Mahatma Gandhi

nazywany Mahatma, Wielki Duchem

Urodził się w zasobnej rodzinie kupców (wajsiów) w małym miasteczku w Gudżaracie. Rodzina wysłała go na studia prawnicze do Wielkiej Brytanii, gdzie spędził najsmutniejsze lata swego życia (bardzo cierpiał z powodu zimnego klimatu i braku wyżywienia wegetariańskiego). Karierę prawnika rozpoczął w Afryce Południowej (Natal) broniąc zrazu interesów swej kupieckiej dżati, a następnie, głęboko poruszony bardzo złym traktowaniem Indusów przez kolonizatorów, rozpoczął walkę o poprawę ich statusu społecznego. Pozostając bezwzględnie i bezgranicznie wierny raz przyjętym zasadom, zażądał tego samego od Indusów — najpierw zdobycie szacunku do własnej osoby, następnie zmianę poziomu świadomości (braminizacja) i dzięki temu zmianę spojrzenia na własny los, wreszcie — domaganie się sprawiedliwych praw dla społeczności. Osiągnięcie satyagrahy, siły prawdy, wymagało wprowadzenia w swoje życie dyscypliny i ascezy w sensie panowania nad emocjami i świadomością. Uważał, że tylko czyste życie upoważnia do walki o słuszne prawa. Nauczał oporu wobec niesprawiedliwości, ale przyjął żelazną zasadę niestosowania przemocy — ahimsę. Zasady te przyniosły zaskakujące rezultaty w budzeniu świadomości Indusów w Afryce i po powrocie do Indii, w 1914 roku Mahatma Gandhi zastosował je w walce z kolonizacją brytyjską. Znalazł natychmiastowe oparcie w silnych tradycją i moralnością wspólnotach wieśniaków, których status podniósł do rangi bojowników o wolność i demokrację. Anglików najbardziej zaskoczyła i zbiła z tropu metoda nieposłuszeństwa obywatelskiego oraz odniesienie się do etyki jako oręża działania politycznego. Siłą Mahatmy, półnagiego fakira, była jego nieprzewidywalność, a Anglicy obawiali się każdej akcji, gdyż nawet jeśli nie kończyła się jakimś realnym sukcesem politycznym, to Indusi integrowali się i podnosili poziom świadomości walki. Gandhi był wielokrotnie więziony przez Anglików, ale okresy odosobnienia znosił pogodnie i z pokorą, pracując nad dalszymi szczegółami akcji politycznej.

Uczestniczył w negocjacjach dotyczących odzyskania niepodległości — był żarliwym przeciwnikiem podziału Indii i podział ten uznał za swą osobistą porażkę (wspierane przez Anglików odłączenie się Pakistanu od Indii). Usiłował doprowadzić do zaprzestania konfrontacji na tle religijnym między muzułmanami i hindusami poprzez protestacyjne głodówki (uratował obie społeczności w Kalkucie i w Delhi), ale poległ ostatecznie na tym właśnie polu. W styczniu 1948 roku został zastrzelony przez hinduskiego fanatyka, który miał mu za złe obronę interesów muzułmanów w Indiach.

Mahatma Gandhi nie zwalczał systemu warnowego, wręcz przeciwnie, uważał, iż jest to jedna z najoryginalniejszych cech życia indyjskiego. Lecz potępiał jego niesprawiedliwości, przede wszystkim dyskryminację niskich warstw społecznych, jak na przykład fakt, że pariasi nie mogli wchodzić do świątyni hinduskiej, ani uczestniczyć w pudżach. Warny przeżywał i odczuwał dosłownie, tak jak powiedziano w jednym z hymnów Rigwedy: cztery warny, stany społeczne, powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń; z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Wierzył w siłę tego mitu, gdyż rozumiał jego głębokiego przesłanie — wzajemną współpracę poszczególnych grup społecznych, ich komplementarność, nie zaś hierarchię ważności, gdyż jedni nie mogą żyć i funkcjonować bez drugich, w tym znaczeniu stopy nie są gorsze od ust, a lędźwie od ramion. Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…

Był nie tyle orędownikiem równości, ile godności należnej każdej ludzkiej jednostce i każdej żyjącej istocie. Był bardziej moralistą niż prawnikiem, jego orężem zaś była etyka, a mniej — prawo.

Niektórzy politolodzy (Guy Sorman) widzą w nim jedynie nietypowego polityka, którego ideologia poruszyła masy i doprowadziła do wyrzucenia Anglików z Indii. Jednak Gandhi nie był ani politykiem, ani rewolucjonistą, ani działaczem politycznym. Był uosobieniem indyjskiego guru, Nauczyciela, mieszkał wszak w założonym przez siebie aszramie, i czerpał z niezgłębionej skarbnicy odwiecznej myśli wielkich indyjskich filozofów, nauczycieli i mistyków. Jeśli tak szybko zwrócono nań uwagę — Hindusi w Republice Południowej Afryki — to dlatego, że wszystko, o czym mówił, pieczętował czynem. Jego walka to nie zmyślne, wyrachowane działanie polityczne, lecz nieugięta postawa życiowa, walka prowadzona przede wszystkim ze sobą samym (braminizacja, trzeba wciąż pamiętać, że Gandhi nie był braminem). Mimo, iż spędził w Anglii parę dobrych lat i poznał angielskie maniery, nigdy nie był English gentleman (jak Nehru i Jinnah) i w jego myśleniu i zachowaniu nie było śladu wpływu Zachodu. Zresztą do całej cywilizacji Zachodu zachowywał znamienną nieufność.

Mówi się dziś w polityce o wielkim wpływie Gandhiego na świat i o jego szczególnej postawie politycznej (fr. gandhisme). Guy Sorman pisze, że C'est sans conteste la contribution contemporaine essentielle de l'Inde au monde

To bez wątpienia najistotniejszy wkład Indii dla współczesnego świata
Guy Sorman, Le genie de l'Inde, str.272.
Zresztą pamięta się dziś bardziej, że był półnagim fakirem stosującym zmyślne sztuczki polityczne przeciwko Anglikom, że był atletą wolności Catherine Clement bo choć drobnej postury i słabowitego zdrowia trenował siłę wewnętrzną (w codziennej dyscyplinie), że był guru i nauczał poprzez dawanie przykładu własnym życiem. Nie pamięta się, zwłaszcza w Indiach, o tym, że prowadził fachowe parlamentarne dysputy z wytrawnymi adwersarzami politycznymi.

Przedstawiam poniżej — dostrzeżone przez ludzi Zachodu — zręby jego nauki.

Niektórzy twierdzą, że jest to utopia niemożliwa do zrealizowania. Z całą pewnością nie przez całe społeczeństwo, ale na poziomie jednostki może być realizowana jako obrana dobrowolnie postawa życiowa, tak jak życzył sobie tego Mahatma Gandhi. Może stać się też sposobem walki społeczno-politycznej w określonych okolicznościach, jak wykorzystał ją wielki polski ruch Solidarności.

Przypomnijmy słynne stwierdzenie Marksa, które stało się podstawą nie tylko myślenia marksistowskiego, ale całego dzisiejszego europejskiego materializmu: Filozofowie dotychczas interpretowali świat. Chodzi o to, by go zmienić. Wprawdzie przekroczyliśmy marksizm, ale pokusa zmieniania świata i dostosowania go do naszego widzimisię pozostała. Według myśli indyjskiej zmienianie świata jest agresją i nadużyciem. Słowne proklamacje i deklaracje nic nie znaczą, a Gandhi nie wierzył w żadne doktryny i nie tworzył żadnej ideologii, gdyż wiedział, że rodzą się one w egotycznym umyśle, a poza tym są nietrwałe. Możliwe zaś do zrealizowania jest tylko to, co jest doświadczone, sprawdzone w realnym życiu przez jednostkę będącą na wysokim poziomie rozwoju oraz trwałe jak niekrzywdzenie, miłość, współczucie.

Gandhi jak najbardziej chciał zmienić indyjskie społeczeństwo, ale nie poprzez zmianę struktur, lecz zgodnie z tradycją indyjską poprzez oddziaływanie światłych jednostek i dawanie przez nich przykładu. Tylko poprzez wysiłek zmiany siebie, można zmienić świat. Zmieniając świat, nie zmienimy człowieka — jest dokładnie odwrotnie. Satyagraha, siła prawdy, możliwa jest do osiągnięcia tylko poprzez moralność i ascezę. Jego nieufność do zachodniej cywilizacji wynikała z obserwacji niespójności życia i myślenia jej ideologów — podwójna moralność Anglików, którzy u siebie stosowali szlachetne prawo i jednocześnie zgodnie z tym prawem wyzyskiwali Indusów, potwierdzała jego przypuszczenia o niskim poziomie etycznym Europy (II wojna światowa ugruntowała tę postawę).

W swym działaniu Mahatma Gandhi stosował z żelazną konsekwencją zasadę ahimsa paramo dharma, niekrzywdzenie najwyższym prawem.

Pochodzi ona od dżinistów, którzy mieszkali w małym miasteczku w Gudżaracie, gdzie się urodził i mógł obserwować stosowanie zasady niekrzywdzenia w praktyce życia codziennego. Pozostawał przez całe życie pod wielkim wpływem ich etyki. Także dżinistom zawdzięczał zamiłowanie do ascetyzmu uprawianego pośród ludzi, a nie w odosobnieniu, oraz strój — białe doti, zewnętrzną oznakę ahimsy. Taktyka biernego oporu, jaką przyjął w walce o niepodległość Indii, była zgodna z wyznawaną przezeń filozofią życiową. „Bierny opór” nie był więc tylko zmyślną „koncepcją” polityczną, lecz naturalną konsekwencją przyjętej raz na zawsze postawy życiowej.

Po raz pierwszy na szeroką skalę Mahatma Gandhi użył tej broni organizując słynny marsz solny w 1930 roku, by złamać narzucony przez Anglików monopol sprzedaży soli; wyruszył z aszramu Sabarmati w Ahmadabadzie do Dandii nad oceanem, gdzie zamierzał uwarzyć sól z wody morskiej, co było zabronione. Jego zwycięstwem było nie uwarzenie soli, lecz solidarność tłumu wieśniaków, którzy w niespotykanej liczbie poszli za nim.

Terminy takie jak obywatelskie nieposłuszeństwo, desobeissance civile, bierny opór i non-violence weszły na stałe do języka polityki, a polski ruch Solidarności znakomicie zastosował zasadę ahimsy w polskiej rzeczywistości. Najbliższe myśleniu Mahatmy były także polskie akcje Pomarańczowej Alternatywy: zamiast przemocy — inteligentne przechytrzenie przeciwnika.

W całym świecie głodówki protestacyjne stały się nowym i silnym orężem w walce politycznej przeciwko władzy. Osoby głodujące okazują niezwykłą odwagę cywilną, gdyż z miłości do innych wystawiają siebie na próbę — jest to bodaj najbardziej wschodni sposób zadbania o innych.

Dziś notuje się rozprzestrzenianie zasady non-violence, niestosowania przemocy, na cały świat oraz tworzy się świadomość uniwersalna, moralność ponadnarodowa, że pewnych rzeczy się nie robi, że nie wypada. Opinia światowa przymusza polityków do coraz wyższej etyki.

Łagodność charakteru Mahatmy Gandhiego, wrodzona i wyćwiczona w dyscyplinie codziennego życia, zwróciła na niego uwagę wszystkich kobiet. Kobiety brały ogromny udział w walce o niepodległość Indii. Nie dająca się już dziś ukryć androgynia jego myśli, w której dążenie do spokoju przeważało nad dążeniem do zwycięstwa za wszelką cenę, a zrozumienie drugiego człowieka (nawet Anglika) wykluczało zwalczanie go męskimi metodami, pozostaje postawą na wskroś indyjską. Bhakti, postawa miłości i łagodności nie jest tylko domeną kobiet, lecz także każdego indyjskiego guru i mędrca. Gandhi nie chciał Anglików wyrzucić z Indii, lecz wyprosić. Przeprowadzając głodówki protestacyjne wiedział, że wszyscy go tak bardzo kochają, że uczynią wszystko, byle tylko nie dopuścić do jego śmierci. Łagodząc konflikty religijne oparł się na tej miłości, a wszystkie strony, hindusi, muzułmanie i Sikhowie, ostatecznie ugięły się przed tą siłą kochania, zdolną wymusić na przeciwniku daleko idące ustępstwa.

Feminizacja świata nie znaczy, że światem mają rządzić kobiety (męskimi metodami), lecz chodzi o inne spojrzenie na świat, nie zawłaszczające i segregujące, ale współczujące i obejmujące jego nędzę. Feminizacja nie zawsze w Europie idzie w parze z kobiecością i rozwijaniem cech zwyczajowo uważanych za kobiece. Uprzejmość zamiast arogancji, ciche słowa zamiast krzyku, tłumaczenie zamiast dobitnego wykładania racji, sumowanie wartości, a nie wykluczanie, łagodność do siebie samego i do innych — oto cechy mędrca, a jednocześnie cechy typowo kobiece. Podobnie myśli i działa Dalajlama, przywódca duchowy Tybetańczyków. Także wewnętrzna dyscyplina współżycia z innymi, cecha kobieca, prowadzi do harmonijnej jedności w różnorodności, dewizy Indii współczesnych. Wiele osób, które w Indiach przebywały dłużej niż przez jedną wycieczkę turystyczną, wiedzą, jak bardzo Indie są kobiece.

Kiedy Mahatma Gandhi walczył o niepodległość Indii, był to bardzo biedny kraj, zniszczony ekonomicznie przez Anglików. A jednak w centrum jego nauki nie pojawia się idea wzbogacania się, lecz idea godności człowieka. W taki czy inny sposób, namawiał on raczej do samoograniczania się i skromności, niż do zdobywania majątku i bogacenia się za wszelką cenę. W pewnym sensie przywrócił wartość biedzie (nie głodowaniu), uznając ją za szlachetniejszą formą życia niż pogoń za dobrami materialnymi. Ten postulat skromności i godności, ascezy jako wolnego wyboru, wyrzeczenia się posiadania nadmiaru rzeczy materialnych jest również całkowicie indyjski, chociaż w dawnych wiekach rozwijała się jednocześnie trójmyśl artha — dharma — kama, wzbogacanie się — obowiązek — przyjemność.

W dzisiejszych czasach bieda-skromność nabiera szczególnej wartości, gdyż, jak się okazało, bogactwo nie uszczęśliwia człowieka, a zachłanność w zdobywaniu dóbr materialnych prowadzi do gwałtownego niszczenia planety z powodu rabunku zasobów naturalnych i przesłania inne aspekty życia. Prowadzi do niepokoju zamiast ciszy wewnętrznej, do zazdrości zamiast współczucia, do gonitwy zamiast wypoczynku, do chronicznego braku czasu zamiast radosnego przeżywania życia razem z innymi. Bieda (nie głodowanie) wzbudza w naszym świecie niezdrową pogardę i fałszywą ocenę powodów wyboru nadmiernej skromności, które myli się z nieudacznictwem życiowym. Tymczasem przyjęcie intratnej posady może wykluczyć artystyczny i cygański sposób życia, w którym posiadanie wolnego czasu i brak zwierzchnika nad sobą jest najwyższą wartością i bogactwem.

W nauce Gandhiego zawarte są podobne myśli, gdyż indyjski sposób życia zakłada posiadanie wystarczającej ilości czasu i spokoju na prowadzenie refleksji, na przykład regularnego uprawiania jogi i medytacji dla dobra wewnętrznego.

Guy Sorman, wielki teoretyk liberalizmu, zwraca uwagę na znakomicie zbudowaną, ale pustą wewnętrznie formę dzisiejszego państwa-narodu w Europie. Od idei państwa-narodu trzeba będzie odejść, gdyż ten obcy, inny, drugi, zwykły cudzoziemiec, niezwykły obcokrajowiec zaczyna mieszkać obok nas i ma nam do zaofiarowania prawdę tak samo ważną, jak nasza własna. Dotyczy to zarówno innych religii, jak innych sposobów odżywiania, ubierania się i zamieszkania. Braterstwo stało się polityczną koniecznością, a nie religijnym przykazaniem. Tolerancja to dzisiaj za mało, a tolerować drugiego człowieka nie może znaczyć „znosić go” (jak pijaka we własnym domu), lecz w pełni akceptować. Nie ma takiego drugiego kraju na świecie, gdzie akceptacja drugiego człowieka byłaby bardziej uwewnętrzniona niż jest w Indiach.

Dziś upadły już praktycznie wszystkie pomysły zbudowania nowego człowieka z zewnątrz — przez Kościół, socjalizm, Partię, komunizm, nazizm i nawet obecną edukację z jej jedynym, państwowym programem nauczania. Idea liberalizmu — połączenie wolności indywidualnej, państwa prawa, wolnego rynku i wolności słowa i wyznania — przeżywa triumf, ale na szczęście nie pretenduje do roli wykształcenia nowego człowieka. Dziś należy obawiać się bohaterów, zbawicieli i odkupicieli oraz władzy, która utraciła wartość jako taką. Zaznacza się również koniec podwójnej gry i dwulicowości autorytetów, które dotychczas co innego mówiły, a co innego robiły. Słynny Koniec historii (Francis Fukuyama), to przede wszystkim koniec ideologii, ustępujący przed ekonomią w czystej postaci i przed godnością. Oraz komunikacją indywidualną i zbiorową w czystej, nie zideologizowanej postaci dzięki Internetowi. Komputer i Internet jest dziełem dzieci-kwiatów, którzy w swej młodości uciekali do Indii i snuli się bez celu po jej drogach. Hippisi szukali „czegoś” więcej, „czegoś” dalej i wyżej, zaczynali od konopi indyjskich i zmienionych stanów świadomości po LSD, a znaleźli sztuczną inteligencję i komputer i zamieszkali w globalnej wiosce, porzucając państwo-naród.

Polityczna myśl Mahatmy Gandhiego powraca do nas jak bumerang, pomimo, a może właśnie dlatego, że jest na wskroś przesycona duchem religijnym. I choćbyśmy nie wiem jak krytykowali Indie, to okazuje się, że duchowości przetrwało tam więcej niż tu, i to w dodatku w państwie demokratycznym, któremu udało się wprowadzić najczystszą w świecie laicyzację. Gandhi niczego nie narzucał, lecz proponował. Warto przyjrzeć się jego propozycjom, jak zrobił to fenomenalnie Guy Sorman w Le genie de l'Inde. Mówi on, że „coś” zostało w Europie utracone. Tym czymś jest religijny w znaczeniu uświęcający siebie i innych aspekt życia, zawierający w sobie takie wartości jak niekrzywdzenie, miłość, odpowiedzialność i samokontrola. A także (zamiast europejskiej ego-logii) ekologię, uświęcenie przyrody ożywionej i nieożywionej oraz kobiece spojrzenie na świat.

Tyle otrzymaliśmy od Mahatmy Gandhiego.

na moich trasach: