Romain Rolland

La vie de Ramakrishna, biografia mistyka żyjącego w Bengalu w XIX wieku, napisana przez francuskiego Pisarza, była moją pierwszą książką na temat Indii. Czytałam ją na wakacjach roku 1978, kiedy było zimno, szaro i padał deszcz. Ale ja miałam wypieki na twarzy i po raz pierwszy w życiu poczułam palące słońce Indii. Z kart opowieści bił jakiś magiczny żar, jakiego nigdy wcześniej nie doznałam przy żadnej lekturze. Niewiele wtedy rozumiałam, ale ta roztaczająca się wokół mnie magia słów i prawda bijąca od niezwykłej osoby Hindusa, pozwoliła mi unieść wzrok ku przestrzeni ducha. Także po raz pierwszy w życiu. I nie o zrozumienie wtedy chodziło, lecz o przekroczenie granicy między znanym i nieznanym, o błahe drgnięcie świadomości pragnącej czegoś wyższego, jeszcze ukrytego i niewysłowionego. Postać Ramakrishny jest ucieleśnieniem tego „czegoś”, a Pisarz zdołał opowiedzieć o nim z takim zachwytem, że bez wahania podążyłam za „tym”.

Na tej kultowej swego czasu księdze wychowało się parę pokoleń Francuzów, a wśród nich — Andre Malraux, Alain Danielou, Jacques Vigne, Arnaud Desjardins, Jacques Dupuis, Catherine Clement, Guy Deleury, Madelaine Biardeau, Daniel Roumanoff, Guy Sorman i inni. To dzięki nim wszystkim stałam się miłośnikiem Indii.

Romain Rolland był zafascynowany sztuką teatralną i muzyką na długo przedtem zanim spotkał Rabindranatha Tagore, a przecież podobnie jak bengalski Poeta pragnął kształtować u przychodzącego do teatru widza wrażliwość na dobro, piękno i prawdę. Opiewał świat pokoju i braterstwa zamiast nienawiści na długo przedtem zanim spotkał Mahatmę Gandhiego i poznał jego ideały non-violence i nieposłuszeństwa obywatelskiego. Zbulwersowany zmierzchem Europy wskutek wybuchu bratobójczej I Wojny Światowej, przeciwstawiał się agresji, podobnie jak Gandhi, jedyną możliwą bronią — nieustępliwym głoszeniem pacyfizmu i wzajemnego szacunku między narodami. Za manifest przeciwko tej wojnie, Au-dessus de la mélee, Wyżej niż zamęt, oraz za Jana Krzysztofa, otrzymał w 1915 roku literacką Nagrodę Nobla. Pisarz spotkał się z Rabindranathem Tagore i Mahatmą Gandhim w 1931 roku w Szwajcarii, gdzie mieszkał na emigracji.

Kult bohatera i koncepcja heroizmu humanistycznego kazała mu zająć się wielkimi osobowościami swoich czasów. Uważał, że każda wybitna jednostka jest heroiczna, gdyż w osamotnieniu przeciwstawia się całemu światu, by urzeczywistnić nowe ideały. Na barki geniusza spada brzemię odpowiedzialności za ten świat, a jeśli w swe życie uda mu się tchnąć ducha, to zmieni go na lepsze. Muzyków i poetów miał również za herosów, których dobywane z nicości partytury muzyczne i kaskady słów otwierają bramy sfer niebiańskich. Biografie z cyklu Żywoty sławnych mężów obrazują wiarę w człowieka i jego niezłomną „zaczarowaną duszę” — w Życiu Michała Anioła zdołał ukazać w sposób metaforyczny mękę wykuwania kamienia dla wydobycia istoty rzeźby, a w Życiu Beethovena — cierpienie duszy trudzącej się w procesie zapisu muzyki.

Romain Rolland, przyjaciel Indii

Pasja poznawcza, ale także rozczarowanie wojną, skierowały go ku Indiom, a owocem przemyśleń na temat wciąż nieosiągalnych w Europie idei pacyfistycznych była biografia Mahatma Gandhi (1924). Panteizm i wieczne poszukiwanie drogi do prawdy zaprowadziły go do wciąż żywej indyjskiej duchowości, którą podziwiał w L'Inde vivante (1929), a życie bengalskiego mistyka, przedstawione w Vie de Ramakrishna (1929), ucieleśniało w jego oczach ideał człowieka religijnego żyjącego wyżej niż zamęt banalnych ludzkich myśli i spraw. W biografii Vie de Vivekananda (1930) przedstawia zaś żywą realizację ideału jogina, który podejmuje działanie na rzecz zbliżenia wszystkich światowych religii.

Za ów wysiłek zrozumienia nieznanej kultury i cywilizacji, za udostępnienie jej czytelnikowi europejskiemu, wybitny francuski orientalista, Paul Masson-Oursel oddaje hołd Pisarzowi w książce Romain Rolland, ami de l'Inde.

Żadna z powyższych biografii nie została przetłumaczona na język polski, co jest niepowetowaną stratą, dziś już prawie niemożliwą do nadrobienia. Autorytet laureata Nagrody Nobla przygasł, jeśli w ogóle w Polsce przedwojennej zajaśniał, nie zdoławszy rozświetlić ani odrobinę naszych mroków Indii.