o zasłonie maji

Wersja zasłyszana gdzieś w Indiach:

Żył sobie mędrzec, który podążał drogą rozumnych wyrzeczeń, a ascezę uprawiał z taką żarliwością, że pewnego razu ukazał mu się Wisznu.

Starzec poprosił boga, by uniósł zasłonę maji i dał mu jej zrozumienie.

Wisznu kazał mędrcowi zanurzyć się w wodzie rzeki. Gdy ten opadł na dno, zaraz przemienił się w kobietę. Kobieta ta, osiągnąwszy odpowiedni wiek, została wydana za księcia. Żyli szczęśliwie przez wiele lat, aż do czasu, gdy wróg najechał kraj. I książę był w obowiązku — jak ojciec i bracia — bronić rodzinnej ziemi. Zginął z ręki najeźdźcy, a kobieta wraz z nim spłonęła na stosie pogrzebowym. Dym unosił jej duszę wyżej i wyżej, aż dotarła do powierzchni rzeki. I na powrót stała się mężczyzną, owym mędrcem.

A Wisznu nadal tam był, i oznajmił: „Oto jest Maja”.

Wtedy mędrzec zrozumiał naturę ułudy i zasadę rozwoju wszechświata.

Wersja zaczerpnięta z L'Enseignement de Ramakrishna, Chapitre II, Maya, 69:

Nikt nie potrafi poznać Maji. Pewnego dnia Narada rzekł do Pana wszechświata: „Panie, ukaż mi Twoją Maję, która zwykle sprawia, że rzeczy niemożliwe stają się możliwe”. Pan skinął na znak zgody i w jakiś czas później zabrał Naradę w podróż. Po przebyciu długiej drogi, Panu zachciało się pić, usiadł więc i rzekł do Narady: „Chce mi się pić, przynieś mi skądś wody”. Narada udał się na poszukiwanie wody, ale nie znajdując jej blisko, oddalał się coraz bardziej, aż zobaczył wreszcie w oddali rzekę. Kiedy zbliżył się do brzegu, ujrzał dziewczę cudnej urody i od razu został pod urokiem jej piękna. A kiedy zagadnęła do niego czule, zbliżył się do niej i zakochali się w sobie.

Narada poślubił dziewczynę, żył z nią szczęśliwie i mieli dużo dzieci. Lecz kiedy żyli tak sobie zgodnie, zaraza nawiedziła kraj. Śmierć zastukała do wszystkich drzwi. Narada radził opuścić domostwo i udać się gdzieś indziej. Żona zgodziła się i wyruszyli, trzymając dzieci za ręce. Kiedy przechodzili przez most na rzece, naszła ich straszna powódź, a spiętrzone odmęty zabrały najpierw wszystkie dzieci jedno po drugim, a wreszcie i żonę, która też utonęła.

Narada powalony bólem siadł na brzegu i gorzko zapłakał. Wtedy ukazał mu się Pan i zapytał: „Narado, gdzie jest woda? Dlaczego płaczesz? Poszedłeś po dzban wody. Czekam na ciebie, a upłynęło już dobre pół godziny jak poszedłeś.” — Pół godziny! — krzyknął Narada. Całych dwanaście lat przetoczyło się w jego umyśle, podczas gdy wszystkie te sceny zdarzyły się zaledwie w pół godziny. Wtedy Narada zrozumiał wszystko i rzekł: „Panie, składam pokłon Tobie i Twojej niezwykłej Maji”.