ego

ja

Rozumienie tego pochodzącego z łaciny maleńkiego słówka, wyznacza granicę pomiędzy całkowicie odmiennymi koncepcjami rozumienia człowieka na Wschodzie i na Zachodzie.

Na Wschodzie, koncepcja ja podejrzana jest z samej swej natury, a jako zjawisko zanurzone w czasie, przejściowe i nietrwałe nie wzbudza żadnego zaufania. Należy zachować nieustanną podejrzliwość wobec treści podsyłanych nam przez ego, trzymać je na uwięzi, a dążyć do ostatecznego ujarzmienia, najlepiej poprzez ćwiczenia jogi (jarzmo=joga). To właśnie ego, leżące u podstaw wszelkich egotycznych i egoistycznych postaw, wzmaga i podtrzymuje wysoki poziom naszego cierpienia. Skoncentrowane na własnej osobie i własnych potrzebach, panoszy się i nadyma, zagrażając i tłamsząc potrzeby innych ludzi. Postawa egoistyczna to całkowite przeciwieństwo ahimsy. Ego otorbia się ropą fobii, złudzeń i fałszywych mniemań i tylko czasem nadmierne cierpienie przekuwa tę torbiel, pozwalając ujść wewnętrznej magmie — jedynie kojąca siła miłości może zamknąć ranę i przywrócić równowagę.

Jest to ta część człowieka, która domaga się wiecznej atencji, ochrony, uwielbienia i rośnie w pychę. Nie pozwala wejść w prawdziwy kontakt z innym, gdyż kieruje się sztywną hierarchią ważności, nie biorąc pod uwagę ani intuicji, ani uczuć. Ego jest zawsze anachroniczne, bo czerpie z pokładów starego doświadczenia wczoraj, zamiast być otwarte i nastawione na to, co pojawia się dzisiaj jako zupełnie nowe. Jest samotne, oddzielone, „wygnane”, a przez to właśnie cierpiące i nieszczęśliwe. Nie możemy od niego ani uciec, ani go porzucić. Możemy tylko radykalnie zmienić nasze nastawienie — ego wymaga miłości (kochaj samego siebie) i łagodnego traktowania, poszanowania i pieszczot, ale musi być trzymane w ryzach i za żadną cenę nie może nami kierować.

Niech będzie przytulanką, którą traktujemy poważnie, ale jednocześnie z przymrużeniem oka, tuląc do serca raz dziennie, lecz porzucając na kanapie, gdy idziemy w świat.

Na Zachodzie koncepcja ja nie wzbudza żadnych podejrzeń, wręcz odwrotnie, ego jest wzmacniane i nagradzane, rozrastając się do katastrofalnych rozmiarów. Zachodni styl życia jest par excellence egotyczny — cechuje go przelotność zainteresowań i pogoń za osobistym i materialnym sukcesem, w razie niepowodzenia prowadząc nieuchronnie do rozpaczy (depresji). Nadmierna ważność własnej osoby nie pozwala wesprzeć się na drugim człowieku i znaleźć ukojenia we wspólnocie, na każdego mistrza patrzy z chorobliwym brakiem zaufania i odrzuca absolutnie wszystkie autorytety.

Indywidualizm oparty na wyjątkowości każdego pojedynczego ego stał się sztandarowym hasłem Zachodu. System szkolnictwa uczy konkurencji, czyli pracy wyłącznie własnej, „osobnej”, indywidualnej, pojedynczo nagradzanej, gdzie wszelkie odruchy dziecięcej spontaniczności i naturalnej współpracy z kumplami są natychmiast karane i napiętnowane — nie odpisuj od drugiego, nie podpowiadaj koledze, nie ściągaj od przyjaciela, nie dawaj koleżance swego pomysłu. Liczy się miejsce w rankingu i najwyższa ocena (tak zwana odpowiednia) — pracuj sam dla siebie, myśl sam dla siebie, dawaj sobie radę sam. Ocenianie drugiego człowieka według skali niezrozumiałych ocen (co to znaczy dla dziecka stopień nieodpowiedni, dostateczny, niedostateczny?) prowadzi do zniewolenia i zabicia spontaniczności. Cierpią na tym nie tylko uczniowie, ale również twórcy, osoby o duszy artystycznej.

Indywidualizm przeżywa dzisiaj paroksyzm copyright'u — gdy wszelkie prawa są zastrzeżone, ustaje swobodny przepływ myśli. Sztuka europejska jest dziś pusta, ponieważ hołduje zasadzie czysto jednostkowej ekspresji, własnego widzimisię, nie zważając na wspólne kulturowe wartości duchowe, ani na przekaz dla innych. Pozostaje (nawet najlepsze jej „nazwiska”) na poziomie czysto psychologicznych uwikłań jednostki, jest bardziej lub mniej udaną próbą rozwiązywania problemów dzieciństwa i wieku dorastania, własnych fobii, kompleksów i zawiłości istnienia (niekiedy wspólnych dla jednego pokolenia), ale nie ma nic wspólnego z życiem duchowym. I choć problemy artysty są jak najbardziej autentyczne, to jego dzieło nie może pomóc innym w duchowym wzrastaniu, ponieważ dotyczy zbyt ciasnego, indywidualnego i jednostkowego poziomu twórcy. Pozostaje na poziomie intelektualnej rozrywki zapełniając estetyczną pustkę. Dzieła sztuki są dziś przedmiotem normalnej wymiany handlowej, opartej na pragnieniu posiadania, zgodnie z egoistyczną zasadą podobania się, zostają natomiast odrzucone, gdy nie podobają się.

Według Andre Malraux: Wielka sztuka posługuje się wyobrażeniami wizualnymi, żeby pokazać to, co niewidoczne, a nie żeby przedstawiać powszednie zjawiska, które można zobaczyć samemu. Głęboka duchowość, jaką zajmuje się Wschód, nie jest figuratywna, wyobrażeniowa czy obrazowa, nie jest też dyskursywna. Jest czystym odczuciem.