Wielcy Mogołowie

1526-1707

Było ich sześciu, bynajmniej nie wspaniałych.
Tylko jeden miał przydomek „Wielki”, był też narkoman, homoseksualista i alkoholik.
Wszyscy jak jeden mąż przeszli do Historii. Właściwie — wtargnęli. Panowali 180 lat.
Pozostawili po sobie zgliszcza po tysiącletnich hinduskich świątyniach, ale także prosperujące szlaki handlowe.

Pochodzenie Mogołów jest do dziś nie rozwiązaną tajemnicą.
To Humajun nazwał dynastię — Wielcy Mogołowie. Mogli nazywać się Timurydami.
Ostatni z Timurydów zmarł w 1862 roku, w wieku 87 lat, na wygnaniu w Rangunie, przepędzony przez Anglików.

Byli sunnitami, a nie szyitami, jak ich sąsiedzi Saffarydzi, którzy panowali w ówczesnej Persji.
Stworzyli swoje własne Indie, zadziwiające rozmachem i różnorodnością.
Wśród mrowia hindusów, stanowili śmieszną mniejszość.
Państwo Wielkich Mogołów było znacznie większe niż imperium perskie czy tureckie.
Miało 3,2 mln kilometrów kwadratowych powierzchni, liczyło 100-150 mln mieszkańców.
Z ich potęgą mogli równać się tylko chińscy władcy z dynastii Ming.

Za ich panowania nastąpił w Indiach upadek niezależności wielu lokalnych, starożytnych państewek i formacji społecznych. Zaczęła się polityka pogromów hinduskich wiosek, nie przestrzegających twardego prawa islamu.

Wielcy Mogołowie nie wypracowali żadnego systemu przejmowania władzy — nie przyjęli zasady dziedziczenia tronu przez najstarszego syna. Śmierć władcy za każdym razem niosła ze sobą poważne zagrożenie integralności państwa, ale walki między braćmi i synami, otoczonymi przez kliki i partie, dawały arystokracji okazję do nowych nadań terytorialnych, prowincjom zaś możliwość uzyskania większej niezależności.

We wszystkich podbitych przez islam państwach — Syria, Palestyna, Persja, Egipt, Azerbejdżan, Armenia, Turkiestan, Irak, Bizancjum i zdobyty przez Turków w 1453 Konstantynopol — wszędzie islam zwyciężył jako religia. Jedynie Indie oparły się islamizacji. Co więcej, z licznych listów i traktatów ulemów z XVI wieku przebija strach przed utratą przez wspólnotę muzułmańską poczucia duchowej tożsamości. Wszyscy cesarze znali język hindi, a niektórzy kochali filozofię i religię hindu. Po śmierci Akbara podniosły głowę radykalne i ortodoksyjne ugrupowania muzułmańskie, które doprowadziły do ostrego podziału między dwiema największymi wspólnotami religijnymi subkontynentu. Od tamtego czasu do dziś antyhinduskie nastroje nie milkną, ale Indie obroniły wszystkie swoje religie.

Jeśli wcześniejsze najazdy muzułmańskie niszczyły od czasu do czasu, niejako po drodze, tradycyjne miejsca kultu hindu i buddyzmu w północnych Indiach, to Wielcy Mogołowie zniszczyli je metodycznie, systematycznie, programowo, fachowo i z premedytacją.

Przypomnijmy niektóre akta wandalizmu, wyraźnie skierowane przeciw hindusom:

  • 1526 zburzenie świątyni Ramy w Ajodhja, [Babur]
  • 1633 oficjalny zakaz małżeństw muzułmańsko-hinduskich, zakaz wznoszenia nowych i naprawiania starych hinduskich świątyń, rozkaz wyburzenia świątyń hinduskich wzniesionych za panowania Akbara, nakaz wyburzenia wielkich świątyń w Waranasi, [Szahdżahan]
  • 1659 zakaz stawiania nowych świątyń hinduskich, [Aurangzeb]
  • 1664 zakaz reperowania starych świątyń hinduskich
  • 1665 zburzenie świątyń hinduskich w Gudżaracie
  • 1667 zakaz obchodzenia najważniejszych świąt hinduskich, holi i diwali
  • 1668 pierwsze pogromy wyizolowanych grup hinduskich
  • 1669 zburzenie świątyń hinduskich w całym państwie; zwolnienie kupców muzułmańskich z opłat celnych
  • 1679 ponowne wprowadzenie dżizji, podatku od niewiernych
  • Kiedy zmarł Aurangzeb w 1707 roku, imperium nie rozpadło się w ciągu jednego dnia, a Indie nie pogrążyły się w anarchii. Władza cesarska zaczęła stopniowo przechodzić w ręce lokalnej szlachty i miejscowych możnych. Tworzyły się nowe, niezależne formacje polityczne pod wodzą silnych jednostek — hinduskie malownicze królestwa w Radżputanie pod panowaniem ranów, radżów i maharadżów, olbrzymie państwo Majsur trzymane pod butem Sułtana Tipu, Bengal pod zarządem bajecznie bogatych nababów, dawnych urzędników mogolskich… Kompania Wschodnioindyjska panoszyła się po kontynencie i w połowie XVIII wieku zdobyła orężem swe pierwsze posiadłości w Bengalu i w okolicach Madrasu. Zawierała porozumienia z miejscowymi elitami wykorzystując siłę militarną, naciski gospodarcze, lisią politykę i podstępne intrygi, a przede wszystkim słynną rzymską zasadę imperialną dziel i rządź. Angielskie imperium po mistrzowsku wykorzystało wszystkie stare napięcia zrodzone z wcześniejszych konfliktów między hindusami i muzułmanami aż do rewolty śipajów włącznie, utrzymując i podkreślając różnice, rozdrapując stare rany i podkreślając naturalny rozdźwięk między dwoma religiami.

    Jeśli Wielkim Mogołom poświęcam tak dużo miejsca, to dlatego, że wszystko co stworzyli, zbudowali i zorganizowali trwa do dziś jako „indyjskie”. To zaś, co zburzyli i okrutnie wytrzebili, trwa jako ból, brak i tęsknota. „Hinduska” tęsknota za własnymi wielkimi czasami. A przecież niejedna ich epoka była heroiczna.

    Dlatego Arthur L. Basham zatrzymuje się w opisie Indii właśnie na roku 1526, a swemu dziełu nadaje podtytuł The Wonder That Was India - (Ten cud, jakim były Indie).

    Dzisiejsze Indie podnoszą się dopiero ze wstrząsu, jakiego doznały w 1526 roku.

    Anglicy umiejętnie wykorzystali słabość Indii po mogolskiej okupacji i od 1707 roku wypełniali próżnię po władzy centralnej. Zdołali, jak wiadomo, świetnie przejąć cały handel, to znaczy wywóz wszystkich cennych towarów. Chwała im za to, że w swej indyferencji religijnej nie przeszkadzali odbudować religii hindu. Choć złupili Indie doszczętnie, nie został po nich żaden ślad, z wyjątkiem języka angielskiego.

    Po Wielkich Mogołach zostali muzułmanie ze specyficzną pamięcią swych wielkich i chwalebnych lat, czasem niestety krwawo domagający się przywrócenia utraconego znaczenia i władzy.