Jacques Vigne

Jacques nazywa siebie sadhaką, samotnym mnichem, podążającym własną ścieżką duchową.

Od wielu lat prowadzi samodzielną praktykę, ukierunkowaną i wspomaganą przez mistrza duchowego.

Nie jest wyznawcą żadnej religii (zwłaszcza hinduizmu), nie jest katolikiem, buddystą ani ateistą, nie należy do żadnego kościoła, stowarzyszenia, zrzeszenia, organizacji, partii, klubu. Nie jest opętany szczególną misją ani ideą naprawiania świata, nie jest trybunem jednej myśli. Jest kaiwaljasinem, wolnym od wierzeń, dogmatów, przesądów i innych treści ideologicznych, religijnych, politycznych i społecznych, uwalnia się od uprzedzeń, iluzji i marzeń o sobie. Samotny nie znaczy osamotniony, lecz samodzielnie myślący, nie podlegający żadnym autorytetom. Praktykuje prawdziwą niezależność umysłu.

Urodził się w 1956 roku, w samym sercu Paryża, na rue des Ecoles, naprzeciwko Sorbony.

Od najwcześniejszego dzieciństwa otoczony był kulturą chrześcijańską i zawsze w szczególny sposób pociągało go życie monastyczne. Ojciec, rozmiłowany w greckim antyku, cenił średniowieczną Francję, kochał Indie, uprawiał hata jogę. Tak wspomina swego ojca: siedzi w pozycji kwiatu lotosu i pochyla się nad ryciną człowieka mistycznego Leonarda da Vinci. Matka wychowała dziewięcioro dzieci, a w wieku 40 lat rozpoczęła studia sinologiczne — dziś jest uznanym znawcą oryginalnych, starych przepisów kuchni chińskiej. Syn podziwiał to późne powołanie-rozpoznanie, za którym poszła: „Une etrange vocation tardive”, „Jakie ciekawe spóźnione powołanie!” Jeden z braci założył i prowadzi w Paryżu chorał gregoriański o światowej renomie.

Jacques przez dwa lata studiował matematykę i fizykę teoretyczną, ale przedmioty te nic mu nie mówiły o człowieku, wybrał przeto medycynę, którą po siedmiu latach studiowania zakończył rozprawą na temat medytacji. Specjalizację z psychiatrii zdobywał w szpitalach paryskich, między innymi w słynnej kuźni talentów psychoanalitycznych, w La Salpetriere, gdzie swego czasu wykładał Charcot, Janet i Freud. Ważnym ogniwem była praca w Algierii — zainteresował się tam mistyką islamu, a sufi, których spotkał, mieli wielki wpływ na późniejsze zainteresowania zawodowe. Studia akademickie zakończył ostatecznie w 1986 roku pracą z psychiatrii na temat mistycznego obłędu i sposobów jego leczenia metodami tradycyjnymi, na przykładzie życia dwóch mistyków — muzułmańskiego sufi i indyjskiego jogina.

Do Indii przyjechał w 1985 roku na studia filozofii i sanskrytu w Banaras Hindu University w Waranasi, korzystając ze stypendium rządu francuskiego. Spotkał Swami Widżajanandę, francuskiego lekarza, ucznia Ma Anandy Mayi i ten pobyt u stóp mistrza okazał się kresem poszukiwań i początkiem własnej drogi duchowej. Wybrał tradycję wedanty, nie-dwoistości. Osiadł na wiele lat przy aszramie Ma Anandy Mayi w Kankhal koło Rishikesh, by pracować pod kierunkiem mistrza. Choć przebył paroletnie odosobnienie w pustelni Almora w Himalajach, to nigdy nie zerwał kontaktów ze światem ani z przyjaciółmi — specjalnie dla nich od czasu do czasu „schodzi z gór”.

Spotkałam go po raz pierwszy w 1989 roku w Waranasi i miałam to szczęście, że Jacques wybierał się właśnie w podróż do paru aszramów, by dopracować pewne szczegóły do mającej się ukazać pracy porównawczej o indyjskich guru i europejskich terapeutach. Po prostu zabrałam się z nim w tę podróż.

To była dla mnie klasyczna inicjacja i, co tu gadać, nigdy więcej w życiu nie odbyłam tak wspaniałej pielgrzymki. Jacques okazał się wspaniałym nauczycielem i przewodnikiem, to dzięki niemu poznałam jakieś tam podstawy indyjskiej religii i filozofii i zaczęłam coś niecoś pojmować z wielkich Indii. Odwiedziliśmy niezwykłych ludzi, a najważniejszym dla mnie było spotkanie ze Swami Widżajanandą — szczęśliwy los dozwolił mi usiąść u stóp mistrza i powracać doń wielokrotnie.

W 1996 roku Jacques odwiedził Polskę: w Krakowie przeprowadził serię zajęć w Szkole Gestalt, a w Katowicach — w Ośrodku Leczenia Odwykowego na temat leczenia uzależnień.

Widziałam się z nim w Kankhal, w maju 2006 roku, po mojej pielgrzymce na świętą górę Kailasę. Rozmawialiśmy, to znaczy wymieniliśmy parę informacji ogólnych na nieistotne tematy, po czym… milczeliśmy ze sobą przez parę godzin. Po raz pierwszy w życiu nie miałam nic do powiedzenia, a tyle do milczenia, cudownego, wspaniałego milczenia w głębokim braterstwie duchowym.

Od marca 2007 do lutego 2008 Jacques odbył wielkie tournee po Francji i Włoszech, odwiedzając praktycznie wszystkie zaprzyjaźnione ośrodki terapeutyczne, szkoły jogi i medytacji, domy rozwoju wewnętrznego, dzieląc się z innymi swym pięknym doświadczeniem. I znów, od kwietnia 2008, zaszył się w swej ulubionej aszramie w Almora, a może nawet wyżej w pustelni Dhaulchina w Himalajach indyjskich i patrzy na świat z wysokości 7000 metrów, a przed nim roztacza się bajeczny widok na Nanda Devi, najwyższy szczyt Indii. Mówił, że chce medytować przez parę dobrych lat.

Le maître et le thérapeute to pierwsza publikacja, wydana przez Albin Michel w 1991 roku, owoc pięciu lat badań, ukończonych dysertacją doktorską. Jest to prowokujące i bardzo krytyczne wobec współczesnych europejskich terapeutów dzieło, porównujące rolę i znaczenie mistrza duchowego i terapeuty. Guru spotyka osoby wyjątkowo zdrowe psychicznie, gdyż świadome swego rozwoju duchowego i (w Indiach) dążące do wyzwolenia, natomiast terapeuta spotyka osoby o umyśle zagubionym, niekiedy zaburzonym patologicznie, „pacjentów” nieświadomych swego duchowego potencjału i jego umysł zostaje zainfekowany, skażony. Autor przejechał całe Indie wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu autentycznych mistrzów duchowych, opisuje ich pracę z uczniami, a także ostrzega przed tymi, których nie sposób obdarzyć zaufaniem ze względu na drobne, nieczytelne dla profana, patologie. Jest to pozycja wyjątkowa, gdyż pozwala nauczyć się rozróżniać dobrego terapeutę od hochsztaplera, mistrza terapii ducha od rzemieślnika umysłu i ciała, guru od szalbierza zgubnych idei, osobę świętą od wariata. Książka nie została przetłumaczona na język polski ze względu na blokadę silnych środowisk psychoterapeutycznych.

Druga praca to Eléments de psychologie spirituelle (1993), gdzie autor wyznacza grubą kreską granicę oddzielającą psychologię od duchowości i wyraźnie pokazuje co przynależy do sfery psyche i nie jest jeszcze duchowością, a co przekracza psyche i wskazuje na dotarcie, choćby znikome, do sfery ducha. Publikacja jedyna w swoim rodzaju. Wydanie polskie Wprowadzenie do psychologii duchowej, przekład Danuta Orlewicz, wydana przez Jacek Santorski & CO, Agencja Wydawnicza, Warszawa 1995.

Méditation et psychologie, soigner son âme, wydana przez Editions Albin Michel, S.A.,1996, w serii Spiritualités Vivantes, Collections dirigeés par Jean Mouttapa et Marc de Smedt, jest jeszcze głębszym studium na temat psychologii i jej ograniczeń. To nie tyle apologia medytacji, co „matematycznie” przeprowadzony dowód jej skuteczności.

We wrześniu 2003 ukazała się u tego samego wydawcy La mystique du silence, Mistyka ciszy. Owoc paroletniego odosobnienia w aszramie Almora w Himalajach.

Dwie prace pozostają nieopublikowane, pierwsza to Inde interieure. Aspects du joga, de l'hindouisme et du bouddhisme, Indie wewnętrzne, aspekty jogi, hinduizmu i buddyzmu, ukazująca wciąż nikłe zrozumienie przez umysł europejski filozofii i religii hindu i wszelkie wypływające stąd nieporozumienia. Już tytuł podkreśla tę dychotomię — jeśli Europejczycy znają Indie to najwyżej zewnętrzne, podczas gdy nie mają bladego pojęcia o Indiach wewnętrznych. Pozostająca w maszynopisie praca Violece et monoteisme. Le point de vue de la psychologie, de l'hindouisme et du bouddhisme, Przemoc a monoteizm, punkty widzenia psychologii, hinduizmu i buddyzmu, dotyczy polityki i szeroko pojętego życia doczesnego. Jacques porusza w niej najważniejszą kwestię naszych czasów, a mianowicie terroryzm, fanatyzm i agresję religijną. Stawia dramatyczne pytanie: dlaczego religie monoteistyczne (judaizm, chrześcijaństwo, islam) mówiące tak wiele o miłości, wciąż się wzajemnie zwalczają i mordują wyznawców innych religii. Książka tak nowatorska i kontrowersyjna w swej wymowie, że nawet paryski niezależny Albin Michel waha się czy rzucić ją na księgarskie półki…