Gurkhowie

historia jednej dynastii

Gurkhowie przybyli do Nepalu w XVI wieku, uciekając z Radżastanu przed kolejną nawałnicą ludów afgańsko-mogolskich zdobywających północne Indie. Byli Radżputami. Ich los nie był ani przypadkowy, ani nieświadomy. Za nimi stała długa tradycja rodów radżpuckich ksiatrijów, którzy weszli na drogę hinduskiej dharmy około V wieku n.e. Pochodzili prawdopodobnie od Scytów i Hunów, ale na terenie Indii przejęli wierzenia i religie hindu, czym zdobywali sobie zaufanie wśród rodzimej ludności. W zasadzie zaprzestali rabunku i grabieży, a wybitnym dowódcom klanowym udawało się organizować małe państewka, gdyż nie tylko wojenkę mieli za zawód, ale także zarządzanie zdobytymi terytoriami i zasobami ludzkimi. Przechodzili z czasem w osiadły tryb życia ustanawiając dynastie, z których wiele istnieje do dziś. Opowieść mitologiczna wyjaśnia pochodzenie nazwy ludu i etosu rzemiosła wojennego, który od zarania dziejów naznaczył ich specyficzny los i pokierował jego spełnieniem.

Kiedy żyjący w VI wieku Bappu Rawal, legendarny założyciel dynastii Sisodia z Mewaru, był młody i polował na grubego zwierza, spotkał w lesie świętego wojownika Gorakhnatha siedzącego pod drzewem pippal w głębokiej medytacji. Przystanął i zadbał o bezpieczeństwo świętego. Gorakhnath, wzruszony zachowaniem młodego ksiatriji, podarował mu sztylet kukri i przepowiedział, że cała jego drużyna zyska chwałę i będzie podziwiana za brawurę, a wojownikom nadał imię Gorkhów. Bappu Rawal zasłynął brawurą i odwagą, bronił hindusko-buddyjskiego Kandaharu przed nawałnicą muzułmańską, zdobył jakoby Iran i Irak, po czym wycofał się na świętą górę Abu jako asceta. Słowo Gorka, Ghorka czy Gurkha pochodzi od sanskryckiego go, krowa, i rakh, rakśa, obrońca. Gorakhnath był joginem, obrońcą krów jak każdy hindus, uprawiającym ascezę hatha jogi i czcicielem boga Śiwy, a wielu żyło takich w północnych Indiach między X a XIV wiekiem. Inicjację Bappu Rawala na ksiatriję i otrzymanie noża kukri można uznać za piękne zdarzenie mitologiczne.

Budzenie się radżpuckiej świadomości etnicznej przypada na VI-VIII wiek n.e., a trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zafascynowanie najdawniejszą indyjską historią, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Proces mitotwórczy dotyczył „genezy rodu”, którego pochodzenie musiało wywodzić się z czasów najbardziej starożytnych.

W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.

Twórcą prawdziwej potęgi militarnej Gurkhów był Prithwi Narajan Szach, który w 1743 roku został szefem klanu. Jego też należy uznać za twórcę historii swego rodu, choć nie wiadomo dlaczego przybrał tytuł szaha, używany przez władców muzułmańskich. Był to wielki i jak miało się okazać jedyny w całej dynastii prawdziwy ksiatrija. Po dwudziestu pięciu latach przygotowań, Prithivi Narayan Szach uznał, że dysponuje wystarczającymi siłami, by zaatakować Dolinę Katmandu i podporządkować sobie nowe tereny. Wyruszył więc z doliny Gorkha i w 1768 roku zdobył Dolinę Katmandu, będącą pod panowaniem osłabionej wewnętrznymi sporami dynastii Mallów.

Struktura ówczesnej władzy politycznej była prosta — każdą większą czy mniejszą doliną rządził lokalny kacyk, szef, wódz, herszt plemienny, pochodzący zazwyczaj z dominującej grupy etnicznej. Ogromne zróżnicowanie etniczne ludności zamieszkującej pierwsze piętra Himalajów, od Indii aż po Bhutan, nigdy nie przeszkadzało w prowadzeniu ożywionych wzajemnych stosunków handlowych między dolinami, ale koncepcja zjednoczenia była im obca i całkowicie sprzeczna z interesem rodzin trzymających władzę w górach. Żaden z drobnych władców lokalnych, znający specyfikę swego terenu i wspierany przez swój lud, nie godził się na oddanie władzy jakiemuś dalekiemu królowi z Doliny Katmandu. A zdobyć Dolinę znaczyło narzucić zwierzchność właśnie tym szefom plemiennym.

Prithivi Narayan Szach był pierwszym władcą, który mógł o sobie powiedzieć król Nepalu, ale podporządkowanie kraju było zadaniem trudniejszym do wykonania niż mu się wydawało. Nie udało mu się nadać głębszego sensu idei zjednoczenia i nie obudził poczucia przynależności do jednego państwa, ani tym bardziej do idei jednego narodu. Zmarł po siedmiu latach od rozpoczęcia dzieła. Jego następcy nie potrafili ukończyć projektu. Jednoczenie okolic i zapanowanie nad kolejnymi regionami zabrało im dwadzieścia pięć lat szarpaniny, która polegała na umiejętnym wchodzeniu w lokalne układy przy wykorzystaniu lokalnych sporów i niesnasek. Wprawdzie ostatecznie zapanowano nad krajem i zaczęto wprowadzać jakieś rudymentarne prawo, ale wizja jedności państwa poniosła całkowitą klęskę i przestała być rozwijana.

Gurkhowie narzucili Dolinie język gorkhali, należący do grupy języków pahari, używanych na niższych piętrach Himalajów, od Indii aż do Nepalu, którego nauczyli się w swojej dolinie od podbitych przez siebie plemion. Język ten jest jednym z prakrytów sanskrytu podobnym do hindi i ma wiele słów z sanskrytu. Język newari należący do rodziny tybetańsko-birmańskiej, którym mówiono za dynastii Mallów został wyparty, a za czasów dyktatury Ranów zakazany, i dziś praktycznie zaniknął.

Kolejni władcy nie mieli szczęścia i nawet gdy ktoś nie wierzy w przeznaczenie, to zauważy, że jakieś fatum zawisło na dynastii. Pratap Singh umarł po dwóch latach królowania, jego syn miał dwa latka kiedy posadzono go na tronie, więc rządzeniem zajęła się matka i wuj. Gdy dorósł, ustanowił dziedziczne stanowisko premiera i opuścił dwór, by zostać ascetą. Parę lat później, mając 31 lat został podstępnie zamordowany, a właściwie zabiczowany na śmierć przez męża swojej siostry. Decyzja Rany Bahadura Szacha o przekazaniu władzy premierowi była samobójcza nie tylko dla niego samego, ale dla całej dynastii — wnuk Prithivi Narayana oddał po prostu władzę królewską w obce ręce. Utworzenie dziedzicznego stanowiska premiera otworzyło drogę dla wszystkich późniejszych nadużyć. Od 1799 roku, Doliną Katmandu nie rządzili Szachowie, lecz różnego autoramentu doradcy, kochankowie królowej matki, dowódcy wojskowi, lokaje. Jedyną siłą konsolidującą jako tako władzę w Dolinie były oddziały wojskowe Gurkhów, które ćwiczyły się nadal w brawurze i rzemiośle wojennym, a ich dowódcy dysponowali całą władzą, jakiej wstępujące na tron, paroletnie królewiątka po prostu mieć nie mogli.

Girvana miał półtora roku, gdy ogłoszono go królem, a zmarł mając lat dziewiętnaście, zaś jego paromiesięczne dziecko zostało królem przy niejakim premierze Bhimsen Thapie. Ten schemat powtarzał się przez cały okres panowania Szachów. Nie było mowy o jakimś tworzeniu państwa, dworskie intrygi były zorientowane wyłącznie na przetrwanie paru rodzin, z których rekrutowali się doradcy premiera. Masakra w pałacu Kot Parwa w 1846 roku, gdzie zostało zamordowanych 55 (a może nawet i 100) osób z wysokich rodzin i klanów zajmujących się handlem i rzemiosłem w dolinie Katmandu, otworzyła drogę do władzy dynastii Ranów. Po masakrze, 6000 ludzi z klanów Thapa, Pandey, Bashnyat i innych, znalazło się na ulicach Katmandu, ale zostali zastraszeni i wielu z nich powróciło do Indii, skąd przybyli ich przodkowie uciekający przed muzułmanami. Pojawiły się nowe klany, w większości indyjskie, które ich zastąpiły — Czherti, Kuwar, Szumszer.

Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.

Przez cały XIX wiek nie pojawił się ani jeden władca z dynastii Gorkha, godny miana króla. W pałacu królewskim nadal kwitły intrygi, kochankowie bez żenady uprawiali seks z królowymi matkami, uczty i orgie były na porządku dziennym, a królowie umierali nie dożywając wieku dojrzałego — Surendra miał trzydzieści cztery lata, gdy umarł w 1881 roku, a siódmy z kolei król upadłej już w 1799 roku dynastii — Prithwi Bir miał lat trzydzieści. Oligarchia Ranów przetrwała sto lat od 1847 do 1951 roku tworząc rządy koalicyjne z członkami innych liczących się rodów nepalskich i kręcąc biznesy wyłącznie na korzyść swych popleczników.

Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.

Gurkhowie to dziś ogólna nazwa wojska nepalskiego. Zwykli żołnierze nie mają już nic wspólnego z klanem radżpuckich wojowników przybyłych do środkowego Nepalu w XVI wieku. Tamci już dawno zasymilowali się z lokalną ludnością. Najwyżej niektórzy przywódcy zdołali zachować czystość krwi i należą do szacownych rodzin nepalskich, trzymających teki różnych ministerstw. Gurkhowie rekrutują się z różnych grup etnicznych Małych i Średnich Himalajów czy z wysoko położonych dolin. Na rzemiośle wojskowym zarabiają bardzo dobrze, są do dziś drugim po turystyce najważniejszym źródłem dochodów Nepalu, a każda nepalska dziewczyna pragnie wyjść za mąż za Gurkha.

W 1911 roku, Tribhuvan Bir Bikram Shah Dev został koronowany na ósmego króla Nepalu. Miał 5 lat i pozostawał pod kuratelą premiera, którym naówczas był Czandra Szumszer Jang Bahadur Rana. Król odważył się w 1950 roku uknuć spisek. Pomagały Indie i grupa nepalskich intelektualistów osiadłych w Kalkucie. Osobista sekretarka króla, Angielka, przewiozła go potajemnie własnym samochodem do Ambasady Indyjskiej, a stamtąd, już pod osłoną indyjskich żołnierzy, na lotnisko. Król nie zamierzał uciekać, była to tylko jedna z akcji misternie ułożonego planu zmierzającego do złamania oligarchicznych rządów rodziny Ranów.

I tu zaczyna się bardzo ważny wątek, rzucający pewne światło na późniejsze królobójstwo. Otóż Tribhuvan, mimo że ufał w powodzenie całej akcji, zdecydował się zabrać ze sobą do Indii najstarszego wnuka, by go mieć przy sobie „na wszelki wypadek”, a młodszego „na wszelki wypadek” zostawił w Nepalu. Przed ucieczką do Indii poprosił braminów, by odprawili dla obu wnuków pudżę sakralizującą ich władzę królewską!

I tak Gyanendra Bir Bikram Shah Dev został po raz pierwszy, pod nieobecność dziadka, królem Nepalu. Miał trzy lata i 4 miesiące. Być może, ale o tym nie mówiło się głośno, Ranowie stworzyli taki scenariusz. Królewskie dziecko jako zakładnik zostało w rękach Ranów „na wszelki wypadek”. Król Tribhuvan wrócił do Nepalu w styczniu 1951 roku wspierany przez rząd Indii. Na dokument odbierający Ranom ich tytuły i dziedziczny urząd premiera przystawił lal mohur, czerwoną pieczęć, której od 1847 roku nie trzymał w dłoni żaden król z dynastii Gorkha. Jego wnukowie poszli do szkoły, młodszy jako namaszczony były król, a starszy jako namaszczony przyszły król. Obie rodziny doszły do porozumienia i ułożyli konsensus, wedle którego każdy król Nepalu miał żenić się z Ranówną.

Budowniczowie demokracji nepalskiej dość szybko uznali Tribhuvana za zdrajcę sprawy narodowej. Nie wywiązał się z obietnic reform demokratycznych i odwlekał w nieskończoność zorganizowanie wolnych wyborów do Zgromadzenia Narodowego. Zmarł na atak serca podczas wizyty oficjalnej w Szwajcarii w 1955 roku, trumna przyleciała do Katmandu i ciało zostało spalone z wielką pompą na królewskich ghatach w Pasiupatinath, w Deopatanie. Zwykli ludzie płakali.

Jego syn Mahendra przykręcił śrubę w 1960 roku i oficjalnie wycofał się z wszelkich reform, zdjął z urzędu premiera Prasada Koiralę (jego brat jest dziś premierem rządu tymczasowego) i wprowadził rządy absolutne. Powrócił do systemu pańczajatów, którym mógł wydawać stosowne polecenia.

Jego syn i następca Birendra był najlepiej wykształconym władcą Nepalu, ukończył Eton College, Harvard University i wiele innych znakomitych szkół międzynarodowych, znał siedem języków, w tym japoński. W latach 1972-1990 był nie tylko nadzieją, ale gwarantem rozwoju Nepalu, a dla wszystkich rządów i niezliczonych fundacji charytatywnych i pararządowych wdzięcznym odbiorcą ogromnych funduszy, jakie w darze przypływały do jego kraju. Mało kto wtedy zauważył, że te pieniądze nie zostały nigdzie zainwestowane i tak naprawdę nie wiadomo jak, gdzie i przez kogo zostały spożytkowane.

Birendra był świadkiem drugiego etapu zdobywania himalajskich ośmiotysięczników, kiedy to najwspanialsze ekipy Włochów, Szwajcarów, Francuzów, Polaków, Austriaków i Niemców wspinały się na szczyty, natomiast pielęgniarki-wolontariuszki z tych krajów przywoziły lekarstwa i szczepionki dla nepalskich dzieci, a uczniowie szkół średnich z zachodniej Europy budowali w czynie społecznym szkoły i szpitale. Było jakoś szlachetnie. Król wspierał wszystko, sam niczego nie budował, przyjmował każdą pomoc finansową, nie organizował żadnych nowych miejsc pracy i nie myślał o infrastrukturze, a o demokratyzacji instytucji państwowych po prostu zapomniał. Ponieważ jednak do Nepalu „się jeździło” więc zwiększały się wpływy z opłat wizowych i z permitów za trekingi i zdobywanie szczytów. Ogromne pieniądze przynosili wciąż Gurkhowie, których oddziały nadal były wynajmowane przez Indie i Wielką Brytanię. Król jeździł po świecie, uchodził za światłego władcę uroczego kraju, który nie ze swojej winy pozostawał biedny. Nie ze swojej winy, ale z winy królów.

Wszystko zaczęło się w 1990 roku i świat bardzo się zdziwił, kiedy ogromna demonstracja niezadowolonych Nepalczyków przetoczyła się przez ulice Katmandu i zatrzymała pod pałacem królewskim. Ruchy ludowe zmusiły króla do zaakceptowania wielopartyjności i do ułożenia Konstytucji. Nepal stał się po raz pierwszy monarchią konstytucyjną, ale paradoksalnie ta konstytucja właśnie przyczyniła się do wzrostu niezadowolenia ludzi i przyspieszenia procesów rewolucyjnych. Konstytucja z 1991 roku nazwała bowiem Nepal monarchią hinduską, co upokorzyło wyznawców innych religii i wierzeń, głównie buddystów, niepewnie też poczuły się wszystkie mniejszości etniczne, gdyż konstytucja nie wspomniała o nich ani słowem. Religie hindu, głównie śiwaizm, zostały wprowadzone do Doliny Katmandu przez indyjską dynastię Mallów pod koniec XV wieku. Wraz z religią hindu zaprowadzono system warnowy i chociaż w tamtych czasach podział organizacji pracy na różne dżati i warny przyczynił się do natychmiastowego wzbogacenia Doliny Katmandu (Złoty Wiek Mallów), to jednak od dyktatury Ranów system ten kojarzył się z nadużyciem pozycji wyższych sfer. Konstytucja roku 1991 poprzez określenie ustroju jako „monarchię hinduską” jakby przywracała system warnowy. Szybko zorientowano się, że wielopartyjność oznaczała upominanie się stołecznych partii i partyjek o własne interesy, z pominięciem interesów ludności mieszkającej daleko poza Doliną. I wreszcie trzecim czynnikiem, który doprowadził do walki zbrojnej, była korupcja całej administracji państwowej i zaprzestanie pracy w strukturach królewskich na terenie całego kraju oraz powszechne przekonanie, nie pozbawione zresztą słuszności, o wielkich transferach pieniężnych do banków Indii, dokonywanych przez rodzinę królewską.

13 lutego 1996 roku partia komunistyczna Nepalu (Maoiści) pod wodzą Praczandy i Baburama Bhattarai ogłosiła utworzenie Nepalskiej Armii Ludowej i rzuciła hasło „walki zbrojnej narodu nepalskiego przeciw władzy”. Od początku było jasne, że chodziło o zniesienie monarchii i wprowadzenie demokracji, nigdy zaś nie myślano o wprowadzeniu systemu komunistycznego i zniesieniu prawa własności czy wolnego rynku, wiadomo też było, że ekonomia Nepalu pozostanie kapitalistyczna. Walka ta nigdy nie została zaakceptowana przez ogół państw europejskich ani uznana za słuszną, a rewolucjonistów nazywano rebeliantami, terrorystami, buntownikami. Siebie samych nazwali oni maoistami, co dla Europy było szokiem, przywołało bowiem stare fantomy i obudziło strach. Ponieważ jednak Europa i Stany Zjednoczone są legalistyczne, to w tamtych czasach nikomu nie przyszło do głowy, że walka miała słuszny cel. Trwała dziesięć lat: 1996-2006.

Lecz bezpośrednią przyczyną upadku monarchii w Nepalu było królewskie bratobójstwo. Ostatni król Nepalu, Gyanendra nigdy nie oczyścił się w sposób jednoznaczny i wiarygodny z zarzutów zabójstwa swego brata Birendry. Sprawiał wrażenie, że żadne zarzuty nie mogą go dotyczyć. Nigdy nie odwołał ani nie zmodyfikował „oficjalnego komunikatu”, w którym bez wahania oskarżył o królobójstwo syna swego brata, ówczesnego następcę tronu. Wszyscy w Katmandu wiedzieli od pierwszego dnia, że ta wersja była wierutnym politycznym kłamstwem.

1 czerwca 2001 roku został zamordowany król Nepalu Bir Birendra Bikram Szach z dynastii Gorkha.

Wraz z królem zginęło w nigdy nie wyjaśnionych okolicznościach jedenastu członków królewskiej rodziny.

Dnia 1 czerwca 2001 roku w piątek rodzina królewska spotkała się na zwyczajowej kolacji w Domu Królewskim w Katmandu (nie w pałacu). Przy obszernym stole w jadalni zasiedli: król Birendra, królowa-matka, rodzicielka trzech braci, z których najstarszy był królem, drugi był nieobecny, a trzeci siedział przy stole z żoną, pochodzącą również z rodu Ranów, obok nich siedział trzydziestoletni syn z żoną, pochodzącą z rodu maharadżów Scindia z Gwalior z dwójką dzieci, siedmioletnim wnukiem i dziesięcioletnią wnuczka trzeciego brata królewskiego, wreszcie królowa Aiswarya, pochodząca z rodziny Ranów i jej syn Dipendra, ówczesny następca tronu, kawaler, z młodszym bratem Nirayanem i siostrą Shruti. Razem dwanaście osób najbliższej rodziny, a pięć innych ofiar masakry należało do rodziny dalszej.

By dobrze zrozumieć wydarzenia, które wstrząsnęły Nepalem i doprowadziły do obalenia monarchii, trzeba zwrócić uwagę na pewne okoliczności towarzyszące. Drugi syn królewski Gyanendra, brat króla, był razem z synem i żoną nieobecny, gdyż bawił w tym dniu w Indiach, a jego syn wizytował ze swoją rodziną niewielki pałac królewski w Pokharze. Trzej bracia królewscy mieli za żony trzy siostry Ranówny.

Po masakrze, oficjalny komunikat wydany przez rząd powtarzał w nieskończoność, że między ojcem-królem a synem-królewiczem doszło do fatalnego konfliktu, że następca tronu był pijany, że wściekły wybiegł z pokoju i wrócił w stroju komandosa, i zastrzelił całą rodzinę. Dalecy krewni, którzy przeżyli jatkę, opowiedzieli po paru dniach, że istotnie miała miejsce gwałtowna wymiana zdań na temat żeniaczki królewicza, ale nieprawdą było, iż był pijany, wypił może jedną lampkę wina. Dipendra powtarzał, że nigdy nie poślubi Ranówny, ale królowa była zdania, że ma ją poślubić. Królewicz mówił, że chce ożenić się z koleżanką ze studiów, hinduską. Królowa powtórzyła, że nie zgodzi się na to, by jej syn następca tronu poślubił jakąś obcą zamiast Ranówny. Zdaje się, że rozstrzygnięcie sprawy ożenku, było jednym z głównych tematów wieczoru, gdyż Dipendra miał parę dni później skończyć trzydzieści lat. Królewicz groził, że kiedy zostanie królem, natychmiast odwoła ten konsensus, ale królowa powtarzał swoje. Mniej więcej w takim momencie wkroczył do akcji król. Ponieważ sprzeczka między matką a synem znalazła się nagle w centrum zainteresowania, poprosił on syna o opuszczenie sali jadalnej i udanie się do swego pokoju. W etykiecie dworskiej oznaczało to ukaranie syna przy zachowaniu twarzy wszystkich członków rodziny. Dipendra wyszedł i jakoby wrócił po paru minutach ubrany w strój komandosa i zaczął strzelać.

Dla służących Domu Królewskiego i dla mieszkańców Katmandu było od samego początku jasne, że zdarzyło się coś niepojętego. Dipendra nie był ani orłem ani aniołem, ale nie był zdolny do tego, by zabić z zimną krwią babcię, ojca, matkę, wujka, ciotkę, brata i siostrę ani dalszych krewnych. Dla jednego człowieka było to zadanie niemożliwe do wykonania. Nawet gdyby chciał, to technicznie było to niemożliwe.

Dipendra został przewieziony do szpitala w piątek późnym wieczorem. W jego plecach lekarze znaleźli paręnaście kul, był w agonii. Zmarł w poniedziałek rano. Nie wiedząc o tym, był królem Nepalu od 1 do 4 czerwca 2001. Kolejnym, trzynastym królem Nepalu został po raz wtóry jego wuj, brat ojca, Gyanendra Bir Bikram Shah Dev. Okoliczności, w jakich doszedł do władzy nie były wyjaśnione, ale na początku rządów wciąż korzystał z niepisanego „immunitetu” — był jednak wnukiem Tribhuvana, który otworzył Nepal na świat, otrzymał sakrę królewską w jego obecności.

Ale doprawdy, ten król zrobił wszystko, by Nepalczycy wyrzucili go ze stanowiska. Gyanendra nie był żadną osobowością, był lękliwy i arogancki, ambitny, pewny siebie i ślepy jak nietoperz. Przeliczył się co do następujących kwestii: po pierwsze, nie docenił świadomości ludzi, którzy stopniowo, ale nieuchronnie dojrzewali do przemiany społeczeństwa; po drugie, partie legalne, istniejące od lat 80. dogadały się z maoistami i stworzyły wspólny front; po trzecie, nawet środowiska inteligencji opowiedziały się przeciwko monarchii i poważnie poddały w wątpliwość zdrowie psychiczne królów z dynastii Gorkha, wtedy już zaczęto głośno mówić, że jeden był obłąkany, inny chorobliwie rozwiązły, większość zaś — niezdolna do sprawowania rządów, krótko mówiąc wszyscy mieli dość monarchii. I wreszcie wspólnota międzynarodowa, mimo braku rozumienia sytuacji i mimo strachu przed widmem komunizmu i możliwością zamknięcia Nepalu dla turystów i himalaistów, nigdy oficjalnie nie wzięła króla w obronę i nie potępiła ruchu maoistycznego jako takiego.

Dziś widzimy, że ruch „rebeliantów”, „maoistów”, „terrorystów” był normalnym buntem społeczeństwa przeciwko nadużyciom monarchii. Był względnie spokojnym buntem całego narodu przeciwko królowi, który nie tylko nie spełniał pokładanej w nim nadziei, ale wyraźnie uchylał się od obowiązków władcy. Nie wyjaśnione do dziś okoliczności mordu królewskiej rodziny obciążały króla Gyanendrę i doprowadziły do tego, że sprawowany przez niego urząd całkowicie utracił wiarygodność. W dodatku, ogłosił następcą tronu swego syna, który był znanym w stolicy żigolakiem, lekkoduchem, bywalcem podejrzanych lokali i sprawcą wypadku samochodowego, w którym z jego winy zginął człowiek; nie poniósł żadnej kary.

W sierpniu 2002 roku rząd Belgii sprzedał nieoczekiwanie Nepalowi broń w liczbie 5500 karabinów i rebelię nazwano ruchem terrorystycznym. Wojna ludu nepalskiego (ale nie wojna domowa) przeciw monarchii rozgorzała ze zdwojoną siłą. Partia komunistyczna Nepalu odegrała w tej walce największą rolę.

1 lutego 2005 Gyanendra wprowadził stan wyjątkowy i objął władzę absolutną. Maoiści dążyli do spotkania z królem za wszelką cenę, ale była to zawsze zabawa w kotka i myszkę. Król obiecywał rozmowy przy okrągłym stole, więc we wrześniu 2005 rebelianci zawiesili broń, król wycofał się z rozmów, w styczniu 2006 nastąpiło kolejne odwieszenie broni. I tak przez półtora roku.

Dnia 6 kwietnia 2006 cały Nepal zastygł w strajku generalnym. Pod pałac królewski w Katmandu podeszły kobiety z dziećmi na ręku, usiadły zbite w grupki. Panowała idealna cisza i nawet dzieci prawie nie płakały. Wokół Katmandu stacjonowały uzbrojone po zęby oddziały maoistów, a mówiono, że ludność całego Nepalu przyjdzie któregoś dnia pod pałac królewski.

I wreszcie król Gyanendra zdecydował się na otwarcie Parlamentu i zdjęcie zardzewiałej kłódki, którą powiesił tam przeszło rok wcześniej. 24 kwietnia rozpoczęły się układy pokojowe rządu z powstańcami.

19 maja 2006 w piątek Konstytuanta podjęła najważniejsze decyzje, a mianowicie odebrała królowi dowództwo nad armią i możliwość powołania rządu, ale przede wszystkim zniosła status świętości osoby królewskiej, w związku z czym Gyanendra stał się normalnym, zwykłym obywatelem Nepalu. Od tego momentu rozlicza się z dochodów i płaci podatki.

21 listopada 2006 Praczanda, szef Partii komunistycznej Nepalu (Maoiści) i Girija Prasad Koirala, szef Kongresu Nepalu, podpisali umowę pokojową kończącą bunt mas (w większości mass-mediów napisano, że skończyła się wojna domowa, ale podkreślam z naciskiem, że w Nepalu nigdy nie było wojny domowej). Dołożyli wszelkich starań, by zorganizowano przejęcie powstańców w szeregi wojska Gurkhów, policji i innych instytucji państwowych. Od tego momentu datuje się połączenie sił i wspólne opracowanie stosownych dokumentów.

15 stycznia 2007 podpisano tymczasową Konstytucję, na mocy której rozwiązano parlament i powołano Konstytuantę. Maoiści przestali być traktowani jak terroryści, przestępcy czy wywrotowcy, a ich ruch na rzecz zniesienia monarchii został zalegalizowany. Ogłoszono oficjalnie, że obalenie monarchii kosztowało życie 13 tysięcy osób. Do czasu wyłonienia rządu premier Girija Prasad Koirala jest głową państwa.

28 grudnia 2007 parlament zatwierdził wniosek o zniesieniu monarchii i wprowadzeniu republiki.

10 kwietnia 2008 odbyły się pierwsze wolne wybory do parlamentu.

28 maja 2008 Zgromadzenie Narodowe oficjalnie zniosło monarchię i proklamowało Republikę Nepalu (wiadomo na razie, że jest demokratyczna i federalna, ale nie sprecyzowano całej nazwy). Podczas głosowania za monarchią opowiedziały się 4 osoby, a 564 za zniesieniem monarchii. Królowi dano termin 15 dni na opuszczenie pałacu, który ma zostać, jak ustanowiono, przekształcony w muzeum. Do czasu utworzenia rządu obowiązki króla przejął premier.

Dnia 11 czerwca 2008 roku, król Nepalu Gyanendra Bir Bikram Shah Dev zrzekł się korony, opuścił pałac królewski Narayanhiti i przeniósł się do swej posiadłości Nagarjun, na przedmieściach Katmandu. W swej ostatniej mowie, zrzekając się korony, powiedział, że został zmuszony do przejęcia korony, co nie było jego zamiarem ani pragnieniem [King said that he could only „accept the crown quietly” and it was not his intention or desire.]