Drawidowie

Według Słownika cywilizacji indyjskiej, termin drawida pochodzi jakoby od nazw greckich Termilai, Dramiza, co miało dać Dramila, Drawida na północy, a na południu — Damiz, Tamil. Taka jest etymologia naukowa. Mitologicznej nie znamy.

Nazwa ludu pochodzi od nazwy starożytnego klanu wojowników Damila, Dramila, Drawida, skąd pochodzą obie nazwy — Drawidowie i Tamilowie. Taka jest etymologia literacka.

Pierwotnie nazwa Drawidowie odnosiła się tylko do mieszkańców Tamil Nadu, ale dziś obejmuje pozostałe historyczne regiony Indii południowych, stany: Keralę, Karnatakę i Andhra Pradesh. Wysepki ludności pochodzenia drawidyjskiego, nikłe społeczności wiejskie, rozsiane są na całym obszarze Dekanu aż po Maharashtrę i zachodni Pakistan (ludność tubylcza mówiąca językiem brahui).

Wszystko wskazuje na to, że Drawidowie są bezpośrednimi spadkobiercami Harappejczyków, budowniczych cywilizacji Doliny Indusu, którzy byli ludźmi typu śródziemnomorskiego — szczupłymi, o długich głowach i wąskich nosach; typ ten spotykamy na całym terenie starożytnego Środkowego Wschodu i w Egipcie; stanowi on też ważny składnik dzisiejszej ludności Indii. Drugim elementem był typ protoaustraloidalny, o płaskim nosie i grubych wargach, spokrewniony z tubylczą ludnością Australii… A.L. Basham, Indie, str.39

Dwa główne składniki etniczne Harappy, typ śródziemnomorski i typ protoaustraloidalny, dały mieszankę typową dla dzisiejszej ludności Indii południowych.

Pojawiła się też „teoria afrykańska”, sformułowana w latach 60. poprzedniego wieku przez Senegalczyka wykształconego we Francji, Cheikh Anta Diopy, który twierdził, że Drawidowie są z pochodzenia Afrykanami — Il est, en effet, incontestable que les Dravidiens partagent le meme sang noir avec leurs freres d'Afrique et la diaspora. Rzeczywiście, są wśród nich ludzie o czarnej lub bardzo ciemnej skórze, choć bez cech negroidalnych, o czarnych, prostych i mocnych włosach, choć nie kręconych. Jednak ta teoria nie zaprzecza poprzedniej, gdyż duża część budowniczych cywilizacji doliny Indusu musiała pochodzić z północno-wschodniej Afryki, głównie z Nubii, niezwykle zamożnej w czasach starożytnych dzięki swym kopalniom złota (okres Kerma 3100-2800 p.n.e.). W późniejszych latach Nubijczycy stali się quasi niewolnikami, ale od faraonów począwszy aż po władców perskich włącznie, byli doceniani jako żołnierze (Kserkses miał ich podobno 100 tysięcy). Za czasów Wielkich Mogołów nubijskie dziewczęta uważano za najpiękniejsze i masowo sprowadzano je do haremów; nawet Anglicy korzystali z dawnej tradycji — Nubijka była najdroższą kobietą do kupienia w domu publicznym. Komponent rasy czarnej pozostaje na południu Indii bardzo wysoki.

W Indiach, żadna rasa nie może siebie nazwać „czystą”, nie ma więc czystej rasy drawidyjskiej. Regułą są rozmaite mieszanki i także w Indiach północnych ujawnia się substrat drawidyjski: Marathowie to Scytodrawidowie, większa część populacji doliny Gangi to Arjodrawidowie, a Bengal zamieszkują Mongołodrawidowie.

Odkrycie w Pendżabie w 1826 roku ruin Harappy przez Jamesa Lewisa, Anglika, dezertera z armii sipajów, przeszło bez echa.

W 1873 roku ruiny odwiedził archeolog angielski Cunningham, szef Archeologicznego Inspektoratu Indii, ale nie podjął żadnych prac; ruszyły z miejsca dopiero dzięki odkryciu w Sindzie w 1919 roku kolejnego miasta — Mohendżo Daro.

Stanowiska archeologiczne badające miasta doliny Indusu zamknięto wskutek wybuchu II wojny światowej, a później nie zostały otwarte z powodu przejęcia tego regionu przez Pakistan w 1947 roku. Rząd Pakistanu nie wyrażał przez długi czas zgody na uruchomienie stanowisk. Dopiero w latach 60., pod wpływem nacisków międzynarodowych, zwłaszcza angielskich, uczeni indyjscy mogli dalej poprowadzić badania nad początkiem swojej cywilizacji, gdyż nie ma wątpliwości, iż była ona na wskroś indyjska. Wiele skarbów bezpowrotnie przepadło — Pakistańczycy przeprowadzali próby nuklearne na pustyni Thar, a wcześniej, w XIX wieku, wykorzystali potężne bloki kamienne z portu Lothal do budowy podkładów dla linii kolejowej Lahore-Multan. Dzisiejsze odkrycia zbulwersowały naszą wiedzę o rzekomym prymacie cywilizacji indoeuropejskiej nad indyjską. Odkryto ogromną ilość stanowisk na terenie dzisiejszych Indii (około 2 tysiące) na półwyspie Kathiawar w Gudżaracie i w Zatoce Kambajskiej, wprawdzie znacznie uboższych, ale świadczących o jej wielkim zasięgu. W Radżastanie, na północ od Bikaneru, odsłonięto spod piasków pustyni Kalibangan, najstarsze miasto harappejskie położone na terenie Indii. Podczas wykopalisk (1961-1969), odsłoniły się ślady uprawiania ziemi drewnianym pługiem, datowane na 3000 p.n.e. i świadczące o wysokiej kulturze rolniczej. Znaleziono też śliczny gliniany gwizdek w kształcie odlatującego ptaka.

Alain Danielou uważa, że Drawidowie to jeden z ludów o największym potencjale cywilizacyjnym, jaki pojawił się w znanych nam czasach historycznych. Weszli na scenę historii w szóstym tysiącleciu przed naszą erą i trwali aż do drugiego. Promieniowanie objęło swym zasięgiem cały subkontynent indyjski, na północy sięgając aż po miasta sumeryjskie. Żadna cywilizacja epoki brązu nie miała tak dużego zasięgu — 500 tysięcy km2 (dwa razy większy niż Sumer). Ta cywilizacja wcale nie została rozbita i zniszczona przez hordy aryjskie, napływające między 1900 a 1500 p.n.e. (a może nawet wcześniej), lecz przez nich przejęta. Ale z powodu swej ciemnej skóry, choć nie ma na to żadnych dowodów, Drawidowie mogli zostać zdegradowani w hierarchii społecznej dając początek niższym warnom. Mogli też nie zostać przyjęci do wielkiej rodziny aryjskiego brata. Trzymając się koncepcji ich łagodnego, a nie bojowego charakteru, można założyć, że przed agresją Arjów nie potrafili się obronić nie tylko militarnie, ale i psychicznie.

Drawidowie opracowali około 3300 p.n.e., po Egipcjanach i Sumerach, trzecie pismo i choć językoznawcom nie udało się odczytać pisma piktograficznego, to wiadomo, że było to pismo samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Cywilizacja ta oparta była o system powiązanych ze sobą autonomicznych państw-miast, prowadzących regularną i ożywioną wymianę handlową z wszystkimi niemal ośrodkami ówczesnego świata. Brak centralnej władzy politycznej szedł w parze z brakiem jednej totalitarnej religii, we wszystkich znanych nam domenach życia cechowała ją wielka różnorodność. Dzięki glinianym tabliczkom sumeryjskim wiadomo, że kwitł handel z Mezopotamią, dokąd Drawidowie przywozili metale szlachetne, perły, kość słoniową, wyroby z miedzi, ceramikę i szkło. Wprawdzie nie znali koła, ale byli znakomitymi żeglarzami, a system kanałów i wielkie rzeki pozwalały docierać stateczkami w każde miejsce. Cywilizację tę można nazwać teokracją przemysłowo-kupiecką. Był to jeden z pierwszych w świecie regionów uprawy zbóż na wielką skalę, a potężne magazyny w centrum każdego miasta pozwalają przypuszczać, że zboże było „walutą” wymienialną na wszystkie inne niezbędne produkty.

Jednym z mierników wielkości danej cywilizacji jest higiena osobista i umiejętność wykorzystania wody jako środka czystości. Urządzenia higieniczne znalezione w ruinach Mohendżo Daro, Harappie czy Lothalu dystansują wszystko, co w tej dziedzinie odkryto w Egipcie i Mezopotamii — pisał Howard Bentley w 1958 roku, poddając indyjską medycynę nowej ocenie. Urządzenia sanitarne były przedmiotem rozległego planowania obejmującego całe miasto, a nie tylko pałaców królewskich i domów ludzi zamożnych. Obmurowane cegłami kanały ściekowe ciągnęły się wzdłuż wszystkich ulic i uliczek miasta. Wykonane z gliny rury ściekowe oraz dopływowe dla wody ułożone były pod ziemią. Cały system odwadniający uchodził do głównych kanałów odpływowych, mających sklepienia ze wsporników. Również w Kalibangan, w Radżastanie, ruiny świadczą o tym, że ulice miasta były rozplanowane pod kątem prostym, dwupiętrowe domy z kwadratowym wewnętrznym dziedzińcem były wyposażone w łazienki i posiadały kanalizację. Anglik pisał dalej: Za szczyt doskonałości uchodzi wielka łaźnia w Mohendżo Daro, a basen kąpielowy był wodoszczelny. Po pięciu tysiącach lat wciąż jest jeszcze prawie nienaruszony. Kanał ściekowy i podziemne wodociągi zapewniały wymianę wody w basenie. (Były tam) kąpiele parowe i kanały, źródła ujęcia wody, pomieszczenia do rozbierania się i wypoczynku…

Nie ma cienia wątpliwości, iż musieli tam pracować znawcy sztuki leczniczej oraz, jak dziś mówimy, medycyny zachowawczej, kapłani, lekarze, znachorzy, jogini, zielarze i ziołolecznicy, a może nawet terapeuci, psychoterapeuci i zaklinacze. I to na długo przed wtargnięciem do Indii plemion aryjskich.

W odróżnieniu od innych cywilizacji świata antycznego, cywilizację tę cechuje łagodność i w pewnym sensie kobiecość — nie znaleziono żadnych militariów, żadnego składu broni, nawet jednej broni pojedynczej, znaleziono natomiast mnóstwo zabawek. Brak śladów jakiejkolwiek organizacji wojskowej, nie wydaje się, by istniało niewolnictwo, nie ma śladu jakiegoś systemu więziennego, nie widać napięć społecznych. Wręcz odwrotnie, była zorientowana na ablucje, kąpiele i masaże w pieleszach domowych, gdyż łazienki były większe od innych pomieszczeń, na umiarkowane i indywidualne oddawanie kultu bogini (Śiakti, Durga, Kali), gdyż nie znaleziono śladów świątyń, placów świątynnych, ani posągów większych niż otwarta dłoń. Była zorientowana na zachowanie zdrowia i młodości bardziej niż na leczenie schorzeń, gdyż znaleziono statuetki joginów, ale nie odkryto szpitali. Przedmiotem kultu były drzewa i woda, boginie i linga, oddawano cześć zwierzętom takim jak słoń, tygrys, nosorożec i bawół. Odznaczała się pewnym ascetyzmem, który nazwać by można skromnością. Nie była monumentalna, lecz zorientowana na rzeczy małe.

Wiele tych cech charakteryzuje również dzisiejszą cywilizację Indii południowych. A żaden lud aryjski nie ustawił bogini tak wysoko jak cywilizacja harappejska i hinduska obecnie.

Dziś wiadomo, że przyczyną upadku cywilizacji harappejskiej była seria kataklizmów wywołanych przez ruchy tektoniczne, które doprowadziły do trwałych zmian geologicznych między 2500 a 2000 p.n.e. Nastąpiła prawdopodobnie ucieczka wód oraz wysuszanie rzek, a region powoli zamieniał się w pustynię (dziś Thar). Przede wszystkim zniknęła z powierzchni ziemi rzeka Saraswati, płynąca równolegle do Indusu, po jego wschodniej stronie. Rzeka była główną arterią, osią, kręgosłupem całego obszaru, a jej dopływy i sztuczne kanały — systemem nerwowym. Jej zniknięcie musiało oznaczać katastrofę dla ludności około tysiąca większych i mniejszych miast rozlokowanych wzdłuż brzegów. Mohendżo Daro przestało istnieć już około roku 2100 p.n.e. Nieco dłużej przetrwały, być może, miasta rozmieszczone nad Indusem, ale było ich niewiele ponad pięćdziesiąt i musiały odczuć skutki ekonomicznego załamania systemu. Nie wiemy jakie nazwy nosiły te miasta, ani jak mieszkańcy nazywali samych siebie. Rigweda wspomina wiele indyjskich rzek, jak Gangę i Indus, jednak wyraźnie podkreśla piękno rzeki Saraswati.

Ale najciekawsze badania dotyczą religii harappejskiej, którą niegdyś uważano za bezpowrotnie zaginioną. Niektórzy utrzymują, że w niczym nie odbiegała od dzisiejszych religii hindu, i że niemal w całości, choć w innym kształcie, przetrwała w religiach, obyczajach i wierzeniach drawidyjskiego południa. A co więcej, utworzyła kanony religijne, które znalazły się we wszystkich religiach naszego świata. Około szóstego tysiąclecia przed naszą erą rozwinęły się kulty śiwaicko-dionizyjskie, dając podwaliny pod wielką cywilizację indo-śródziemnomorską, do której należały Sumer, Kreta i starożytny Egipt oraz miasta Indusu. Ta potężna formacja musiała komunikować się wzajemnie we wszystkich kierunkach, ale uważa się, że substrat znad Indusu był dominujący.

Ryty i rytuały śiwaickie należą do najstarszej warstwy religijnej ludzkości, stanowiąc pomost między animizmem, a próbą bardziej systematycznego zrozumienia świata. Stamtąd pochodzą najbardziej pierwotne symbole —

  • Boga-ojca, fallusa Stwórcy i Bogini-matki, płodnej Ziemi o imieniu Gaja;
  • dziewicy kumari;
  • symbol krzyża obrazujący ogień strzelający pionowo w górę i poziomo leżącą lub płynącą wodę;
  • jantra, połączenie dwóch trójkątów — trójkąt męski, ognisty, falliczny, skierowany ku górze i trójkąt żeński, wodny, pochwowy, skierowany ku dołowi (symbol judaizmu jest odmienny i nosi nazwy: pieczęć Salomona, gwiazda lub tarcza Dawida).

Z tej prawarstwy religijnej pochodzi nasz karnawał, święta ku czci wiosny, procesje i korowody taneczne wraz z sypaniem kwiatów i biciem w bębny. Kształt ołtarza i świątyń, a więc i późniejszych kościołów, okadzanie ołtarza dymem. Kwiaty, trociczki, śpiewy ku czci boga, taniec, muzyka i misterium jako teatrum, skąd zrodził się teatr. Stamtąd pochodzi symboliczne pojęcie czystości i zbrukania, ubóstwo, posty i wyrzeczenie jako dar dla wybranego boga.

Stamtąd pochodzi joga, zjednoczenie, skąd wywodzi się słowo religia.

Przepadły starożytny Egipt, Sumer i Kreta, a Drawida przetrwał. Dziś w mentalności hindusów słowo Drawida ma znaczenie symboliczne i określa wiecznotrwałe hindu. Hindus nie ma pojęcia o datach i epokach, nie rozumie podziału na czas przed naszą erą i czas naszej ery, nie pojmuje początku ani końca Historii, ale odczuwa ciągłość z archaiczną przeszłością, ciągłość nie do zerwania. Czuje, że zawsze było, jest i będzie wiecznotrwałe, niezniszczalne, niepodważalne hindu. Hindu (cywilizacja, kultura, mentalność, filozofie, obrzędy, języki, obyczaje, religie) powoli acz systematycznie zawsze przeniknie, rozpuści, rozproszy to, co nie jest hindu.

Koncept Arja został rozpuszczony. Patriarchat nie wygrał, a dokonała się jedynie synteza religii Matki (hindu) z religią Ojca (arja). Sanskryt nie wygrał z językami drawidyjskimi, które przetrwały, podczas gdy on jest quasi martwy. Arjowie nie narzucili swoich bogów, zmienili swoje obyczaje. Natomiast w hinduskich wierzeniach ludowych zachowały się praktycznie wszystkie główne nurty starożytnych religii sprzed przybycia ludów indoeuropejskich, a w kulturze wysokiej zachował się cały dorobek Arjów. Hindu zostało wzbogacone.

Arjów czystej krwi nie ma, gdyż ich krew rozpuściła się w milionie milionów tubylców, podobnie jak krew ludów harappejskich. Ale jedna kropla tej krwi w żyłach Drawidy wystarczy, aby odczuł on nieskończoność bytu, którą i my za nim odczuwamy. Hindu to zwycięstwo własnej ziemi, lecz nie w sensie ojcowizny czy patriotyzmu, lecz w znaczeniu długiego trwania i bycia ukorzenionym u siebie na zawsze. I nie jest to zwycięstwo nad czymś, a ku czemuś.