bramin

Nazywanie bramina kapłanem jest jednym z największych błędów interpretacyjnych przy omawianiu funkcjonowania społeczeństwa indyjskiego. Owszem, w starożytności bramin mógł spełniać i często spełniał rozmaite rytuały, ale nie na tym polegała jego główna funkcja społeczna.

Bramini są dziś elitą intelektualną Indii. Stoją na czele partii politycznych, wiodąc je do boju o lepsze jutro środkami czysto demokratycznymi, zmieniają mentalność społeczną oddziałując poprzez mass-media, tworzą stowarzyszenia i organizacje para-rządowe, wypełniają rozliczne obowiązki szefów, przywódców, polityków czy przewodniczących, są żarliwymi mówcami i obrońcami trudnych spraw, przemawiają i wykładają, walczą słowem, świadczą czynem. Wielu z nich nie uczęszcza w ogóle do żadnej świątyni, ale większość pozostaje ludźmi na wskroś religijnymi. Są dumni z świętego sznura upawita, symbolu inicjacji podwójnego urodzenia. Ich rola społeczna polega na dawaniu przykładu szlachetnego i czystego życia (arja=szlachetny) na wszystkich możliwych poziomach. W opinii samych hindusów pozostają nadal elitą duchowo-moralną. To do nich biegną wieśniacy po poradę i pocieszenie, są zawsze obecni podczas ślubu, narodzin dziecka i przy kremacji. To doradcy, terapeuci, nauczyciele z bożej łaski, spowiednicy, opiekunowie, wróżbici, pocieszyciele… Jedynie w Tamil Nadu bramini wciąż odprawiają rytuały, stojąc na straży starożytnej, drawidyjsko-wedyjskiej spuścizny religijnej. Ich rola jest więc dziś niejednoznaczna i trudna do uchwycenia.

Stanowią około 6% społeczeństwa indyjskiego.

Za czasów radżu brytyjskiego, Anglicy zatrudniali braminów jako urzędników, a więc zostawali oni wykształconymi prawnikami, adwokatami, sekretarzami, lekarzami… Cały system warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by upaść. A jednak przetrwał i nie stał się przeżytkiem, i w dzisiejszych Indiach też ma się dobrze. Z całą pewnością przeżyje także demokrację, choć podlega stałym zmianom ewolucyjnym (ale nie rewolucyjnym).

Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.

W dawnych Indiach bramini spełniali czasem funkcję kapłanów i byli pośrednikami, jak wszędzie, między człowiekiem a bóstwem, odprawiając rozmaite obrzędy religijne stosownie do zapotrzebowań różnych społeczności. Ale obsługiwali tylko ryty wedyjskie, skupiając się przede wszystkim na studiowaniu Wed. Obrzędy lokalne sprzed przybycia Arjów były odprawiane przez niearyjskich służebników, w rodzimych dialektach i w tradycyjnych, bardzo starożytnych miejscach kultu. Każda społeczność wiejska dysponowała grupą ludzi obsługującą te miejsca i przynależne im święta, zgodnie z lokalnym obrzędem — bramini byli dopuszczeni albo nie do biernego udziału i obserwowania pradawnej religijności. Z pewnością nie obsługiwali obrzędów niearyjskich. Do dzisiaj każda dżati w społecznościach wiejskich ma własną świątynię, w której czci swoje własne, jedyne i niepowtarzalne bóstwo i swoich ludzi (nie braminów) do odprawiania pudży. Ci służebnicy (gurav), wybierani przez każdą dżati oddzielnie, żyli i żyją do dziś z datków ludności tubylczej i ewentualnie z opłat pielgrzymów odwiedzających świątynię.

Po przybyciu Arjów, społeczeństwo praindyjskie podzieliło się w procesie asymilacji na dwie części: rasę białych Arjów i rasę ciemnych tubylców, nie-Arjów. Dopiero po jakimś czasie, w procesie budowania nowej organizacji społecznej, z rasy białych przybyszów wyłoniły się trzy warny podwójnie urodzonych, pełniących funkcje przywódcze i organizacyjne. Ludy niearyjskie o ciemniejszej skórze spełniały funkcję pracowników-wytwórców, kontynuując stare rzemiosło, pracując przy eksploatacji lasów i wód (polowania i łowienie ryb), uprawiając ziemię i hodując bydło. Cała ta olbrzymia grupa siudrów żyła własną tradycją. Czasem nieledwie zauważając, iż pojawiły się grupy białych osadników, chcących rządzić. Udało się to dopiero po jakimś czasie.

Bramini odegrali w zamierzchłych czasach zupełnie wyjątkową rolę, a mianowicie przyswoili intelektualnie i przetworzyli ogromny dorobek cywilizacyjny ludów drawidyjskich i wszystkich innych ludów tubylczych, z którymi przyszło im się zetknąć na subkontynencie indyjskim. Przemierzali Indie wzdłuż i wszerz, dążąc oczywiście do rozprzestrzenienia ich wiedzy, czyli Wed, ale poznając jednocześnie rodzime tradycje. Ludności niearyjskiej starali się narzucić stworzony przez siebie ustrój społeczny, zgodny z kosmologią, mitologią i nauką Wed, ale także własne wyobrażenia, interpretacje i poglądy na życie i świat. Podglądając starożytne ryty i obyczaje, chętnie przejmowali wierzenia ludowe i niebanalne sposoby okiełznania nieprzychylnych człowiekowi sił przyrody, by następnie wszystko to legalizować i braminizować. Szerzone przez nich nauki stawały się coraz bardziej syntetyczne i synkretyczne. Gdziekolwiek się osiedlali, wszędzie zatrudniali się jako nauczyciele, mężowie zaufania książąt i władców, królów i pańczajatów, depozytariusze i interpretatorzy świętej tradycji Wed oraz stróże dharmy, a nadto jako egzorcyści, wykładacze snów i oznak niebiańskich. Jednak ich działalność nie mogła przekraczać wielu kompetencji lokalnych wodzów plemiennych i służebników kultów starszych niż wedyjskie. Od momentu pojawienia się na subkontynencie indyjskim byli skazani na współpracę i interpretowanie rozmaitych tradycji w duchu akceptacji i poszanowania tkanki, by tak rzec, rodzimej, zastanej. Służyli społeczeństwu swoją wiedzą i nabytym znawstwem wszystkich komponentów starożytnych indyjskich kultur. To oni spisywali tajemne mantry i ich wykładnie znaczeniowe, formułowali pierwsze zrozumienie pogłębionej myśli religijnej najeźdźców i redagowali pierwsze teksty religijne. Poprzez interpretację przyjmowali nowych bogów, zachowując zarazem własne pojęcia duchowe i uporządkowali to, co udało im się zrozumieć z najdawniejszego substraktu wierzeń na subkontynencie. To oni współtworzyli, wraz z poetami riszi i słuchającymi ich opowieści ludźmi, wspólny język — sanskryt. Przez trwający tysiąc lat okres wedyjski — od 1600 do 600 p.n.e. — byli ustami tworzącego się nowego społeczeństwa. Dopiero w późniejszym okresie męczyli ludność sztywnymi regułami, których znaczenia nikt już poza nimi nie rozumiał. Z początkiem naszej ery zaczęli poszerzać swoje wpływy poza Nizinę Hindustańską, na cały subkontynent indyjski, odgrywając zawsze wielką rolę w jednoczeniu różnych grup etnicznych w procesie braminizacji, który nie ustał do dziś.

W okresie wedyjskim wytworzyli — wciąż aktualny — schemat życia pobożnego bramina, dzielący się tradycyjnie na cztery etapy:

brahmaczarja
studiowanie, czytanie świętych tekstów, wdrożenie w dyscyplinę;
garhastnja
założenie rodziny i szeroko pojęte życie społeczne;
wanaprastha
porzucenie rodziny (za jej zgodą) i spraw doczesnych, wyrzeczenie się wszelkiego działania;
sannjasa
życie pustelnika lub wędrownego ascety, przyjęcie szafranowych szat jako oznaki wyrzeczenia, oddanie się medytacji, czyli urzeczywistnieniu brahmana w sobie, studiowanie aranjaków i upaniszad; sannjasin może zostać joginem;

[wprawdzie sannjasini dziś nie chodzą już po drogach Indii, to jednak kontynuują tradycję w pustelniach i aśramach]

Bramini dokonali wspaniałej syntezy elementów drawidyjskich i indoeuropejskich, dając podwaliny układowi społecznemu, którego zręby przetrwały w niezmienionej postaci aż do 1527 roku, przekształcając się ewolucyjnie za każdym razem, gdy zaistniała tego potrzeba. Owa organizacja społeczna — Warnaśrama Dharma — jest wciąż swego rodzaju federacją bardzo różnych grup społecznych, z których każda posiada (sztywno) określony kodeks postępowania. Bramini jako grupa nie sprawowali rządu dusz — nie utworzyli wszak nigdy i nigdzie żadnego Kościoła ani hierarchii, którą można by nazwać organizacją religijną! Byli chodzącym modelem-archetypem aryjskiego, czyli szlachetnego postępowania, na które składało się, między innymi, przyjęcie obyczajów czystości małżeńskiej, wchodzenie w związki endogamiczne, omijanie zachowań nieczystych, na przykład mijania się z prawdą, nieprzyjmowanie pracy fizycznej, palenie ciała po śmierci i studiowanie świętych Wed oraz pism mędrców, a z biegiem czasu — ścisły wegetarianizm.

Mahatma Gandhi pochodził z warny wajsiów, ale jego życie było spełnieniem ideału bramina.

Tworzyli zawsze różnorodne dżati, podobnie jak we wszystkich innych grupach zawodowych. W Karnatace, bramini z dżati Gomantak posiadali na własność liczne świątynie, zakładali prywatne szkoły i instytuty badania literatury i języka, mieli własne ziemie, z których czerpali pokaźne dochody. Bhat to człowiek znający się na kosmosie, umiejący wyjaśnić prawa przyrody i ruchy planet, studiujący astrologię i nadejście monsunów, znający genealogię ludzi i bogów. Joshi opracowują horoskopy. Inni (terapeuci?) — odczyniają zło w człowieku i próbują łagodzić nieznane, zagrażające mu siły. Wszystkim braminom wspólne jest poszanowanie ascezy i dyscypliny. Większość ceni wiedzę, naukę i mądrość. Już od czasów Upaniszad, kiedy przestali składać krwawe ofiary, stworzyli ideał przepalania karmy w ogniu wewnętrznym — diksza, nawiązując do ideału duchowości starożytnych mędrców i ascetów. Bramin to ideał do osiągnięcia, a nie — pochodzenie. I tak jest do dziś.

Przybycie pierwszych kolonizatorów na Goa i w inne regiony Indii zbiegło się w czasie z najazdem wojsk turecko-mogolskich i utworzeniem cesarstwa Wielkich Mogołów. Zarówno chrześcijaństwo jak islam, obie religie monoteistyczno-totalitarne, okazywały pogardę i przemoc wobec miejscowych wielorakich religii hindu. Obie dopuszczały się nadużyć i gwałtów wobec braminów, którzy zawsze bronili każdej religii, nie tylko wedyjskiej, i każdej społeczności, nie tylko bramińskiej. Chrześcijanie wyśmiewali braminów jako castos, czyścioszki, traktując ich jak prymitywnych kacyków, a ich społeczności — jak ludy z okresu kamienia łupanego, gotowe do „nawrócenia”. Muzułmanie brali ich za przywódców „bałwochwalczych kultów”, których należało w pierwszej kolejności karać lub systematycznie i wszelkimi sposobami przeciągnąć na islam. Cesarstwo i kolonializm widziały więc w braminach to… kim zawsze byli — elitę intelektualną, broniącą tradycji hindu i własnej historii. Zniszczenie tej warstwy, a przynajmniej deprecjacja jej oddziaływania i społecznego znaczenia leżało w interesie każdej władzy centralnej. Od tego czasu datuje się współczesne (angielskie) niezrozumienie jej roli w społeczeństwie indyjskim.

Z drugiej strony nie należy przeceniać roli braminów, którzy w swej dumie zawsze mieli tendencję do sprowadzania całej kultury indyjskiej do ich tradycji. Jakkolwiek ważne są Wedy, to z całą pewnością nie stanowią podwalin dla całej cywilizacji indyjskiej, ani nie znajdują się w jej centrum, ani też nie wyczerpują jej wszystkich treści. Do dzisiaj zresztą nie ma pewności czy Warnaśrama Dharma nie jest typem organizacji społecznej pochodzącej z kultury przedaryjskiej…

Historia jak wiadomo zaczyna się wtedy, gdy naród uświadamia sobie swoją tożsamość i własną rolę, jaka przypadła mu w udziale na arenie dziejów. Bramini nie tylko uświadomili sobie swoją społeczną i historyczną rolę, ale potrafili zebrać i uporządkować całość swego doświadczenia i ustnie przekazać swoim synom kompendium tej wiedzy, zachowując jedyną w swoim rodzaju ciągłość przekazu. Spisanie dziejów nie polega bynajmniej na datowaniu rządów poszczególnych (często miernych) władców czy wygranych (często przypadkowo) bitew, lecz na opisie najistotniejszej części własnej kultury — historii idei, filozofii i duchowości oraz metod pozwalających osiągnąć pewien ideał. Nie warto bowiem zatrzymywać się nad polityką, czyli nad tym co przemijające, warto zapisać dla przyszłych pokoleń jedynie rzeczy trwałe, nieprzemijające, wspólne a nie jednostkowe, idealne z punktu widzenia ducha ludzkiego — to właśnie uczynili bramini.

Nie zgadzam się z twierdzeniem Jana Kieniewicza w jego Historii Indii, że jest to kraj z wielką przeszłością, ale bez historii. Bramini opowiadają swoim synom do dziś najstarsze tradycje wedyjskie, a więc najbardziej istotną część historii. I jeśli Indie są takie modne, to właśnie dlatego, że tylko tam przetrwała najistotniejsza treść ludzkiej działalności — myśl egzystencjalna, filozofia Upaniszad, duchowość i tradycje ezoteryczne.