reinkarnacja

cykl narodzin i śmierci

Reinkarnacja nie jest pojęciem, lecz prawem natury. U jego podstaw leży związana z cyklem wegetacyjnym i cyklem księżyca mitologia życia, śmierci i wiecznego powrotu oraz przede wszystkim prawo zachowania energii, o którym uczyliśmy się w szkole.

Na Zachodzie wiara w tak zwaną reinkarnację rozprzestrzenia się spontanicznie, niektórzy twierdzą, że jest to moda, inni — że to próba zażegnania strachu przed śmiercią, jeszcze inni — że zaiste chodzi o prawo zachowania energii.

Samo słowo i jego obecne znaczenie zostało ukute w XIX wieku przez środowiska teozoficzne i maszeruje triumfalnie w szeregu z ideą ewolucji i ideą postępu.

Zarówno religie chrześcijańskie jak i zachodnie filozofie nie dają dziś żadnej mądrej odpowiedzi na najważniejsze egzystencjalne pytanie człowieka — o śmierć. Co więcej, śmierć została wyrzucona poza nawias społeczny, nie mówi się o niej wcale, a nawet udaje się, że śmierć nie istnieje. Umieranie zostało zinstytucjonalizowane, odbywa się w szpitalach, ochronkach i hospicjach, poza domem i najbliższymi. Przerażające są dziś nie pragnienie wiecznej młodości i złuda nieśmiertelności, ale odrzucenie wszelkich refleksji filozoficznych i religijnych wokół śmierci, brak forum dyskusyjnego, gdzie ludzie mogliby wymieniać doświadczenia, opowiadać o swoim lęku i słuchać, w jaki sposób inni radzą sobie z umieraniem. Można się bowiem nauczyć dobrego umierania, odchodzenia, żegnania z życiem i bliskimi, przebaczania sobie i światu, uspokojenia duszy i sumienia, wyciszania bólu, okiełznania żalu za stratą i wreszcie utraty wszystkiego.

Na Wschodzie nie używa się terminu reinkarnacja, a w potocznym myśleniu mówi się jedynie o dobrej lub złej karmie, zgodnie z którą człowiek powróci do życia, aby nadal wypalać i oczyszczać zgromadzone złogi karmiczne. Kolejny powrót do ciała jest odbierany w perspektywie negatywnej, gdyż ciało jest więzieniem dla duszy. Życie doczesne ma swoje blaski tylko wtedy, gdy jest same w sobie dyscypliną i służy wzrastaniu rozumienia i usubtelnianiu duszy. W przeciwnym wypadku jest bezsensowną wegetacją, marnowaniem Czasu, udręką i niepojętym cierpieniem.

Na Zachodzie odbiera się reinkarnację jako zbawienie i ciąg dalszy rozpoczętego tu i teraz procesu chciejstwa i konsumpcji różnych dóbr. Pęd do wyżycia się w każdej dziedzinie jest tak natrętny, że jedno życie jawi się w oczywisty sposób za krótkie na realizację wszystkich zamierzonych szaleństw. Stąd wiara w przyszłe życie, które „wreszcie” zrealizuje się zgodnie z naszymi marzeniami.

Z drugiej strony, idea reinkarnacji uśmierza poczucie niesprawiedliwości społecznych, które — jak sądzi się potocznie — są warunkowane poprzednimi uczynkami. Jest to jednak rozumienie zbyt mechanicystyczne i uproszczone. Człowiek ponosi odpowiedzialność za to, co go spotyka, jednak nie za wszystko. Naganne i nieludzkie są niektóre sformułowania New Age mówiące o tym, że choroba — w tym rak na przykład — są karą za złe uczynki z poprzednich wcieleń.

Śmierć nie jest karą, życie nie jest nagrodą.

Gdy wygasa pęd do dalszych inkarnacji, do instynktu życia — następuje naturalne wyswobodzenie się z samsary, brak konieczności ponownego wcielenia.

W religiach hindu przekonanie, że człowiek „nie wszystek umrze” opiera się na prawie karmana — zgromadzona energia, bardziej lub mniej oczyszczona tworzy środowisko dla nowego życia, w którym realizują się ponownie nasze pragnienia.

Energia pragnień jest najsilniejsza i nigdy nie obraca się wniwecz — to one sprowadzają nas z powrotem w ciało domagając się spełnienia zamierzeń i fantazji. Jeśli marzenia odnoszą się do świata materialnego, wówczas tylko w świecie materialnym może nastąpić ich realizacja. Dlatego też człowiek staje się więźniem, gdyż popada niejako w przymus wypełniania tego, do czego dążą jego wewnętrzne psycho-fizyczne napięcia.

Właśnie uruchomienie psycho-fizycznych napięć wynikających z takiej, a nie innej karmy prowadzi do przyjścia na świat, po to, by uzyskać wyższą świadomość. Systematyczne ćwiczenie bezpragnieniowości jest jedną z technik osłabienia przymusu inkarnowania się. Bezpragnieniowość jest niestety traktowana jako tożsama z nic nie robieniem, lenistwem lub pasywnością społeczeństw wschodnich, które jakoby nie wykorzystują swych możliwości.

Nie ma inkarnacji złej lub dobrej — każde życie jest dla danej jednostki w danym momencie takie, jakie ma być.

Nie ma karmy dobrej lub złej. Każda jest spełnianiem czegoś.

Nic w przyrodzie nie ginie, lecz zmienia formy. Ta zmienność form nie jest przypadkowa, lecz uwarunkowana przeszłymi uczynkami i stanami świadomości. Ostatnie słowa Buddy brzmią: Wszystko, co złożone ulega rozłożeniu Budda nie wierzył w istnienie jednostkowej, nieśmiertelnej duszy, która również ulega rozłożeniu w chwili śmierci, lecz w coś na kształt wiązki zjawisk psychicznych, naładowanych energią, przechodzących do kolejnego jestestwa.

Idea reinkarnacji nadaje jednak człowiekowi wymiar nieskończoności, nie w sensie potęgi i mocy, lecz w sensie trwania.

Wprowadza nową etykę i przyczynia się do zmiany zachowań wobec wszystkich ludzi bardziej lub mniej „rozwiniętych”, a także wobec zwierząt, które odzyskują utraconą godność. Rodzi się już dziś, choć w bólach, nowe myślenie o niekrzywdzeniu żadnej żywej istoty.

zobacz także: