temat niejako automatycznie, jako temat „dyżurny” w kwestiach takich jak: niesprawiedliwość społeczna, równość, wolność osobista, szczęście indywidualne… Niektórzy są wręcz przekonani, że bieda w Indiach jest bezpośrednim rezultatem systemu nazwanego kiedyś przez kolonizatorów kastowym, że to właśnie on generuje ubóstwo. Są i tacy, którzy uważają, że ten system musi zostać „zakazany”, „zniesiony”, tak jakby jednym pociągnięciem pióra w parlamencie indyjskim można było przekreślić układ społeczny, którego początki toną w niepamięci dziejów i który trwa nieprzerwanie od trzech i pół tysiąca lat. Często zapominamy, że słowa wolność, równość, braterstwo przynależą do europejskiej rzeczywistości społecznej i że to my sądzimy, iż jest ona jedyna słuszna. Jednak gdzie indziej ludzie stworzyli na przestrzeni dziejów inne układy społeczne, ani lepsze ani gorsze od naszych, po prostu inne. Pozostawmy Indusom prawo do inności. A my zajmijmy się naszą wolnością, równością i zwłaszcza braterstwem. Zweryfikujmy wartości chrześcijańskie i chrystusowe wezwanie do miłości, którego nie udaje się nam wprowadzić od dwóch tysięcy lat (dwie wojny światowe, obozy koncentracyjne i totalitaryzm cywilizowanej Europy XX wieku!).

Guy Deleury w Le modele indou, Editions Kailash 1993, str.45, słusznie zauważa, że tego słowa nie powinno się już od dawna używać, gdyż należy do epoki kolonialnej, która jest przeżytkiem i wstydem Europy.

Nazwa kasta pojawiła się po raz pierwszy w 1510 roku, kiedy Portugalczycy zajęli Goa. Słowo casta w języku portugalskim znaczy niewinny, czysty, skromny, a zastosowano go wyłącznie w odniesieniu do braminów, których najeźdźcy postrzegali jako kapłanów pogańskich religii i kultów, mających w społeczeństwie najwyższą władzę (co nie było prawdą) i których z tej racji należało tępić. Zauważmy od razu, że nazwa ta pochodzi z zewnątrz. Portugalczycy nie zadali sobie trudu, by starannie opisać zastaną rzeczywistość, której w ogóle nie mieli zamiaru ani poznać, ani zrozumieć, a którą — jako chrześcijanie — po prostu gardzili. Słowo casta nabrało znaczenia pogardliwego — czyścioch i było używane jako obelga, tak jak w innych realiach burżuj, komuch, czarnuch, białas, katol, wykształciuch. Pamiętajmy również, że w tamtych czasach w Europie nie zażywano w ogóle kąpieli, nie używano mydła i nie myto się całymi tygodniami, wobec czego dziwactwem był na wpół nagi bramin, kąpiący się, o zgrozo, codziennie. Poza tym Portugalczycy nie przybyli w celach czysto handlowych (jak Arabowie lub Żydzi), lecz z zamiarem przeprowadzenia ewangelizacji. Pierwszy ich atak poszedł w kierunku braminów, których upokarzano i mordowano w imieniu Inkwizycji (1560-1812), pozbawiano dóbr i włości. Nota bene, chrześcijanie porządku syryjskiego, osiedleni na Wybrzeżu Malabarskim od około roku 380 n.e. i tworzący własną dżati również doznawali pewnych upokorzeń, gdyż nie chcieli ugiąć się przed katolicką władzą biskupią.

W tamtych czasach nastąpiło pomylenie pojęć warna, dżati, kasta, które to pomylenie przejęli Anglicy i które ciągnie się przez wieki.

Byli tacy, którzy chcieli zrozumieć. Desvaulx pisał w 1777 roku: L'autorite des castes est un frein qui arrete les abus que pourraient faire les princes de la leur

Władza kast (chodzi o dżati) jest hamulcem powstrzymującym nadużycia, których mogliby dopuścić się lokalni książęta

Dzięki władzy kast (chodzi o dżati) — pisze współczesny nam Guy Sorman, chcący wreszcie zrozumieć — w Indiach nigdy nie doszło do absolutyzmu, dyktatury czy totalitaryzmu, władcy zawsze i wszędzie musieli liczyć się z głosem ludu zorganizowanego w kasty (chodzi o dżati). To właśnie kastowość sprawiła, że Indie mogły stać się (mimo wielu trudności) największą demokracją świata.

W jednym z hymnów Rigwedy, Puruszasukta, powiedziano, że cztery stany społeczne zwane warnami powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń. Z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie.

W Bhagawadgicie, XVIII, 42-44 mówi się o powinnościach każdej warny: Spokój, opanowanie, asceza, czystość, cierpliwość i prawość, wiedza, rozsądek i wiara — oto zgodna z naturą powinność bramina.

Odwaga, męstwo, wytrwałość, biegłość i nieustępliwość w walce, hojność i władczość to zgodna z naturą powinność ksiatrijów.

Uprawa roli, hodowla krów, kupiectwo to zgodna z naturą powinność wajsiów, a służba to zgodna z naturą powinność siudrów.

Znaczenie słowa warna — kolor, barwa, litera — należy rozumieć chromatycznie (Guy Deleury, Le modele indou, Editions Kailash 1993, str.46) — podobnie jak bezbarwne światło rozbija się na wiele kolorów, ale tęcza jest całością, tak społeczeństwo jako całość dzieli się na kilka warn. Tak jak chromatyczna skala składa się z 12 dźwięków, w każdej oktawie tworzących pełną gamę muzyczną, tak społeczeństwo składa się z gamy barw — bramini-biała, ksiatrija-czerwona, wajsia-zielona, siudra-czarna. W żadnym wypadku nie chodzi tu o kolor skóry — teorie rasistowskie wylęgły się w Europie, z braku zrozumienia istoty systemu indyjskiego, z nadużycia interpretacyjnego. Słowo warna znaczy też litera — podobnie jak poszczególne litery tworzą razem cały alfabet, tak cztery warny tworzą całość społeczeństwa. Wreszcie, obraz ciała, gdzie żaden z członków nie może istnieć bez drugiego — dopełnia treść semantyczną. Warnaśrama Dharma — to federacja grup społecznych.

Zorganizowanie systemu warn nie było wynikiem jednorazowego gwałtu najeźdźcy i narzucenia jedynej słusznej wizji społecznej, lecz fuzji kilku dobrze rozwiniętych kultur, dogadywania się zwycięzców i zwyciężonych oraz symbiozy wielu bardzo różnych elementów. Trwało 1000 lat przez okres nazwany później wedyjskim (od 1600 do 600 p.n.e.) i objęło tereny Pendżabu (dorzecza Indusu) i Niziny Hindustańskiej. Indoeuropejczyków było liczebnie niewielu, więc nie mogli oni liczyć ani na samowystarczalność, ani na supremację siły. Genialność tego systemu polegała na tym, że żadna z grup społecznych nie mogła stać się samowystarczalna, a każdy producent miał swego odbiorcę-konsumenta. System ten nie zakładał nierówności społecznej lecz komplementarność i współdziałanie, nie określał zawodu lepszego i gorszego, ani lepszej lub gorszej funkcji, uruchamiał wymianę dóbr (także pozamaterialnych), współtworzenie i koegzystencję.

Gwarantował porządek społeczny — kowal z siudrów nie mógł nauczać Wed, ale ksiatrija musiał podkuć konia i był od niego zależny, ksiatrija wymieniał ciosy podczas bitwy, a wajsia — pieniądze, bramin objaśniał teksty i wszystkim udzielał nauk. Lecz żaden z nich nie był ani ważniejszy, ani lepszy od pozostałych.

Pierwotny system warnowy oparty był na systemie wartości. Bogaci nie stawali się elitą społeczeństwa z racji bogactwa, najistotniejszym czynnikiem była czystość moralno-etyczna. Społeczeństwem kierowała elita duchowa i intelektualna (bramini), obrońcy czuwali nad bezpieczeństwem i administracją (ksiatrijowie), a bogaci (wajsiowie) zajmowali w hierarchii społecznej dopiero trzecie miejsce. Królowie mieli przed sobą swoich mistrzów duchowych, swoich guru, którym się kłaniali dotykając głową stóp. Demonstrowali swoją uniżoność i poddanie się guru podczas procesji z okazji świąt, darśany czy publicznego durbaru. Oni sprawowali władzę nad społecznością, ale nad nimi władzę miał guru.

W toku dziejów starożytna warna ksiatrijów prawie całkowicie wyniszczyła się wzajemnie w konfliktach zbrojnych i w jej miejsce weszli między V a VII wiekiem n.e. Radżputowie oraz później, w XV wieku — Sikhowie. Jednak Radżputowie, którzy siebie nazwali ksiatrijami, wyrażali publicznie nadzwyczaj wielką uniżoność i poddaństwo do boga Ramy, ich klanowej iszta dewaty, boskości prowadzącej — maharadżowie Amberu i potem Dżajpuru codziennie rano odprawiali pudżę w prywatnej świątyni, w której musieli brać udział wszyscy doradcy i przywódcy wojskowi.

Francuski badacz Georges Dumezil odkrył, że podstawową strukturą społeczeństw indoeuropejskich jest trójpodział władzy ze względu na sprawowaną funkcję. Władzę posiadali kapłani, wojownicy i wytwórcy, natomiast lud, który pracował i wykonywał rozkazy, władzy nie miał. U nas był pan, wójt i pleban oraz lud boży. We Francji władzę posiadał kler i arystokracja, a usługujące im mieszczaństwo, tak zwany stan trzeci, miał władzą doraźną (która rosła wraz z kapitalizacją pieniądza); wieśniacy odgrywali niewielką rolę na tej scenie. W Europie trójpodział władzy został obalony w 1789 roku przez Rewolucję Francuską, w wyniku której władzę przejęło mieszczaństwo. Kler i arystokracja straciły władzę (polityczną), a wieśniacy i robotnicy (tak zwany lud, le people) zaczęli dopiero walczyć o nią. Następne rewolucje, tak zwane ludowe, wzmocniły władzę mieszczaństwa (władzę kapitału) oraz wprowadziły dyktaturę mas, czyli tak zwaną demokrację, gdzie wpływ na zarządzanie ma bezimienny, bardzo słabo wykształcony lud. W Indiach, lud czyli wieśniacy zorganizowani w dżati pod zarządem pańczajatów, nigdy nikomu nie oddali władzy i rządzili się własnymi prawami.

Dzisiaj wszystkimi społeczeństwami indoeuropejskimi rządzi pieniądz, który tak w Indiach jak w Europie, jest w posiadaniu warny wajsiów, mieszczaństwa.

W Indiach system warn przeszedł jednak subtelniejsze transformacje niż w Europie.

Kiedy nieokrzesani nomadzi, Indoeuropejczycy, przybyli nad Indus, zetknęli się z ludnością o bardzo wysokiej kulturze materialnej, którzy byli spadkobiercami cywilizacji wielkich miast harappejskich. Byli rolnikami, a to co wytwarzali, miało już swoją historię i wyraźny sens. Wysoka była ich samoświadomość i wiedza o przeszłości. Ludności tej nie można było podbić i całkowicie podporządkować, można tylko było „ułożyć się”, dogadać, współpracować. W ten sposób siudrowie, ludność od niepamiętnych czasów osiadła nad Indusem, a później nad Gangą, zostali włączeni do systemu warn i utworzyli stan czwarty. Wieśniacy odgrywali i nadal odgrywają w Indiach bardzo ważną rolę — są depozytorami starożytnej kultury Mohendżo Daro. Dopiero z czasem, w miarę jak zaczęła rosnąć supremacja braminów (od 600 p.n.e.), znaczenie siudrów uległo degradacji.

Przypomnijmy akcje Mahatmy Gandhiego, który swą walkę o niepodległość Indii oparł wyłącznie o wieśniaków, a założona przez niego w 1895 roku partia, Kongres Indii, pozostaje do dziś partią indyjskich wiosek, w których mieszka aż 80% społeczeństwa. W Indiach miasto nie jest symbolem ani postępu, ani wysokiej kultury, to wioska pozostaje macierzą cywilizacji hindu.

W żadnym wypadku system oparty na warnach nie generuje sam z siebie biedy. Masy biedoty wytworzyły się w Indiach w drugiej połowie XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemi i kiedy ogromna rzesza biednych rolników straciła swoje poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. A także z powodu wprowadzenia przez Anglików monokultur — juty, herbaty, kawy i tytoniu, które w niektórych regionach (Bengal) doprowadziły do rujnacji całych wsi. Wyzuci z ojcowizny biedacy tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w rodzących się na chybił trafił zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To ci dawni wieśniacy zaludniają do dziś slumsy wielkich pokolonialnych aglomeracji, takich jak Bombaj (przybyli tłumnie od 1853 roku, gdy budowano pierwszą linię kolejową) czy Kalkuta (parę lat braku obfitego monsunu na początku XX wieku doprowadziło do ucieczki z bengalskich wiosek ogromnej rzeszy wieśniaków — oni to zaludnili słynne miasto radości). Mahatma Gandhi, wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Oczywiście, to nie mogło udać się w świecie, w którym własność ziemska stanowi podstawę ekonomii.

Były epoki (czasy powedyjskie), kiedy bramini rządzili niepodzielnie wieśniakami i zbijali fortuny na składaniu ofiar całopalnych. Były takie czasy (za życia Buddy), kiedy rządzili ksiatrijowie, którzy zdobywali nowe terytoria i budowali nowe państwa. Ksiatrijowie prawie zawsze wywodzili się z wieśniaków — uzyskawszy przewagę ekonomiczną dzięki dobrej ekonomii, zbroili się, a następnie uzyskiwali wsparcie ideologiczno-astrologiczne braminów i po otrzymaniu świętego znaku tilak, tworzyli dynastie, które panowały aż do wygaśnięcia. Gdy cała dżati brała za broń, wtedy wszyscy stawali się wojownikami-ksiatrijami (Sikhowie z Pendżabu pod egidą Guru Nanaka). W czasach nowożytnych, od 1527 roku, kiedy Indie dostały się pod jarzmo Wielkich Mogołów, rola braminów znacznie zmalała i stali się oni bardziej nauczycielami w konspiracji, dzięki którym hindusi nie zapomnieli o własnej tożsamości. Za czasów angielskich bramini jako urzędnicy brali odpowiedzialność za losy radżu brytyjskiego, ale także za przetrwanie starożytnych Indii. System warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by raz na zawsze upaść. Jednak przetrwał i uratował hinduską tożsamość.

Warnaśrama Dharma, federacja grup społecznych, pozostaje nadal silna dlatego, że jest przekazywana przez klan rodzinny, a nie drogą polityczną, nigdy nie była sama w sobie ideologią żadnego państwa, cesarstwa czy królestwa, żyła zawsze swoim własnym mitem, mitem wedyjskim. W dobrze zorganizowanym społeczeństwie jest wiele sposobów przekazu wiedzy następnemu pokoleniu, lecz najlepszym jest przekaz ustny z ojca na syna, mistrza na ucznia. Syn zostaje z ojcem i uczy się jego zawodu, który następnie przekaże swemu synowi — to sposób znany w społeczeństwach patrylinearnych. Przekaz w linii męskiej wynika z faktu, że kobieta wychodzi z domu i zamieszkuje w domu męża, natomiast syn zostaje z ojcem i przejmuje schedę. Dla samych hindusów znacznie ważniejszy niż podział na cztery warny, był i jest podział społeczeństwa na dżati.

Dżati to coś na kształt związków zawodowych, to gildy, cechy, bractwa rządzące się własnymi prawami, tradycją, mówiące własnym językiem, strzegące swych tajemnic i dbające o interesy grupowe — ogrodnicy, złotnicy, cieśle, rybacy, murarze, artyści, tancerze, śpiewacy, wikliniarze, dobosze. Ten system był w starożytności gwarantem dobrobytu, gdyż uzasadniał konieczność przekazu zdobytego fachu i strzeżenia tajemnic zawodowych przyszłym pokoleniom.

Lista wszystkich dżati wyglądałaby tak, jak ministerialna kompletna lista zawodów wykonywanych w każdym państwie europejskim. Różnica polega tylko na tym, że córka rybaka w Indiach na pewno nie poślubi syna tancerza. Chodzi o higienę. U nas — raczej nie poślubi, bo chodzi o konwenanse. Córka hinduskiego złotnika na pewno nie wyjdzie za mąż za syna hodowcy krów. Tym razem chodzi o pieniądze.

Mieszkający obok hindusów sikhowie, buddyści, dżiniści, muzułmanie i chrześcijanie, których religie w żadnej mierze nie sankcjonują świętości wedyjskich warn, rozwijają swoje społeczności w oparciu o system podziału pracy, wynikający z silnych związków rodzinnej tradycji i klanów broniących dostępu do konkretnych zawodów (bankowość pozostaje w rękach Sikhów). Odtwarzają oni na sposób hinduski system własnych dżati.

Niewątpliwie system ten nie jest sprawiedliwy, ale jest skuteczny. Być może bardziej należałoby podnieść kwestię mafijności systemu warnowego zorganizowanego w drabinę dżati niż kwestię jakiejś sprawiedliwości. Ale mafie są dobrze znane w Europie i w Stanach Zjednoczonych i o ile wiem, nie są hamulcem rozwoju ekonomicznego.

Niesłusznie uważa się, że niedotykalni należą do warny siudrów, to błąd — są to ludzie spoza warn. Ich status społeczny pozostaje bardzo niejasny — dlaczego pozostali na marginesie społeczeństw zarówno drawidyjskich jak i aryjskich — tego nie wiadomo. Wiadomo, że już w bardzo odległych czasach nazywano ich niedotykalnymi. Musieli schodzić z drogi ludziom z pozostałych warn, nie wolno im było czerpać wody z tej samej studni, ani mieszkać w centrum wioski. Już od najdawniejszych czasów byli obarczani najbardziej „brudnymi” pracami, jak czyszczenie kanałów ściekowych i obsługa stosów kremacyjnych. Każde dotknięcie przez niedotykalnego, nawet przypadkowe, wiązało się z poczuciem bycia „nieczystym”, a hindus niczego bardziej się nie obawia niż posądzenia o „nieczystość”. Muzułmanie przejęli pewne „nieczyste” zawody, na przykład to oni są dziś w Indiach rzeźnikami.

Grupa społeczna mogła stać się „nieczysta” i przez to „niedotykalna” nie poprzez swe pochodzenie, ale przez sposób życia. Wiadomo, że wszyscy ci, którzy kontynuowali jedzenie mięsa wołowego po okresie ustanowienia przez braminów wegetarianizmu, byli automatycznie traktowani jako niedotykalni i spychani na margines społeczny. Jest ich dzisiaj w Indiach około 160 mln i stanowią jakieś 13% ludności.

Dzięki braminizacji, odwrotnie, grupa mogła wspiąć się na wyższy poziom drabiny społecznej. Poszczególna jednostka nie miała żadnych szans polepszenia swego losu, ale dla całej grupy było to możliwe, jeśli tylko przez szereg pokoleń potrafiła dostosować się do ortodoksyjnych obyczajów i zachowywała reguły tekstów smriti. Dzięki temu indyjski system Warnaśrama Dharma był zawsze do pewnego stopnia otwarty, a „wchodzenie w system warn” poprzez niezwykły czyn czy wybitne zasługi było na porządku dziennym. Śiwadżi (1627-1680) był z urodzenia niskim siudrą, ale za swą partyzantkę przeciw cesarstwu mogolskiemu został przez braminów pasowany na ksiatriję i dziś jest wielbionym przez wszystkich hindusów bohaterem narodowym. Ludność koczownicza, co najmniej 80 mln, nomadzi żyjący na poziomie plemiennym, również nie przyjęła żadnych rozwiązań cywilizacyjnych i pozostała na marginesie społeczeństwa (raczej należałoby mówić „w wolnej przestrzeni pomiędzy różnymi społecznościami”).

Gdy do tego doliczymy muzułmanów — około 180 mln — oraz buddystów, dżinistów i chrześcijan, wszystkich tych, którzy nie uznają hinduskiego systemu warn, to zgodnie z wedyjskim podziałem żyje 2/3 ludności Indii, tj. jakieś 750 mln obywateli.

Pojawiają się wciąż takie neologizmy jak „nietykalni” (np. Louis Frederic, Słownik cywilizacji indyjskiej, tom 1, str.331).

Poważnym błędem jest przekonanie, że system warn został „zniesiony” przez konstytucję. Konstytucja z 1955 roku zakazuje dyskryminacji z powodu urodzenia i postuluje różne ułatwienia dla niższych warstw społecznych, jednak systemu warn jako takiego nie znosi.

zobacz także: