o mędrcu Narada

Narada był leśnym mędrcem, riszi, żyjącym w czasach wedyjskich. Nauczał Prawdy.

Zasłynął z wynalezienia instrumentu wina. Był posłańcem i towarzyszem dewów i asurów, znał wszystkie ich tajemnice. Zapewniał im rozrywkę w postaci pieśni i muzyki.

Idzie Narada do bogów i spotyka po drodze wielu nieszczęśników.

Zrozpaczony wieśniak rwie sobie włosy z głowy, bo zdechła mu krowa, jedyna żywicielka rodziny. Szlochająca kobieta pokłada się z bólu na ściernisku, gdyż właśnie umarło jej dziecko. Wieśniacy biadolą nad pogorzeliskiem…

— Nie martwcie się, ludzie — mówi Narada — idę właśnie do bogów, to zapytam ich jaka jest wasza dola i niedola, i jak ułożą się wasze sprawy. Nie martw się, człowieku, sąsiad ma cielną jałówkę, odsprzeda cielaka za pół ceny! A ty, kobieto, nie obrażaj bogów próżnymi jękami. Rok nawet nie minie, gdy twe łono nosić będzie następne dziecko. I wy, wieśniacy, nie marnujcie sił na smutek. Już i z pomocą całej gospodarnej wsi, pobudujecie nowy dom. Tymczasem składajcie bogom kwiaty i palcie kadzidła, by zapach okadzał ich siedziby.

Idzie Narada dalej i widzi bogacza, który tańczy i śpiewa w ogrodzie. Wokół pełno pięknych kobiet, muzykanci grają, wino leje się z beczek, mięsiwo piecze na rusztach, a wszyscy weselą się. Bogacz wybiega przed dom i krzyczy:

— Ach, Narado, pewnie znów idziesz do bogów. Zapytaj, ile razy jeszcze będę musiał narodzić się na tym świecie! — i wraca do ogrodu pląsając radośnie.

Narada idzie dalej i widzi przy drodze jogina siedzącego nieruchomo w pozycji lotosu, a nad nim termity zbudowały domek. Znękanym od trudów ascezy głosem, mówi:

— O, Narado, dobrze, że idziesz do bogów. A zapytaj, ile razy muszę się jeszcze narodzić, zanim osiągnę wyzwolenie?

Po roku wraca Narada od bogów. Ludziom niepotrzebne są już nowiny, bo cielak stoi przed domem, kobieta kołysze do snu dziecko, a wieśniacy bielą ściany nowego domu. Pozdrawiają tylko Naradę skinieniem ręki.

Ale jogin znękanym głosem dopytuje o swe wyzwolenie, nie chce cierpienia nowych narodzin. Narada opowiada:

— Wiesz, joginie, bogowie rzekli, że nim osiągniesz wyzwolenie, będziesz musiał narodzić się jeszcze ze dwa-trzy razy.

Jogin tak się zezłościł, że zapomniał o ahimsie i wstając zburzył domek termitów, niepomny, iż przez tyle lat pomagały mu one w utrzymaniu spokoju medytacji. Ruszył przed siebie, bardzo zły.

„Och, człowieku, człowieku, potrzebujesz jeszcze wiele, wiele narodzin, by zrozumieć dharmę!” — pomyślał Narada.

A bogacz tańczy i śpiewa, zaprasza Naradę do swego ogrodu. Pyta o przyszłe życie. Narada opowiada:

— Czy widzisz tam przed domem drzewko tamaryszku? Bogowie rzekli, że narodzisz się tyle razy, ile jest listków na tym drzewie!

— Och, jak cudownie! Co za szczęście! Jak wspaniale! — krzyknął bogacz, poszedł złożyć kwiaty bogom w domowej świątynce i rzucił się w krąg tańczących kobiet.

„Ty, człowieku, już jesteś wyzwolony!” — pomyślał Narada i poszedł swoją drogą.