boginie i bogowie

Prawie wszystkie boskie pary hinduskiej mitologii ukazują bardziej siostrzany aspekt związku niż aspekt matrymonialny lub macierzyński. Choć Lakszmi daje dzieci i dobre plony, to nie jest samą płodnością. Nie mówi się o prokreacji, lecz o obfitości. Choć "rodzi się" z oceanu mleka, to nie karmi piersiami obrzmiałymi mlekiem. Podobizna Lakszmi pojawia się na monetach Guptów od roku 460 i do dziś zajmuje się ona pieniędzmi i ich pomnażaniem. W ikonografii przedstawia się ją siedzącą w różowym kwiecie lotosu, a towarzyszące jej dwa słonie kąpią ją oblewając fontanną wody. Niekiedy spoczywa na potężnej piersi swego męża, Wisznu, jest jego drugim "ja". Towarzyszy mu we wszystkich jego zstąpieniach na ziemię. Jest jego śiakti. Bliźniaczą energią. Lakszmi jest alter ego, drugim ja boga Wiszny, bardziej niż jego małżonką.

Świat nie został stworzony przez bogów — istnieje wiecznie.

Czas i przestrzeń nie mają początku ni końca.

Świat jest nieskończony, bezosobowy i nie ma pierwiastka moralnego.

Wydawałoby się, że najwyższym osiągnięciem refleksji religijnej jest Jeden Bóg i monoteizm.

W pragnieniu dojścia do jednego przejawia się chęć uproszczenia. Ten swoisty redukcjonizm matematyczno-fizyczny nie może jednak ogarniać życia religijnego.

Owszem, intuicja podpowiada, że BYT jest jeden, ale przejawów BYTU jest mnogość.

Tylko wielość jest twórcza.

Jeden oznacza, że nic się nie dzieje.

Dwa uruchamia dychotomię przeciwieństw.

Trzy oznacza, że coś zaczyna się dziać, jest to początek mnogości.

Tylko mnogość jest twórcza.

Starożytna religia hindu, charakteryzująca się mnogością bogiń i przejawów żeńskiej energii działania, siakti, została za sprawą Indoeuropejczyków uproszczona i sprowadzona do trzech imion bogiń: Saraswati-Lakszmi-Parwati.

Nad nimi zapanowała trimurti, rzeczywistość świata materialnego, pasywnego, pod trzema postaciami: Brahma-Wisznu-Śiwa.

Uosabia ona Trójczas: przeszłość-teraźniejszość-przyszłość.

Trzy wielkie Wedy: Rygweda-Samaweda-Jadżurweda.

Trzy kroki Wisznu, którymi przemierzył świat.

Męska Trimurti uosabia zasadę pasywności, idei, materii nieożywionej istniejącej w stanie potencjalnych możliwości.

Żeńska Trimurti uosabia zasadę aktywności, energii sprawczej przekształcającej ideę w rzeczywistość.

Każde działanie ma trzy aspekty: tworzenie-zachowanie-niszczenie.

Jednak owa konstrukcja na trzy, oparta na indoeuropejskiej koncepcji trójdziałania męskiej mocy sprawczej, zetknęła się w Indiach z zupełnie różną, lecz dobrze wypracowaną koncepcją współdziałania dwóch energii, z których rodzi się mnogość form świata. Rozumienie świata sprzed przybycia Indoeuropejczyków, było oparte na koncepcji DWÓCH pierwiastków, które tworzą rzeczywistość: siakti i śiwa, żeńska energia działania i męska energia stwórcza. Mnogość światów powstaje, rodzi się z kombinacji owych dwóch przeciwstawnych zasad.

Pierwiastek Śiwa został sprowadzony do obrazu boga o konkretnych cechach osobowych, natomiast siakti nie została sprowadzona do postaci jednego, konkretnego bóstwa, pozostając czystą energią poruszającą świat, czystym działaniem, czystym spełnianiem i wykonaniem. Z drugiej strony, boginie uosabiające ów pierwiastek żeński występowały w Indiach przedaryjskich tak licznie, że dziś nie sposób dojść, ile ich było. Wszystkie nosiły i noszą wspólne imię Mahadevi, ale praktycznie każdy zakątek Indii, każda wioska czciła siakti pod swoim imieniem.

Arjowie, myślący kategoriami ładu apollińskiego, uporządkowali starohinduskie bóstwa ładu dionizyjskiego, w którym pleniły się bujnie i rodziły w ekstatycznej wizji wciąż nowe formy. I tak wyróżnili oni tylko trzy boginie, tworząc żeńską trimurti — Saraswati, Lakszmi i Parwati — przyporządkowaną trimurti męskiej. Inne boginie pozostały całkowicie wolne, żadnej już nie związano z bogiem, na czele z Durgą, której przyporządkowano wszystkie znane imiona bogiń lokalnych. Tych imion-konceptów jest 108. Nawet Lakszmi, której osobowość tak bardzo wyemancypowała się z idei bezosobowej siakti-Mahadevi, jest inkarnacją bogini Durgi.

O pierwotności bogini świadczy na przykład fakt, że w wielkiej świątyni w Maduraj, poświęconej Minakszi (Meenakshi), to nie bogini jest przenoszona do sypialni Śiwy, lecz odwrotnie — bramini przenoszą w srebrnej lektyce wielkiego boga Śiwę do sypialni bogini, silnej niegdyś w Indiach południowych żeńskiej postaci boskości.

Bogowie indyjscy zawsze występują w parach. Siakti-bogini może być samotna, samostanowiąca i samorządna (Durga, Ćamunda, Kumari, surasundari, Waiśnawi), ale bóg — nie. Nie ma ani jednego „samotnego boga”, bez pary, ponieważ nie mógłby wtedy działać. Musi mieć przy sobie swoją siakti.

Boginie są partnerkami, a nie „małżonkami”. Występują przy bogu na zasadzie komplementarności, ale nie w aspekcie prokreacji, gdyż żadna z par nie ma wspólnych, zrodzonych z siebie boskich dzieci. Saraswati nie ma dzieci z Brahmą, a Lakszmi nie rodzi dziecka Wisznu, Parwati sama tworzy synka Ganeśię, a Śiwa sam tworzy Skandę.

Każdy bóg i każda bogini posiadają swoją odrębność i za każdym razem przejawia się ich całkowita, pełna osobowość. Żeńskość jest kompletną, samodzielnie istniejącą, równorzędną zasadą wszechświata. W hinduskiej mitologii nie ma żadnych, choćby dopełniających się połówek (idea Platona), gdyż Osoba, ani boska, ani ludzka, nie może być połówką. Biblijny mit żebra Adama, z którego powstała Ewa jest w opcji hindu zupełnie niezrozumiały.

Prawie wszystkie boskie pary indyjskiej mitologii ukazują bardziej siostrzany aspekt związku niż aspekt matrymonialny czy macierzyński. Choć mówi się, że „kiedy na świat przychodzi dziewczynka, to Lakszmi uśmiecha się” i choć czuwa ona nad wszystkimi dziećmi, to Lakszmi nie jest boginią prokreacji, lecz obfitości. Nie czuwa nad płodnością biologiczną, lecz symboliczną — rozdaje ludziom dobre plony, pieniądze i dostatek. Choć rodzi się z oceanu mleka, to nie karmi mlekiem swoich piersi.

Arjowie przynieśli ze sobą swoich bogów. Ale wkrótce ci bogowie, Indra, Agni, Waruna, Surya i inni, przestali mieć jakiekolwiek znaczenie i stali się bogami papierowymi (sformułowanie M. Eliadego). Bramini aryjscy dokonali ogromnego wysiłku, by poznać i zrozumieć system wierzeń, który zastali na ziemiach przez siebie zagarniętych. Na ziemi hindu zwycięzcy przejęli religię od ludów przez siebie zwyciężonych, dawała bowiem lepsze odpowiedzi na egzystencjalne pytania człowieka. Bogowie aryjscy przestali z czasem odgrywać jakąkolwiek rolę, a pozostały tylko ich puste imiona.

W ikonografii i rzeźbie indyjskiej wszyscy bogowie i boginie przedstawiani są z dwoma parami rąk — jedna para skierowana jest do ludzi, co symbolicznie wskazuje, że żyją oni na ziemi, pośród ludzi. Druga para rąk wzniesiona jest ku górze, kierując człowieka na poziom ponadludzki. Boginie Kali i Durga przedstawiane są z czterema parami rąk, co wskazuje na ich silną energię siakti.

Boginie odgrywają na równi z bogami dramaty małych, ludzkich rzeczywistości i uprawiają odwieczną grę pozorów, lilę. Radha towarzyszy Krisznie w zabawie, lila, tworzenia świata, ale nie jest jego „małżonką”, lecz wieczną kochanką, a gdy obejmują się i namiętnie kochają, świat przestaje zamierać, budzi się do istnienia. O jej miłosnej przygodzie z Kriszną wyznawcy śpiewają pieśni i recytują poematy. Nie ma tu miejsca na akt płodzenia-rodzenia-macierzyństwa, przejawia się tu jedynie erotyczna gra przeciwstawnych biegunów. Sita, towarzyszka Ramy, wzór indyjskiej kobiety, czysta, wierna, podąża za swym mężem wszędzie, będąc mu bardziej siostrą niż żoną.

Znakomity mój przewodnik po grotach Adżanty, hindus z urodzenia i przekonania, wykształcony i inteligentny, rozpoczął swój speech o bogach Indii następująco: „Brahma is only creator”. Nie mogłam mu nie przerwać i zapytałam: „Co to znaczy only?” Odpowiedział: „Wie pani, Europejczycy mają jednego Boga, który stworzył świat, to ja mówię tak, żeby oni zrozumieli. Ale stworzyć to nie wszystko. U nas, wie pani, to boginie podtrzymują ten świat w istnieniu. Ale tego Europejczycy nie rozumieją, więc im nie tłumaczę”.