małżeństwo

Ochrona różnorodności jest jedną z najważniejszych cech indyjskiej mentalności i filozofii życia. Wielość ras ludzkich, podobnie jak rodzajów kwiatów, drzew, owadów, ptaków i zwierząt ma swe uzasadnienie w bożym zamyśle porządku naturalnego. Każdy gatunek posiada swoje wyjątkowe piękno i typowe cechy. Człowiek nie powinien, a nawet nie ma prawa, mieszać gatunków, ras, kolorów skóry i specyficznych cech gatunkowych. Pomieszanie daje hybrydę, która rodzi niepokój i jest groźna dla porządku naturalnego. Jedynie czystość gatunku daje gwarancję jego przetrwania i pewność trwałości. Czystość gatunkowa daje siłę konieczną do przetrwania, mieszanki są zazwyczaj słabsze, a systematycznie ponawiane — grożą wygaśnięciem gatunku. Zmierzanie do entropii jest cechą wszelkiego życia, ale człowiek może ją powstrzymać, nie dopuszczając do rozproszenia energii. Czysta linia wykazuje się większą odpornością na zagrożenia biologiczne, społeczne i nawet polityczne.

Można przyrównać zachowanie poszczególnych warn i dżati hinduskich, a także indyjskich społeczności plemiennych, do strategii „samolubnych genów”, o których pisał Richard Dawkins (Samolubny gen, Prószyński i S-ka, 1996). Otóż rewelacyjnym odkryciem biologii ostatnich lat jest teza, że dobro pojedynczych organizmów nie ma znaczenia, a liczy się wyłącznie przetrwanie genów danego gatunku. Geny nie mogą zachowywać się egoistycznie, gdyż samotne nie przetrwają, a ich najbardziej opłacalną strategią jest wzajemna pomoc, a nie walka. Tak więc zarówno wśród ludzi, jak i niektórych gatunków zwierząt, zdarza się niesienie pomocy osobnikom niespokrewnionym — nazwano tę konieczność „altruizmem odwzajemnionym”, zgodnie z zasadą „ja pomogę ci dziś, ty pomożesz mi jutro”. Współpraca przynosi na dłuższą metę większe korzyści niż samolubstwo pojedynczego osobnika. Oczywistością jest asertywność pojmowana jako obrona własnych wartości i jako niewtrącanie się w sprawy innych (zasada ahimsy). Wobec wszystkich innych, a tych obcych jest w Indiach zawsze przytłaczająca większość, stosowana jest postawa konsekwentnej akceptacji i szacunku oraz uprzejmość i przejrzystość (moje zasady są takie, a jakie są twoje). Tak właśnie działają hinduskie warny i dżati, dla których specyficzny obowiązek zachowania czystości gatunku, nie mieszania się z innymi, nie jest niczym innym jak pragnieniem przetrwania. Trzeba tu jednak przypomnieć, że w Indiach żyje jeden miliard dwieście milionów obywateli — mieszanka byłaby wybuchowa…

Hindusi wyjątkowo dbają o czystość związków rodzinnych, a małżeństwa zawierane są według klucza przynależności rasowej, klanowej i zawodowej (dżati), a także językowej. Co dziwne, nauczyły się tej strategii wszystkie inne społeczności przybyłe do Indii, jak na przykład muzułmanie i sikhowie, którzy mają swoje wyodrębnione podgrupy.

Liczby mówią same za siebie — 98% hindusów wstępuje w związki małżeńskie ułożone przez rodzinę, a 93% związków małżeńskich wywodzi się z tej samej dżati (kasty). Nawet wtedy, gdy młodzi ludzie poznają się na studiach, a nie dzięki rodzinie, to i tak funkcjonuje zasada samokontroli — młodzi intuicyjnie wiedzą, czy ich małżeństwo może zostać zaakceptowane przez rodziny czy też nie. Małżeństwo nie jest sprawą indywidualnego wyboru, lecz obowiązkiem, dharmą wobec całej linii rodowej. Indywidualne pożądanie jest niebezpieczne tak dla porządku kosmicznego jak i społecznego, dlatego związek małżeński musi być decyzją rozważną i trwałą, musi spajać grupę, a nie rozbijać ją. Decyzja o wykluczeniu ze społeczności, co zdarza się niekiedy, bywa trudna do podjęcia.

Każda reguła ma wyjątki, o czym poniżej.

tradycyjny ślub hinduski

W małej wiosce tamilskiej, na dalekim południu Indii trwa gorączka weselna. Dom udekorowany jest młodymi drzewkami bananowca, obok piętrzą się stosy liści bananowych, na których będą podawane posiłki. Gaj kokosowy jest na południu Indii najbardziej typowym krajobrazem. Od strony kuchni dolatuje kokosowy zapach, tak charakterystyczny dla całego południa — wiórki kokosowe, mleczko i olej kokosowy są podstawowym składnikiem menu. Goście weselni, jak wszyscy mieszkańcy południa, nakładają na kruczoczarne włosy olejek kokosowy, zabezpieczający włosy przed łamliwością i nadający im zawsze uroczysty wygląd. Kokos jest składnikiem wielu innych kosmetyków. Mleczko kokosowe jest porównywane do wód płodowych chroniących życie we wnętrzu macicy. Jest symbolem drogi duchowej, gdyż przypomina, iż trzeba rozbić brudną skorupę własnego ego, by dojść do czystego białego duchowego wnętrza, gdzie ukryte jest to, co najsmaczniejsze. Dlatego układa się go na każdej tacy ofiarnej obok kwiatu lotosu, ryżu i innych płodów ziemi i ofiarowuje w świątyni bogom — to tradycyjny prasad, dar.

Dziewczynę wydaje za mąż wujek, czyli brat matki. To on ustala z rodziną narzeczonego wysokość posagu i warunki wesela. Najważniejsza jest zgodność horoskopów, które zostały wykonane w dzieciństwie, ale astrolog musi je skonsultować i ustalić datę ślubu. Wujek spełnia podczas rytuału zaślubin ważną rolę, gdyż czuwa nad całą organizacją, podczas gdy rodzice tylko cieszą się weselem, a także zobowiązuje się podczas specjalnego rytuału do opieki nad siostrzenicą, gdyby zabrakło matki.

Rytuał zaślubin rozpoczyna się od oblewania wodą z rozpuszczonym żółtym proszkiem, kurkumą. Według tradycji, tej świątecznej kąpieli poddawana jest dziewczyna w kilka dni po pierwszej menstruacji. W przeszłości, uroczystość tę obchodzono hucznie, gdyż była ona informacją o gotowości dziewczyny do zamążpójścia. Tym razem panna młoda jest chrześcijanką z dalekiej Polski i przechodzi przez inicjacyjny dla kobiety rytuał, by być gotową do ślubu w obrządku hindu. Kąpiel kończą modlitwy bramina, który wylewa ostatni dzban wody, kumbham, symbol przemiany otwierającej nowy etap w życiu kobiety.

Indyjskie przysłowie mówi, że małżeństwo układane jest w niebie. Życie rodzinne jest w Indiach najwyższą wartością, stąd dobór małżonków tradycja przekazuje rodzicom i krewnym. Tradycyjne małżeństwa aranżowane są w obrębie jednej kasty, choć nie jest niemożliwe, i nigdy nie było, poślubienie kogoś spoza własnej kasty — przykład Małgosi i Kumara jest tu znamienny. Los kobiety po ślubie pozostaje w rękach męża. Rodzice przekazują córkę nowej rodzinie wraz z posagiem, ale bez prawa do dziedziczenia dóbr po śmierci rodziców. Zabezpieczeniem kobiety jest złota biżuteria, którą w razie potrzeby musi ona spieniężyć.

W Nepalu małe dziewczynki „poślubiają” dzwon.

Kolejnym rytuałem jest zawarcie symbolicznego związku małżeńskiego z bogiem Kriszną, gdyż to on jest wzorem idealnego małżonka. W tym starożytnym rytuale zawarta jest troska o los dziewczyny i zapewnienie jej „towarzysza” życia. Gdy kobiecie jest w małżeństwie źle, gdy mąż nie spełnia oczekiwań, kobieta zawsze może „pożalić” się Krisznie. Mąż nie uzurpuje sobie prawa do „bycia pierwszym”.

W dniu ślubu kobieta zakłada jedwabne sari ofiarowane przez narzeczonego, które było przedmiotem wcześniejszych targów jej wujka z rodziną męża. Takie sari musi być wykonane z szlachetnego, delikatnego jedwabiu i pięknie haftowane złotem lub srebrem — w Indiach północnych kobieta pragnie pójść do ślubu w brokatowym sari z Waranasi, a na południu — w sari z Kańczipuram. Sari, sześciometrowa tkanina misternie upięta wokół ciała kobiety jest według hindusów najpiękniejszym kobiecym strojem. Włosy uczesane w warkocz dekorowane są świeżymi kwiatami i ozdobami. Według tamilskiej piosenki, panna młoda ma przybyć na swój ślub niczym złoty rydwan, ciężki od złota, jedwabiu i kwiatów.

Małgorzata i Kumar poznali się na planie filmowym nad Gangą, gdzie razem przygotowywali reportaż dla telewizji austriackiej, magazynu ORF „Orientierung”. Po dwóch latach przyjaźni korespondencyjnej, Kumar przedstawił polską znajomą rodzicom. Jej wizyta w Indiach zakończyła się decyzją o małżeństwie z pełną aprobatą rodziny. Matka Kumara opowiadała, że w horoskopie jej syna pojawiła się informacja o żonie z bardzo dalekiego kraju. Już od dzieciństwa Kumara przyzwyczajałam się do myśli, że poślubi on pannę z Nepalu, Kaszmiru, no, może z Tybetu, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że aż z Polski, z dalekiej Europy.

Ślub zgodnie z życzeniem panny młodej odbył się w hinduskiej świątyni w Tenkasi, w Tamil Nadu, przed obliczem drawidyjskiego boga, Murugana. Świątynia z charakterystyczną wieżą, gopuram, jest świadectwem świetności tamilskiej dynastii Czola z VIII wieku. W jej wnętrzu doznaje się wrażenia zatrzymanego przed stuleciami czasu, mrok rozświetla jedynie płomień rytualnej lampy, która przynosi wiernym błogosławieństwo światła. Małżeństwo jest zawarte, gdy pan młody założy na szyję panny młodej ciężki łańcuch ze złota, thali, znak małżeństwa. Trzy zawiązane supełki zjednują opiekę aniołów, jednoczą jaźń małżonków na podobieństwo zjednoczonej pary Śiwa-Siakti i symbolicznie przenoszą na żonę powinności macierzyństwa.

Po ślubie młoda para zostaje rytualnie oczyszczona ze złych myśli zazdrośników. Brat panny młodej obmywa stopy szwagra na znak szacunku. Młody małżonek zakłada na palce u stóp żony srebrne obrączki będące symbolem mężatki. Tamilskie wesele jest wielką rodzinną uroczystością, z tradycyjnymi zabawami, które w przeszłości pozwalały zbliżyć się do siebie nieznających się przed ślubem młodych małżonków. Tak było w przypadku rodziców Kumara i jego rodzeństwa. Na weselu Małgosi i Kumara małżeńskie gry były czystą zabawą towarzyską. Poczęstunek dla gości, podawany na liściach bananowych, trwał do późnej nocy.