Wellington

Zdobył w Indiach reputację zarówno jako wódz, jak i administrator. Zostawił po sobie przykład bez precedensu, nie spotykany ani wśród oficerów brytyjskich, ani cywilnych urzędników — przykład uczciwości, przyzwoitego traktowania krajowców, bezwzględnosci w ściganiu nieróbstwa i nieumiejętności. W sprawach wojskowych wprowadził zmiany rewolucyjne — zaopatrywanie wojska w pochodzie od lokalnych dostawców, dyscyplinę i szybkie manewry, dbałość o żołnierza. Doprowadził wojsko angielskie do niespotykanego przedtem stanu sprawności.

Urodził się 1 maja 1769 roku w zamku Dungan w irlandzkim hrabstwie Westmeath, w rodzinie anglo-irlandzkiej. Był rówieśnikiem Napoleona, którego pokonał pod Waterloo. Stwierdził, że: Niewiele brakowało, tak niewiele, jak jeszcze nigdy… I klnę się na Boga, że nie dalibyśmy rady, gdyby mnie tam nie było.

Pod pozorami luksusu na zamku Dungan panował niedostatek, więc jego ojciec, lord Mornington, sprzedał w końcu dobra za długi i przeniósł rodzinę do Londynu. Arthur został wysłany do słynnego Eton College. Ze szkoły wyniósł jedynie zamiłowanie do muzyki — przez całe życie grał dobrze na skrzypcach. O karierze wojskowej syna zadecydowała matka, umieszczając go w akademii oficerów kawalerii w Angers, we Francji. W 1787 uzyskał dzięki protekcji brata, lorda Morningtona, szarżę oficerską, następnie został kapitanem kawalerii i adiutantem gubernatora Irlandii. Od młodych lat cechowała go swoista prostota i uczciwość. Ale zwyczajem tamtych czasów kupił stopień podpułkownika i dowódcy jednego z regimentów. Szybko podniósł dyscyplinę żołnierzy, walczył o odpowiedni ekwipunek, dbał o wystarczające wyżywienie i sprawił, że 33-ci regiment zebrał same pochwały i był najlepiej wymusztrowanym i najsprawniejszym w całej Irlandii. W roku 1796 trafia mu się możliwość dalszego doskonalenia rzemiosła wojskowego — 33-ci regiment otrzymuje rozkaz wyjazdu do Indii.

Na pokład statku zabrał biblioteczkę dzieł o Indiach, studiował historię i położenie kraju, przeczytał sprawozdania z dawniejszych kampanii indyjskich — brytyjski oficer podejmujący inteligentne i systematyczne przygotowania do odpowiedzialnych obowiązków to była w tamtych czasach rzadkość. Dnia 17 lutego 1797 roku pułkownik Wellesley przypłynął ze swym 33. regimentem do Kalkuty.

W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.

Sułtan Tipu formował oddziały piechoty na modłę europejską, były one zresztą ćwiczone i musztrowane przez angielskich żołnierzy wziętych do niewoli. Zaniedbał jednak najważniejszą siłę własnych wojsk — indyjską lekką kawalerię. Wszędobylska i nieuchwytna na świetnych wierzchowcach i zręczna w wojnie podjazdowej, potrafiła jak żadna inna formacja wojskowa niszczyć dostawy żywności i nękać tyły przeciwnika.

Gubernator generalny groźbami i pochlebstwami nakłonił nizama z Hajdarabadu do odprawienia ze służby francuskich oficerów i oddania dobrze wyćwiczonych oddziałów piechoty do dyspozycji Brytyjczyków oraz zapewnił sobie neutralność Mahadżi Szindy w wypadku wojny z Sułtanem Tipu. Władcy indyjscy rywalizowali i kłócili się między sobą, a Anglicy zgodnie z zasadą divide et impera podsycali te waśnie.

Wellesley dysponując oddziałami sipajów i Anglików awansował na dowódcę dywizji.

Pierwszym punktem programu było zmiecenie z powierzchni ziemi wojsk Sułtana Tipu, który na swą główną kwaterę obrał Seringapatam, piętnaście kilometrów od Majsuru. Armia brytyjska składała się z 20 tysięcy Europejczyków i sipajów pod naczelnym dowództwem generała Harrisa. Wojsku towarzyszyło 200 tysięcy ludzi z obsługi, 120 tysięcy wołów, niezliczone stada osłów, wielbłądów, koni i słoni. Do tego wędrującego miasta, które posuwało się 20 kilometrów dziennie, przyłączył się nizam z Hajdarabadu z siłami 16 tysięcy wojowników, oddając swe siły pod komendę Arthur Wellesleya. Sułtan Tipu posiadał zaś 33 tysiące dobrze wyćwiczonej piechoty, 15 tysięcy jazdy i znaczny ciąg artylerii. Przystępując do ataku na bagnety, Arthur Wellesley rozstrzygnął pierwsze starcie na korzyść Anglików.

5 kwietnia 1799 roku pod murami Seringapatam rozpoczęto oblężenie, które trwało 20 dni.

Do szturmu doszło 4 maja pod dowództwem generała Bairda, więźnia Sułtana Tipu, ziejącego nienawiścią i żądzą zemsty. Według ludowej opowieści, ktoś zdradził i otworzył niewielkie drzwi, prowadzące na zewnątrz fortecy, przez które sułtan chciał uciec. Zginął na miejscu, pod murami swojego miasta, zamordowany przez nieznanego osobnika. Ciało znaleziono parę dni później, a uroczysty muzułmański pogrzeb został odprawiony przez Wellesleya, który także zaopiekował się rodziną i haremem Sułtana Tipu.

Żaden chyba dom nie uchronił się od rabunku — pisze Wellesley. — Nasi żołnierze, sipaje i ludzie towarzyszący wojsku sprzedawali później na bazarach obozowych klejnoty wielkiej ceny, sztaby złota i przedmioty artystycznego kunsztu.

Wellesley został dowódcą miasta — płacił za kwatery i za prowiant dla wojska, przyzwoicie traktował podbitą ludność. Bez chwili wahania wysłał do miasta swój słynny 33. regiment w charakterze żandarmerii. Powywieszał największych gwałtowników i rabusiów, innych wychłostał, chciał wzbudzić zaufanie do rządów angielskich. Zdołał ocalić spichlerze, pałac i skarbiec, fabrykę prochu i wielkie zapasy amunicji, zdjął z murów miasta i zachował 1200 dział armatnich. Mieszkańcy wrócili do swoich zajęć i do pracy w warsztatach, a mężowie stanu Sułtana Tipu — na stanowiska. Naprawiono uszkodzone podczas oblężenia mury, odbudowano zrujnowane domy, ochroniono królewskie grobowce. Wellesley zadbał o nowe stroje dla kobiet z zenany pałacu Sułtana Tipu.

Zorganizował i modelowo przeprowadził wyprawę przeciwko słynnemu rozbójnikowi Dhundiah Wagh, plądrującemu okolice. Najtrudniejszym manewrem było przejście przez dżunglę na granicy państwa Marathów i Majsuru. W lipcu 1800 padła główna forteca, po czym wymordowano 5 tysięcy ludzi. Wellesley wpadł do wioski na czele jazdy wprost na obóz, wycinając zabijaków jedną wspaniałą szarżą. Poniósł go bojowy entuzjazm, na który nigdy już więcej sobie nie pozwolił — po raz pierwszy i ostatni poprowadził osobiście atak jazdy konnej. Docenił wartość partyzantki, z której później chętnie korzystał.

Zaopiekował się czteroletnim synkiem zabitego herszta, kazał go kształcić, a gdy opuścił Indie, wyznaczył urzędowego opiekuna i zostawił niezłą sumkę pieniędzy na naukę chłopca aż do pełnoletności. Była to ostatnia sprawa, jaką załatwił przed opuszczeniem Indii. Wysłał list do zarządzających miastem Seringapatam: W załączeniu przesyłam czek (…) na sumę tysiąca pagod, którą to sumę pozostawiam do dyspozycji Wysokiego Sądu w Seringapatam, z przeznaczeniem dla Salabuta Chana, syna nieżyjącego Dhundiah Wagha. Życzę sobie, aby Wysoki Sąd objął opiekuństwo nad wymienionym Salabutem-chanem i dopilnował jego wykształcenia, którego koszty mają być pokryte z powyższej sumy dwustu pagod, już na ten cel złożonych na ręce pułkownika…

Kiedy wrócił do Seringapatam, przekazał władzę nad państwem Majsur dawnemu wezyrowi Sułtana Tipu, którego bystrość i talenty podziwiał. Przywrócił wartość zdewaluowanego pieniądza, kazał budować drogi i mosty, wycinać lasy na budowę okrętów wojskowych, wznosić koszary; ferował wyroki, zwalczał bandytyzm, rozsądzał pijackie kłótnie między oficerami, powściągał brutalność własnych rodaków, którzy do krajowców odnosili się jak do bydła — oto codzienne, szare i przyziemne zajęcia pułkownika Wellesleya w zapadłym zakątku Indii. Wiele wolnego czasu poświęcił ogrodnictwu, sprowadzając z Anglii przez Bombaj sadzonki, sadził seler, kapustę i ziemniaki

29 kwietnia 1802 został generałem.

12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.

Pasza Puny, który schronił się w Bombaju, poprosił generalnego gubernatora o pomoc w pokonaniu nieposłusznych książąt. Cały naród maracki zaprotestował przeciwko zaprzedaniu rodzimej konfederacji wolnych książąt Brytyjczykom z Kompanii Wschodnioindyjskiej, ale nie mieli żadnych szans przeciwko późniejszemu zwycięzcy spod Waterloo.

Scindia wystawił 30 tysięcy piechoty, 8 tysięcy jazdy, 250 armat i ogromne ilości nieregularnych wojowników, wszystko pod komendą byłych oficerów marynarki francuskiej. Holkar miał 80 tysięcy wojowników. Marathowie woleli wojnę podjazdową od otwartych bitew, ale wtedy udało im się wystawić armię w sile 50 tysięcy żołnierza.

25 września 1803 Wellesley znalazł się niespodziewanie w obliczu marackiej armii, sam posiadając zaledwie 5 tysięcy ludzi i 17 armat. Odniósł druzgocące zwycięstwo. Była to jego ostatnia bitwa w Indiach, a kompania maracka została zwycięsko zakończona (ostatecznie wszystkie terytoria do 1818 roku dostały się pod władanie Anglików).

Zgodnie z warunkami traktatów, Anglia zagarnęła terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi, Gwalior, Baroda, Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów. Anglia to znaczyło Kompania Wschodnioindyjska, która ani myślała podziękować Arthurowi Wellesleyowi za cokolwiek. Jedynie mieszkańcy Seringapatam wysłali list podpisany przez hindusów i muzułmanów z wyrazami wdzięczności za spokój, bezpieczeństwo i szczęśliwość, jakiej zaznaliśmy pod Waszą opieką. Od Anglii otrzymał tytuł Kawalera Orderu Łaźni.

Zdobył w Indiach reputację zarówno jako wódz jak i administrator. Zostawił po sobie przykład bez precedensu, nie spotykany ani wśród oficerów brytyjskich, ani cywilnych urzędników — przykład uczciwości, przyzwoitego traktowania krajowców, bezwzględności w ściganiu nieróbstwa i nieudolności zawodowej. W sprawach wojskowych wprowadził zmiany rewolucyjne — zaopatrywanie wojska w pochodzie przez lokalnych dostawców, dyscyplinę i szybkie manewry, dbałość o żołnierza. Doprowadził wojsko angielskie do niespotykanego przedtem stanu sprawności bojowej. Dla siebie zdobył 40 000 funtów szterlingów drogą legalną, jako wypłaty za udział w łupach. Dzięki abstynencji w jedzeniu i piciu oraz codziennym kąpielom (wpływ regularnie myjących się hindusów), wrócił do ojczyzny w lepszym stanie zdrowia niż przyjechał do Indii. We wrześniu 1805 roku Sir Arthur Wellesley dopłynął do Anglii, po drodze odpoczywając przez cały okrągły miesiąc na Wyspie Św. Heleny, miejscu późniejszego zesłania Napoleona, którego tak nieoczekiwanie pokonał pod Waterloo w 1815 roku.

Jego brata, nowo kreowanego markiza, odwołano nagle i bezceremonialnie ze stanowiska gubernatora generalnego. Kompania Wschodnioindyjska nie przebierała w środkach, by bluźnić i szkalować. Główny zarzut przeciw gubernatorowi generalnemu był oczywisty — zamiast koncentrować wysiłki na pomnażaniu dochodów Kompanii, wydawał pieniądze na rozszerzanie dominacji angielskiej. Tego Kompania tolerować nie mogła. Dyrektorzy dążyli do postawienia markiza w stan oskarżenia przed parlamentem — zagarnięte książętom indyjskim ziemie zaczynały przynosić dochody koronie Wielkiej Brytanii, a nie Kompanii. Wellesley obronił brata przed bezsensownymi oskarżeniami.