Matka Teresa

Urodziła się w Skopje, stolicy Macedonii, jako córka zasobnego albańskiego sklepikarza, miała szczęśliwe dzieciństwo. W wieku osiemnastu lat wstąpiła do zakonu misjonarek Sióstr Loretańskich. Nowicjat przebyła już w Indiach, a następnie przez dwadzieścia lat uczyła geografii w St. Mary College w Kalkucie. W 1948 roku, za zgodą papieża Piusa XII, opuściła szkołę, wystąpiła z klasztoru i do końca życia pozostała zakonnicą niezrzeszoną.

Zamieszkała w slumsach w Kalkucie zajmując się bezpośrednio ludźmi umierającymi oraz niechcianymi, opuszczonymi dziećmi. Następnie dla tych porzuconych na ulicy dzieci założyła szkołę, zwyczajem indyjskim zbierając fundusze-datki od zwykłych, często bardzo ubogich osób. Lecz z czasem coraz więcej datków przybywało od ludzi zasobnych.

Pozwolono zająć jej starą, nieczynną świątynię poświęconą bogini Kali, która symbolizuje Matkę wszechświata, Dawczynię Życia i Śmierci. Była bardzo szczęśliwa, że tam mogła przyjmować nędzarzy, z których wielu umarło na jej rękach jako ludzie kochani. Matka Teresa uważała, że najgorsze jest poczucie bycia niechcianym, niekochanym i że jedynym lekarstwem, które może uleczyć tę nędzę jest nieskończona miłość. W 1952 roku otworzyła pierwszy „Dom dla Umierających Nędzarzy”.

Podążyły za nią młode dziewczęta, często z szacownych rodzin braminów. Kandydatka na Siostrę musi spełniać wyznaczone przez Matkę cechy i posiadać: Zdrowe ciało i umysł. Umiejętność zdobywania wiedzy. Dużo zdrowego rozsądku. Radosne usposobienie. Ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Posłuszeństwo oznacza wolność. Anne Bancroft, Współcześni mistycy i mędrcy, str.215

Matka Teresa codziennie rano oddawała się medytacji, gdyż bez medytacji-modlitwy nie mogłaby utrzymać mocy działania, ani radości, ani zdrowego rozsądku. Uprawiała jogę, przyczyniając się do zaakceptowania nauk jogi w Kościele katolickim jako techniki pozwalającej pogłębić indywidualne doświadczenie religijne i poznać samego siebie.

O swojej pracy mówiła, że to nie dobroczynność (takie słowo nie istnieje w językach indyjskich), lecz miłość akceptująca, bhakti. Bardzo indyjskie w jej pracy było wyrażanie miłości poprzez dotyk — dotknięcie zbolałego ciała biedaka czy chorego na trąd wymaga od Sióstr niezmierzonych pokładów miłości i pełnej akceptacji, ale też wysokiej świadomości i wiedzy psychologicznej. Całkowite poddanie się woli Boga, bez oceniania i nawet bez rozumienia tego, dlaczego zostało się powołanym, działanie na rzecz drugiego człowieka, przekroczenie własnego Ja oraz ułudy świata wewnętrznego na rzecz realności świata zewnętrznego w całej jego nędzy i brutalności — oto droga Matki Teresy i jej Sióstr.

Jest rzeczą charakterystyczną, że młoda Matka Teresa (zawsze tak ją nazywano, nawet w młodości) umiejętnie wykorzystała w sensie organizacyjnym całe indyjskie środowisko, w którym zaczęła pracować. Aszram pomagali jej zakładać ludzie ze slumsów, potem nauczyciele i lekarze środowiskowi, najpierw małe organizacje, a następnie wielkie korporacje i zrzeszenia. Dziś na Dom w Kalkucie przychodzą fundusze z całego świata, z Watykanu i z ONZ, od Jimmy Cartera i królowej Elżbiety, fundacja księżnej Diany nie zaprzestała słać pomocy finansowej. Lecz dawniej, kiedy znana była tylko w slumsach w Kalkucie, pieniążki płynęły cienką strużką, uzbierane z maleńkich okrągłych lub kwadratowych paisa — zapomniano już o niezwykłej solidarności indyjskich biedaków! Nawet dziś, w każdym pociągu najwięcej najmniejszych pieniążków ofiarują biedacy biedakom w przedziałach trzeciej i czwartej klasy!

Śmiem twierdzić, że Matka Teresa nie miałaby żadnych szans na zrealizowanie siebie w Europie… Indie ją powołały i były jej powołaniem, a bogiem prowadzącym, iszta devatąJezus. Jej ciało jako dżiwanmukty, wyzwolonej za życia, zostało pochowane (a nie spalone) w grobowcu w Domu w Kalkucie, do którego zmierzają pielgrzymi różnych wyznań i religii. W Indiach na długo przed śmiercią uważano ją za świętą, holy woman. Nikt nie pamięta, że pochodziła z Europy, wszyscy mają ją za hinduskę — tak mocno zintegrowała się z duchowością Indii.

Dzień 15 sierpnia 2002 roku, w którym Jan Paweł II konsekrował swą ostatnią mszę na krakowskich Błoniach, spędziłam w towarzystwie Kumara, mego indyjskiego przyjaciela. Kiedy przed podróżą żegnał się z rodzicami, poprosili go, by odprawił za nich modlitwę w świętym mieście Krakowie (sądzili, że Jan Paweł urodził się tu). Cieszyli się wielkim szczęściem syna — spotkaniem świętego męża, zobaczeniem go na własne oczy, darśaną.

Kiedy Jan Paweł II przejeżdżał pod oknami mojego mieszkania na Dębnikach w Krakowie, twarz Kumara promieniała olśnieniem — on widział człowieka świętego. My pozostali widzieliśmy wielkiego papieża, wielkiego Polaka, widzieliśmy ukochanego przez studentów Karola Wojtyłę, także filozofa i wielkiego myśliciela naszych czasów. Nie widzieliśmy jego świętości. Tylko Kumar miał absolutną pewność, że widzi świętego.

Na Błoniach wokół ołtarza były namalowane postacie — Jan Paweł II otworzył proces beatyfikacyjny zakonników, którzy zginęli zamordowani przez nazistów.

Kumar zapytał, kim oni są. Odpowiedziałam — Czekają na proces kanonizacyjny, by zostać świętymi.

Kumar nie zrozumiał. Zapytał — Ale oni są świętymi czy nie?

- Zostaną, tylko Kościół musi ustalić ich świętość w procesie kanonizacyjnym.

- Ciągle nie rozumiem, czy to są święci mężowie, nauczyciele? Czy to wasi święci?

- Będą, gdy Kościół w Rzymie uzna ich za świętych. Podobnie jak Matka Teresa z Kalkuty zostanie świętą, gdy zakończy się proces najpierw beatyfikacyjny, a następnie kanonizacyjny.

- Nie rozumiem. Przecież Matka Teresa jest holy.

- Tak, oczywiście — odpowiadam — Tylko wiesz, u nas musi być proces kanonizacyjny. Oni zbadają i ustalą. Ale na pewno ogłoszą ją świętą, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

- Jak to ogłoszą? Gdzie ogłoszą? Kto ma ogłaszać? Co w ogóle mają ogłaszać, przecież każdy człowiek wie, że ona była świętą kobietą. Całe jej życie świadczyło o jej świętości. Przecież wszyscy w Kalkucie i w całych Indiach wiedzą, że ona była holy woman. Nazywano ją Ma, tak jak naszą obecną wielką świętą Ma Amritanandę Mayi z Kerali. I tak jak Ma Anandę Mayi, która odeszła w 1981 roku.

- Tak wiem, kto to jest. I wiem, że w Indiach Matka Teresa była od dawna uważana za świętą. Ale u nas Kościół, i papież, i Rzym muszą ją dopiero ogłosić świętą, rozumiesz? Musi być proces.

- Jaki proces?

- Proces kanonizacyjny. Trzeba sprawdzić jej posłuszeństwo wobec Kościoła i całe jej życie.

- Była posłuszna swoim biedakom, żyła w ubóstwie i pokorze. Każdy to wie. Była świętą. Nic nie trzeba ogłaszać. Trzeba ją naśladować. U nas żyje wielu takich świętych, choć nie wszyscy są znani szerokiej publiczności.

- Ja wiem, Kumar. Ale u nas nie wszyscy uważają, że Matka Teresa była świętą.

- Była holy woman. Wszyscy w Indiach wiedzą, że otaczał ją nimb świętości. Wszyscy wiedzą, że była świętą. Bez tego, jak ty to nazywasz? Bez „procesu”.

Przyznałam mu rację i zmieniliśmy temat rozmowy.